Niedawno mieliśmy Dzień Porteru Bałtyckiego, a już w ten weekend bawiliśmy się w Bielkówku na kolejnym Dniu Koźlaka. Jak ten czas leci...
Byłem na pierwszej edycji, potem terminy kolidowały z wyjazdami innymi niestety. Na szczęście w tym roku planety ułożyły się idealnie i rzutem na taśmę (dosłownie, wpadłem do hotelu 5 minut przed odjazdem busa) pojawiłem się w Gdańsku.
Nie ma co się oszukiwać, ten wpis będzie istnym dumpem zdjęciowym. Jak macie uczulenie na blogerkę krafcikową, to... pewnie i tak byście nie czytali mojego bloga. Także możecie się delektować śmietanką influenserską w ich naturalnym środowisku.
Plan na trójmiasto był prosty: wizyta w browarze Amber, zebranie sekretnego składnika przy Stajni Koni Uratowanych Jednorożec (nie, nie to o czym myślicie, znam was) i potem wizyta w Pułapce. Na drugi dzień szybkie warzenie na mini warzelni (swoją drogą świetna sprawa) i powrót do domu.
Jak było naprawdę? Koźlakowo, no a jak. Degustacji było tyle, że musieliśmy się potem pilsami leczyć. Wiecie jak jest. Swoją drogą ciekawym punktem był Mocny Red z Ambera. Takie wspomnienie smakowe dawnych lat, gdzie procenty były najważniejsze. Jak człowiek był jeszcze głupi i młody.
Potem wizyta we wspomnianej wcześniej stajni. Spoko są takie miejsca chroniące zwierzęta przed rzeźnią. A co do sekretnego składnika do piwa... niektórym został na kurtkach. Ciężko będzie się go pozbyć.
Następnie wylądowaliśmy na kolacji w Bazarze, zaraz obok Brovarni Gdańsk. Placki ziemniaczane z gulaszem mogę polecić bez obawień każdemu. Żurek w sumie też, chociaż brać ze Śląska mial zastrzeżenia, jak zawsze (żarcik, co nie).
Odszpuntowanie beczek z trzema koźlakami: czystym z Ambera i dwoma wędzonymi z Piwnicy Rajców i Brovarni odbyło się w piwnicach Pułapki (ale nie Pułapki, kto wie ten wie). Przekoźlakowanie level master, chociaż czy istnieje coś takiego jak "za dużo koźlaka"? No chyba nie.
W Pułapce zakres styli był już troszku większy. Uleczające pilsy lały się strumieniami. Te mniej uleczające Jagery już nie... Łukasz, nie daruję ci tej nocy! Była to też moja pierwsza wizyta w nowej lokalizacji i muszę przyznać, że podoba się dla mnie.
Na drugi dzień, z samego rana (ku mojej niechęci i zmęczeniu) wylądowaliśmy ponownie w browarze, aby uwarzyć naszą testową warkę sekretnego koźlaka. Jak wyjdzie przynajmniej OK, to zapewne napijecie się go i wy. Swoją drogą... herbatka z dużą ilością cukru naprawdę ratuje życie.
Więcej grzechów nie pamiętam (dosłownie) dlatego zostawiam Was z resztą zdjęć. Zobaczycie na nich wszystko, o czym pisałem powyżej. Mi pozostaje podziękować Tomkowi, Markowi i całej ekipie Ambera za zaproszenie. Do następnego!


















































































































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz