Śledź mnie na:
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porter bałtycki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porter bałtycki. Pokaż wszystkie posty

 


Wiecie co? Tak ja Wy zapewne, nie lubię jak ktoś mnie robi w konia. Zacznę jednak od samego początku, co byście mieli jakiś ogólny obraz sytuacji. Chodzi o konkursy kraftowe (specjalnie przez K napisałem), które według mnie nie spełniają swojej roli...

 


Zapewne pamiętacie, że jestem zagorzałym graczem (i to w dodatku PC master race) i wolę tę rozrywkę od filmów itp. Ostatnimi czasu producenci gier idą dość mocno (skopiowali to chyba od filmowców) w odświeżanie starych tytułów, co mi tak średnio się podobało na początku.


Lubię takie niespodzianki. Człowiek nie zna browaru w ogóle, próbuje go na festiwalu piwnym i od razu se myśli "ale bym sobie taką butelkę zabrał do domu". No i zabiera, bo co ma zrobić? Podobnie było z tym porterem z browaru Nieczajna.

Klasyka proszę Państwa uderza swoją tęsknotą podwójnie na jesień, przynajmniej u mnie. Łaknie człowiek porterów, stoutów czy też koźlaków w czystej formie. Oczywiście z dopuszczeniem wersji dubeltowych lub/i imperialnych, ale bez dodatków. A jeszcze jak można wyczaić kogoś nowego na scenie to już w ogóle fantastik.


Etykieta piękna w swojej prostocie. Ładnie wkomponowane logo i nazwa piwa. Trunek też niczego sobie. Ciemno-czarne z delikatnymi przebłyskami jak się spojrzy pod dobrym kątem. Beżowa piania wysoka, w większości drobnopęcherzykowa i ze średnim żywotem.


Przyjemny, ale delikatny aromat zaprasza do podróży po spokojnych wodach zbożowej kawy i wiśni w czekoladzie. W pierwszej chwili myślałem, że będzie to dość słodki porter, ale szybko wybiły się te kawowe nuty i mnie wyprowadziły z błędu.


Ciałko, jak na bałtyka przystało, znośne. Nie za dużo, ale też nie za mało. Jeszcze parę lat temu bym powiedział, że grubaśne no ale... Jak to się człowiekowi zmienia perspektywa po "ataku pastry". Wysycenie średnie, tak na granicy jeżeli chodzi o moją porterową tolerancję. Na pierwszym planie przypiekane słody, kawa zbożowa i moooże trochę ciemnego chleba. Potem ciemne owoce, śliwka z wiśnią głównie, ale w takich trochę bardziej uległych ilościach. Goryczka niska, krótka. Finisz to już głównie kawa zbożowa/coldbrew. Proste, a jakże przyjemne piwo. Takie do zrobienia zapasów, aby było "na wszelki wypadek".


----------


Styl: Porter Bałtycki

Alk: 8%

Ekstrakt: 22%

IBU: b/d

Skład: słód (jęczmienne, pszeniczne), płatki owsiane, granulat chmielowy, drożdże.

Do spożycia: 31.12.2023


www.browarnieczajna.pl


Tęsknie powoli za czasami, gdy największym problemem craftu było wypuszczanie nowych porterów/stoutów na lato. Nie to co teraz... człowiek musi uważać żeby nie dać się wrobić w jakieś mleczne IPA czy inne przesłodzone pastry. A potem tylko te problemy gastryczne, bo już tolerancja laktozy nie ta w tym wieku.

Jak żyć? Można zapytać klasycznie. Ano tak, żeby mieć jakieś przyjemne sztosiki grube w piwnicy. Cyk fuch i już mamy przyjemny rozgrzewacz na wieczór, który jakoś dziwacznie chłodny się zrobił w czerwcu.



Etykieta kolorowa, ale też wektorowa na swój sposób. Fajnie dobrany gradient i mała butelka dobrze prezentują się na półce. Piwo wygląda jeszcze lepiej. Czarne, jak smoła i wizualnie gęste. Ciemna, beżowa piana dziurawa, ale o dziwo trzyma się dość długo.



Intensywny aromat nie daje mi spokoju. Dawno już takiego nie wąchałem, utrzymuje się cholernie długo w szkle. Nawet jak pozostały może ze dwa łyki tylko. Palone słody, multum ciemnych, suszonych owoców i kawy zbożowej. No i ta czekolada, o mój Boże. Aż się boję, że przedawkuję i wciągnę to piwo nosem w całości.


Szybki łyk na rozpoznanie i znowu pełen zachwyt. Czuć ten jakże prawilny ekstrakt. Piwo jest oleiste, oblepiające, ale też puszyste. Na moje to zasługa słodu żytniego. Ale bym sobie teraz wypił takie grube żytnie, jak za dobrych czasów żytnich wypustów Pinty. Wracając do Wonderland, wysycenie niskie, czyli nie psuje odbioru tego grubaska. Na pierwszym planie czekolada, gęsta i nie biorąca jeńców. Taka pół na pół słodka z dodatkiem kawy zbożowej i nutą opiekanych słodów. W tle owoce, suszone, ale bez skojarzeń z kompotem świątecznym. Tu bardziej wisienka z wysokiej jakości czekolad alkoholowych. Sama wędzoność robi za uzupełnienie, ale takie dość wyraźne. Pięknie to jest wszystko ze sobą połączone. Goryczka niska, ot takie małe ukłucie. Większej nie potrzeba, uwierzcie mi. Na finiszu kakao, więcej wytrawności i nuta przyjemnego alkoholu. Ten ostatni tak w ogóle bardzo dobrze ukryty po całości. Rozgrzewa od środka, a nie w smaku. Zakochałem się w tym piwie. Cholera wie jednak czy tak się ułożyło, bo trochę u mnie już przeleżało. Nieważne. Pyszne jest.


----------


Styl: Smoked Imperial Baltic Porter

Alk: 10.8%

Ekstrakt: 30%

IBU: 4/10

Skład: słód (pilzneński, wiedeński, monachijski jasny i ciemny, karmelowy, czekoladowy, żytni), chmiel, drożdże.

Data rozlewu: 03.01.2022


Facebook Browaru


Wiosna ma to do siebie, że człowieka chwyta ochota na praktycznie każde piwo. Raz na coś grubego, bo akurat się chłodno zrobiło wieczorem, a raz na jakieś sour pastry... no dobra, przesadziłem. Zwykłe sour wystarczy.

Dziś, przy okazji malowania stołu na ogrodzie naszło mnie na coś ciemnego i wędzonego. Pierwsze co, to pomyślałem o wędzonym koźlaku, a potem o jakimkolwiek koźlaczku... Z braku laku musiałem chwycić za wędzonkę z Widawy, bo tylko taką miałem w piwnicy.


Widawa, jak to Widawa, nie lubi zmian i nakleja te swoje proste, okrągłe etykiety. Ma to pewien urok, ale nie gdy ktoś dorzuca na grafikę pełno medali z KPR itp... No nic, przynajmniej ładnie wygląda samo piwo. Czarne, nieprzejrzyste. Wysoka piana, raczej drobnopęcherzykowa. Trzyma się nad wyraz długo muszę też przyznać.


Dawno nie wąchałem w spokoju wędzonego piwa. Może dlatego zdaje mi się, że z tego pokala aż bucha intensywnością. Na pierwszym planie czekolada, praliny i wiśnia. Jak te czekoladki z alkoholem, których ja zazwyczaj nie tykam (w piwie to co innego). Potem wyraźnie komplementująca całość wędzoność. Skojarzeń z wędzoną śliwką nie ma, po części to i nawet dobrze.

Co jak co, ale to jest według mnie idealne 24 Plato. Ciałko w punkt, ani za dużo, ani za mało. Na pewno nie jest oleiste, jak to widziałem w komentach na Untappd. Wysycenie niskie, czyli też w pytkę. Smakowo groźniej niż w aromacie. Tak jakoś bardziej stanowczo bym rzekł nawet. Czekolada (bardziej gorzkawa) na pierwszym planie i do tego przypieczona skórka od chleba. W tle trochę chleba razowego nawet. Owoce mocno ukryte, jak się człowiek skupi to moooże wyczuje śliwkę. Trochę szkoda, że tak mało jej. Wędzonka jest tematem spornym, bo mało jej w ustach i jest tego gorszego (według mnie) pokroju, czyli zwykłego dymu z ogniska. Nie wiem gdzie ludzie wyczuwali w tym piwie szynkę. Goryczka dobrze zaznaczona, krótka, palona. Na finiszu dochodzi kawa zbożowa z delikatnym zaleganiem. Cały czas miota się też delikatny alkohol. Dobrze, że nie ma go dużo, bo taki mało przyjemny jest. Podsumowując... mimo braków podszedł mi ten porter dzisiaj znakomicie. Tak to właśnie jest. Przez to właśnie nie powinniście słuchać tylko jednej opinii o piwach.

----------

Styl: Smoked Baltic Porter
Alk: 9,5%
Ekstrakt: 24°
IBU: b/d
Skład: słód jęczmienny, chmiel, drożdże.
Do spożycia: 25.05.2025


Lenistwo niektórych może przynieść pozytywną niespodziankę innym w przyszłości. Tak było z kartonami urodzinowymi Widawy w pobliskim Lidlu. Na premierze nie było ani jednej sztuki, ale w zeszłym tygodniu okazało się dlaczego...

Komuś zwyczajnie w świecie nie chciało się ich wystawiać i zostały zapomniane. Ktoś się jednak zlitował i je wystawił. Napiszę krótko: były w bardzo opłakanym stanie. Na szczęście szkło się nie pobiło. Kupiłem sobie jeden zestaw, ale uśmiechnąłem się jak zobaczyłem pewnego pana, który w piątek (przy okazji promocji 4+4) zabrał resztę.
 


Etykieta prosta, ale wystarczająco wyraźna w odbiorze. DZIE WIĄ TE urodziny, czego nie rozumiesz? Piwo czarne, nieprzejrzyste. Piana wysoka, ładnie zbita i dość długo utrzymująca się. Warto też wspomnieć o pięknym, dedykowanym pokalu.



Od czego by tu zacząć... na pewno od rumu i wanilii, bo zdają się być głównymi bohaterami jeżeli chodzi o aromat. Dalej czerwone owoce, których brakowało mi trochę w ostatnich polskich porterach i takie lekko tytoniowe nuty (za cholerę nie wiem skąd). Z owoców to głównie wiśnie.


I już mi się jedna rzecz nie podoba. W pewnym sensie poczułem się oszukany nawet. W internetach wypisywali jakie to nie jest gęste i w ogóle. Dupa tam, normalna konsystencja porterowa. Na pewno beczka dodała swoje, ale potrzebujecie Jezusa jeżeli myślicie, że to jest jakieś super grubaśne. Nie żeby ciałko było złe, co to to nie. Wysycenie średnie, mogłoby być ciut niższe. Smakowo na pierwszym planie... trudno stwierdzić w sumie. Dużo wiśni, czekolady (takie praliny nawet) i dość znaczna ilość wanilii. Potem drewno i przyjemny, rozgrzewający alkohol. Przy nim robi się dziwnie, bo z początku myślę sobie: "no ta, słodki bourbon z nutą rumu", ale po chwili zacząłem wyczuwać też jakieś niuanse winne. Goryczka znikoma, nikomu ona tu nie jest potrzebna. Finisz kwaskowaty lekko. Owocowy ze sporą ilością wanilii. Pięknie zgrane jest to piwo, to Wojtkowi trzeba przyznać. Patrząc na niską cenę zestawu ze szkłem zdziwieniom nie było końca. Szczególnie jeśli wersja wędzona trzyma taki sam poziom.


----------


Styl: Imperialny Porter Bałtycki Bourbon & Rum BA

Alk: 9,5%

Ekstrakt: b/d

IBU: b/d

Skład: słód jęczmienny, chmiel, drożdże.

Do spożycia: 25.05.2025


Facebook Browaru


Ja to sobie lubię czasami zrobić mały zapas klasyków w piwnicy. Nie mówię tu oczywiście o młodzieżowych IPAch, których przechowywanie nie ma w ogóle sensu... Nazwijcie mnie starym, ale jak w piwnicy nie mam paru porterów gotowych do chwycenia w biegu to jakoś tak się dziwnie czuję...


Pretendentem do zajęcia miejsca na półce jest dzisiaj klasyczny bałtyk z Maryensztadt. W dodatku szeroko dostępny u niemieckiego okupanta. Czy nada się? Zobaczmy.



Etykieta z serii tych, o których zapomina się niestety po 5 minutach. Chociaż w sumie... czy jest coś więcej potrzebne przy tak klasycznym piwie? Sam trunek czarny, raczej nieprzejrzysty. Piana z początku ładna, zbita, na mniej więcej dwa palce. Niestety znika w mgnieniu oka, pozostawiając tylko pierścień.


Zapowiada się naprawdę klasycznie i oldschoolowo. Sam aromat może i nie powala intensywnością, ale czuć w nim wyraźne palone nuty, trochę gorzkiej czekolady i odrobinę skórki od chleba. Pamiętam jak kiedyś oznaczało to, że ma się w rękach zajebisty porter na grilla. 


No da się wyczuć te 22 Plato. Ni to dużo, ni to mało w dzisiejszych czasach, ale jak na klasyka wręcz idealnie rzekłbym nawet. Wysycenie średnie, może ciut za wysokie jakby się ktoś chciał uczepić specjalnie. Mi nie przeszkadza, bo smakowo piwo nadrabia z nawiązką. Czekoladowa podstawa z taką lekką nutą kawy zbożowej to idealne preludium do dobrze stonowanej, rodzynkowej słodyczy. Mocno w tle pojawia się też prażony słonecznik, który dla mnie jest taką wisienką na torcie wręcz. Goryczka średnia do niskiej, lekko palona. Finisz już bardziej wytrawny, ale też łagodniejszy od reszty. Głównie Inka się pojawia na wzór tej, którą robi sobie moja żona (w sensie bardzo delikatna), pomijając tonę mleka oczywiście. Dobry trunek, zbalansowany i dograny. Bez udziwnień. Taki trochę porter na co dzień, przypominający stare, prostsze czasy. 


----------


Styl: Porter Bałtycki

Alk: 8,7% Obj.

Ekstrakt: 22 Plato

IBU: b/d

Skład: słody jęczmienne, chmiel, drożdże.

Do spożycia: 31.10.2022


www.browarmaryensztadt.pl

 


Browar Bury jest jednym z tych browarów, które utrzymują się jeszcze jakoś w czasach pandemii. Dlaczego tak zacząłem? A bo jakoś mi się smutno zrobiło jak ostatnio wypiłem leżakowanego Alcatraz z Faktorii... Bury na szczęście jeszcze warzy, i to dość dobrze.


Robią nawet stout z tonką, którą uwielbiam, a z której większość craftu się śmieje nie wiadomo dlaczego... Dzisiaj jednak sprawdzimy sobie coś klasycznego. Porter średnich lotów i nie chodzi tutaj o jego jakość. 22% ekstraktu może się większości z Was wydawać na trochę mało, ale starzy, craftowi wyjadacze cieszą się po cichu.




Czysta etykieta pasuje tutaj idealnie. Usunąłbym jeszcze tekst na żółtym tle, bo jakoś tak się kłóci z całością. Piwo czarne, z delikatnymi refleksami brązowymi. Piana niska, dziurawa i szybko redukująca się.



Aromat jest... interesujący. Przypieczona skórka od chleba, ciemny karmel i przeważająca momentami paloność. Po lekkim ogrzaniu wychodzi czekolada, delikatnie gorzkawa. Fajne to i wyraźne. Jakby jakaś śliweczka lub/i rodzynki weszły, to by był majstersztyk.


Na początku myślałem, że jakieś to średnio sycące, ale po chwili przypomniałem sobie, że to przecież "tylko" 22° ekstraktu. Wysycenie średnie, znośne jak na porter. Przyjemne w ustach, bardziej po tej gorzkiej stronie. Fajne palone słody, czekolada, suche kakao i słodkie zacięcie karmelowe. Te ostatnie na wzór karmelków (tych ciągutek). Goryczka niska, lekko palona. Finisz to zaskakująca kawa, wyraźna, ale też delikatna na swój sposób. W tle kakao, przyjemnie zalegające krótko. Alkoholu nie czuć. No chyba, że weźmiecie pod uwagę wewnętrzne ogrzanie.  Podsumowując: cholernie smaczny porter, nie ma co.


----------


Styl: Porter Bałtycki

Alk: 9,5% 

Ekstrakt: 22%

IBU: 2/5

Skład: słód (wiedeński, pilzneński, monachijski jasny, monachijski ciemny, wędzony, czekoladowy, owsiany), chmiel Kazbek, drożdże W-34/70.

Do spożycia: b/d


www.browarbury.pl

 


Boję się, na serio. Piwo, które opisałem przy okazji premiery (grudzień 2013) i które było dla mnie ideałem może być... takie se. Możecie uważać to za dość trywialny problem, ale ja na serio nie chcę, aby Imperator z Pinty się popsuł. Co najważniejsze, nie chcę, aby moje piękne wspomnienia o nim zostały zbezczeszczone spieprzoną warką... a tak się niestety zapowiada patrząc np. na między innymi Untappd.

 


Święta, święta i po świętach. Ale czy na pewno? Nowy rok, nowe rozstawienie jak to mawiają ludzie. Jednym z pierwszych świąt craftowych jest masonowy Baltic Porter Day, w dodatku jest to jeden z ważniejszych tego typu dni, jeżeli chodzi o nasz światek piwny.

 


Nie wiem jak Wy, ale ja swój urlop 2-tyg miałem w kwietniu. Ot taka mała sugestia od korporacji w czasie pandemii. Nie ma się co dziwić, że potem prawdziwe urlopowanie musiałem z małżonką rozłożyć na weekendy. Tak było i w tym przypadku, gdy wraz ze szwagrem i teściami pojechaliśmy w okolice Zieleńca.



Mój plan był prosty: pojeździć w górach na rowerze. Udało się to drugiego dnia, gdzie w końcu sprawdziłem Singletracki Glacensis. Polecam serdecznie każdemu. Po takim pedałowaniu trzeba było wypić coś lepszego i akurat traf chciał (taaa), że zabrałem ze sobą pewnego grubasa z Łąkomina. W dodatku zakupionego na ostatnim Lotnym Festiwalu w Zielonej Górze.



Etykieta z serii "tych lepszych" wypustów browaru nie zrobi na nikim wrażenia. Ot nazwa trunku na czarnym tle. Samo piwo też nieszczególnie, bo wygląda... zwyczajnie. Ciemne, z widocznymi rubinowymi refleksami i praktycznie bez piany od samego początku.



Ooo panieńku, jakie to przyjemnie "alkoholowate". Słodziutki rum, śliwka suszona, figi, rodzynki i trochę skórki od chleba. Po ogrzaniu dochodzi też lekka czekolada. Wszystko, czego potrzebowałem po tej dość wietrznej jeździe po górach. Przez właśnie takie aromaty człowiek się hajpuje jak cholera i nie może wytrzymać do pierwszego łyku, jak jakiś plebejski alkoholik.


W ustach... gęste, nie spodziewałem się tego po tym wyglądzie. Ucieszyło mnie to niezmiernie muszę przyznać. Niskie wysycenie też na propsie. Smakowo trochę inna sytuacja niż w aromacie. Wyraźna czekolada maszeruje na przedzie, nawet się gdzieś gorzkawe kakao przedziera momentami. Potem powidła zimowe z owoców: śliwka i rodzynki głównie. Szczypta ziemistości (cholera wie skąd) wzięła mnie znienacka, jak Niemcy Rosję w 1941. Goryczka niska, ale wyczuwalna. Może delikatnie palona. Rum czuć dopiero na finiszu. Jakby się miał człowiek uprzeć, to nawet nalewkę z aronii wyczuje gdzieś w tle (mam zapas w piwnicy to wiem). Potem już tylko gorzka czekolada. Samą beczkę czuć dopiero po mocnym ogrzaniu piwa. Całość naprawdę spoko, głównie alkohol robi robotę. Dawno już nie spotkałem się z tak przyjemną jego odmianą, dość ciekawą w dodatku. Gorzki finisz też robi robotę, bo pokazuje wielowymiarowość piwa.


----------


Styl: Imperial Baltic Porter Rum BA

Alk: 11%

Ekstrakt: 25 Plato

IBU: b/d

Skład: słód (pilzneński, Monachijski I, CaraMunich I, CaraAroma, Carafa III), chmiel (Marynka, Lubelski), drożdże Saflager W34/70.

Do spożycia: b/d


www.browarlakomin.pl



Jakby tak sobie człowiek miał usiąść na chwilę podumać o stanie wizerunku polskiego craftu, to by chyba nie wiedział od czego zacząć. Pomijam już sam wygląd (etykiety itd.), strony internetowe (czy bardziej ich brak) i fanpage facebookowy. Chodzi o przekaz...

I tak każdy zna chyba tekst "Warzymy co lubimy" browaru Trzech Kumpli, lub "Radość z Warzenia" Pinty. Do tego grona chce dołączyć Brokreacja ze swoim nowych hasłem (i piwem o tej samej nazwie) #calltocreate. W sumie jakby się tak zastanowić, to nie potrzebują tego, bo mają już dość dobrą pozycję na rynku. A wszyscy wiemy, że ich prawdziwym hasłem jest pewna przyśpiewka...



Chcieli, to mają. Etykieta przedstawia to, co według mnie robią najlepiej czyli ciemniaki. Prosta, z dużym logo i nazwą. Niczego więcej nie trzeba w tym przypadku. Trochę mam skojarzenia z takim ich podstawowym produktem, "core" jakby to można było określić po angielsku. Piwo podobnie czarne, ale da się wymusić rubinowe refleksy. Piana niska, utrzymała się może 5 sekund. Pozostał po niej poniższy kożuch.


Dożyliśmy takich czasów, że wędzony aromat porteru to dla nas coś podstawowego... ale jakże pięknego zarazem. Wąchać mógłbym to godzinami proszę państwa. Wędzonka taka lekko szynkowa, nieinwazyjna i przyjemna. Potem książkowe, porterowe nuty (śliczna śliweczka i wybitna czekolada), trochę ciemnego pieczywa i wanilii. Wędzoność robi się mocniejsza w trakcie ogrzewania się piwa. Naisuuu.

W ustach jest jeszcze lepiej, chociaż muszę się do jednej rzeczy przyczepić. Czuć, że ciałko ma swoją wagę, ale dość wysokie nagazowanie przeszkadza trochę w odbiorze. Jakby to pominąć, to jest gęsto, oblepiająco i smacznie. Podstawą znowu jest jeden z najlepszych, czystych porterów jakie piłem. Czekolada (ze szczyptą tej gorzkiej), palone słody, trochę cukru trzcinowego i śliweczka. Ohhh baby, ta śliweczka! W tle dodatkowo rodzynki i reszta szeroko pojętych ciemnych owoców. Z beczki po bourbonie mamy przyjemny, delikatnie wyczuwalny słodszy alkohol (rozgrzewający głównie z ukrycia) i trochę wanilii. Goryczka minimalna. Reszta kompozycji jest mega wyraźna i jakoś mi jej szkoda nie było. Na finiszu więcej gorzkawej czekolady i wędzonka, która o dziwo dopiero tutaj się pojawia. Jak taka wisienka na torcie. Cholernie dobre jest to piwo, a jakie... "proste".

----------

Styl: Smoked Imperial Baltic Porter Bourbon BA
Alk: 10% Obj.
Ekstrakt: 25 Plato
IBU: b/d
Skład: słód (jęczmienny wędzony bukiem, Monachijski typ II, Brown, Caramunich typ III, Specjal B, Chocolate, Chocolate Rye), cukier brązowy, chmiel Perle, drożdże.
Do spożycia: b/d


Na dobre rzeczy warto czekać, ale co z takimi, które są zagadką? Istnym hazardem wręcz? Można powiedzieć, że craftopijcy to tacy hazardziści, nałogowi w dodatku. Nie żebym ja taki był, o co to to nie. Akurat to piwo dostałem od browaru, jeżeli mnie pamięć nie myli. Wiem jednak, że zabutelkowane było w bardzo wczesnym stadium jak na ten styl.

Sam Majkel (Chmielobrody), który uwarzył je w kooperacji z browarem Dwóch Braci tak stwierdził, jak je degustował z innymi blogierami chyba jakoś pod koniec stycznia. Do mnie trafiła jakiś czas temu, ale postanowiłem dać mu jeszcze trochę czasu, portery to lubią. Czy te 4 miesiące z hakiem starczyły? Sprawdźmy.



Etykieta prezentuje się mega dobrze, aczkolwiek zawsze się denerwuję, gdy nie mogę całości uchwycić na jednym zdjęciu (popatrzcie na napis). Piwo, jak grafika, ciemne i raczej nieprzejrzyste. Piana na max dwa palce szybko redukuje się do moooże jednego i tak pozostaje przez dłuższy czas. Nawet ładnie wygląda, lekko beżowa i zbita. No i chwyta się ścianek jak należy.


Na pierwszym planie mamy bardzo przyjemną czekoladę, Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że gorzką na swój sposób. Może to przez tę delikatną nutę paloną gdzieś w tle. Dalej trochę owoców dopełniających: porzeczka z bliżej nieokreślonymi, czerwonymi braćmi. Naprawdę przyjemnie to pachnie, niby klasycznie, ale rzadko napotykam w polskich porterach akurat taki miks owoców.

Piękny jest to porter, nie zapomnę go nigdy. Naprawdę. Nie spodziewałem się, że coś tak podstawowego będzie mi wchodzić tak dobrze dzisiaj. Przemiłe ciałko, gęste, nisko wysycone. Przy tak chłodnym wieczorze (w maju) nic lepszego nie mogło mi się przytrafić w szkle. Na początku klasycznie czekolada (taka lepsiejsza), może troszeczkę słodsza niż w aromacie, ale nadal z wyczuwalną palonością. Ta jest bardziej kawowa, niż taka "typowo" słodowa. Owoce, nadal czerwone, pozamieniały się trochę miejscami i na czele mamy rasowe wiśnie, delikatnie wspomagane wcześniejszą porzeczką. Gdy się ogrzeje wychodzi też żurawina. O dziwo same wiśnie nie kojarzą mi się z tymi alkoholowymi w czekoladzie (za którymi zbytnio nie przepadam), co na swój sposób jest godne uwagi. Goryczka punktowa, wyczuwalna, moooże delikatnie palona. Na finiszu wchodzi wyższa wytrawność, kakaowo-kawowa, która przepięknie wręcz zamyka całość. W dobie pastry-wszystkiego porter Dwóch Braci jest jak bohater, którego bardzo potrzebujemy, ale na którego zwyczajnie w świecie nie zasługujemy. Matko bosko jak to się fajnie ułożyło przez te 4 miesiące. Dlaczego miałem tylko jedną butelkę?!

----------

Styl: Imperial Baltic Porter
Alk: 9,6% Obj.
Ekstrakt: 24% Wag.
IBU: 3/5
Skład: słód (monachijski, pilzneński, wiedeński, Caraaroma, Carafa II, jęczmienny wędzony bukiem), jęczmień palony, chmiel Columbus, drożdże.
Do spożycia: 2022.01.20


Żarty żartami, ale przez tę całą Koronkę wszyscy staniemy się alkoholikami... albo przynajmniej utwierdzimy się w tym. Człowiek siedzi w domu i myśli od rana, co by sobie wypić przy tak pięknej pogodzie. Z racji dość niskiej temperatury do głowy może przychodzić tylko duży kaliber, jak ten dzisiejszy, w postaci porteru bałtyckiego.

#wspieramypolskikraft, ale i też ten estoński, bo jest to iście międzynarodowa kooperacja Pinty. Ciekawy pomysł na blenda (czyli połączenie dwóch piw). Mamy bowiem świeżutki porter wymieszany z tym leżakowanym w beczkach po bourbonie. Mnie osobiście interesuje, czy był to zamierzony pomysł, czy po prostu mieli gdzieś skitraną końcówkę tego drugiego (tego się jednak nigdy nie dowiemy).



O etykiecie Wam dużo nie napiszę, bo sam nie wiem co mam o niej myśleć. Ot fotki randomowo wrzucone w taki trochę hipsterski kolaż. Bardzo mało informacji jeśli chodzi o skład, daty przydatności też nie ma (przy takiej ilości alko nie muszą podawać). Kapsel firmowy, spoko nawet. Piwo czarne, nieprzejrzyste. Piana ładna, wysoka i dość dobrze zbita. Utrzymuje się średnio i nie pozostawia po sobie kożucha.


Na początku nie mogłem się domyśleć, co mi w tym aromacie odstaje od reszty. Był w nim jakiś owoc, coś cholernie specyficznego... Po bardzo, ale to baaardzo intensywnym wąchaniu wyszło szydło z worka: toż to czarna porzeczka. Bardzo fajnie wkomponowała się w podstawę (która wiedzie prym w aromacie) czyli: kakao z pumperniklem. Mocno w tle ciemne owoce i nuty alkoholowe, te takie przyjemniejsze.

W ustach fajne odczucie pełni i dość gładka tekstura. Nie jest za to jakoś nadzwyczajnie lepkie. Wysycenie niskie. Smakowo zdaje się być jeszcze bardziej intensywne niżeli aromat. Gorzka czekolada atakuje z każdej strony. W dodatku wspomagana jest nutami, tak jakby, palonego słodu. Po drugiej stronie barykady mamy ciemne owoce (tym razem głównie wiśnie), trochę gęstego jak cholera karmelu i nuty orzecha włoskiego. Całość na wyraźnej, pumpernikielowej (heeee) podstawie. Goryczka niska, palona lekko. Na finiszu głównie kakao, trochę melasy i bardzo lakoniczna, ale wysokiej jakości kawa zbożowa. Jak to wszystko jest zgrane ze sobą (mimo dość intensywnych czasami doznań) to aż uwierzyć nie mogę. Beczki jako takiej jednak nie wyczuwam. Alkohol na pograniczu, co przy tym wolumenie jest nie lada wyczynem.

----------

Styl: Porter Bałtycki
Alk: 12,5%
Ekstrakt: b/d
IBU: b/d
Skład: b/d w zrozumiałym języku
Do spożycia: 21.01.2022


Oj uparty jest człowiek czasami, nie słucha się ludzi w internetach... Jednym z pierwszych przykazań polskiego craftu jest: Nie będziesz leżakował Imperium Prunum nadaremno. Ja, jak prawdziwy heretyk olałem to i swoją pierwszą butelkę (chyba z 2017 roku) wrzuciłem do piwnicy zamiast ją wypić. Tu na wstępie muszę się Wam przyznać jeszcze do jednej rzeczy, ominęła mnie ta cała nadęta bańka i hype przy okazji pierwszej warki. Po prostu jej nie kupiłem.

Czasami zastanawiam się po co ja w ogóle robię te ankiety na fejsie. W większości przypadków i tak wybieracie nie to co ja chcę i muszę robić degustację obu piw na bloga. Teraz nie jest inaczej, wolałem sprawdzić stout z Maltgardena, bo mam dziwne przeczucie, że byłby to ich dość udany debiut na stronie.

Nie żebym nie lubił Browaru Stu Mostów. Ich ciemne piwa praktycznie zawsze mi smakowały, szczególnie na miejscu w browarze. Mam jednak dziwne wrażenie, że wiśnia jako dodatek zbytnio zdominuje porterowe nuty. Zobaczmy, czy tak będzie.



Wektorowa etykieta (czy też jak kto woli: kreskowana) w stylu Stu Mostów przyciąga wzrok, ale nie przez samą grafikę, a przez błękitne tło. Nadal jednak sądzę, że za dużo na niej tekstu. To samo na kapslu firmowym, takie ładne logo mają to po co je otaczają napisami? Piwo jest nieprzejrzyście czarne... a takiego wała! Ich nitro porter nie jest jak typowy przedstawiciel tego stylu, bo ma dość zadziwiający, brązowo-wiśniowy odcień. Przez to wyraźnie widać zmętnienie, a jasna, beżowa piana pasuje wręcz idealnie. No właśnie, piana. Zrobiłem eksperyment i nalewałem jak najostrożniej jak sie da. Nic to nie dało, bo azot zrobił swoje i drobnopęcherzykowe piękno i tak się pokazało. Najs.


No dobra, trochę sobie ponarzekamy na początku. Niestety mało co się wydobywa ze szkła jeżeli chodzi o aromaty, momentami praktycznie nic nie czuć nawet. Z butelki są jakieś nuty ciemnych słodów, chlebowości i karmelu, ale ze szkła to już jest tragedia. Nawet dość mocne ogrzanie nic nie daje. 

Trochę zawiedziony wziąłem pierwszy łyk... i przypomniałem sobie o co tak naprawdę chodzi w tej serii. Piwo jest gęste, oblepiające, aksamitne i z cholernie niskim wysyceniem. Ta tekstura ukoiłaby pewnie nawet ostry ból zęba (no bo przecież nie te 9% alk). W smaku inne niż większość porterów w kraju. Zazwyczaj mamy bliżej nieokreślone ciemne słody i owoce, a tutaj... Na początek chleb razowy (tego to rzadko widuję w polskich porterach). Wyraźny, długi, ale też nieszczególnie nachalny. Na nim trochę lukrecji, szczypta kakao i oczywiście wiśnie. Te ostatnie dość specyficzne. Czuć, że były dodane oddzielnie i nie pochodzą np. ze słodów czy też utlenienia. Co mnie pozytywnie zaskoczyło to to, że nie dominują w ogóle i nie są kwaśne. Goryczka niska, ale tworzy wystarczającą kontrę i jakoś próbuje powalczyć z ogólną słodyczą piwa. Oczywiście jej się to nie udaje, bo taki styl, dzięki Bogu. Na finiszu kolejne zaskoczenie w postaci wyłaniającej się gorzkiej czekolady. Nie jest w stanie całkowicie przykryć słodyczy, ale nieustannie próbuje, co warto podkreślić. Pozostawia też po sobie fajny, gorzkawy posmak. Alkohol ukryty idealnie, czuć go tylko przez powolne rozgrzewanie. Fajnie ułożone piwo. Brakuje aromatu, ale w smaku nadrabia i to z nawiązką.

----------

Styl: Wiśniowy Porter Bałtycki Nitro
Alk: 9% Obj.
Ekstrakt: 25% Wag.
IBU: 30
Skład: słód (monachijski, pilzneński, karmelowy 100-130 EBC, carafa specjal III, słód barwiący), chmiel (Hallertau Magnum, Styrian Goldings), wiśnie, drożdże W34/70.
Do spożycia: 25.06.2022


Drugie picie (leżak): Jakby mi ktoś powiedział jakiś czas temu, że wrócę do serii powrotów na blogu, to bym się chyba popukał po czole. Kiedyś to człowiek miał czas i chęci wracać do piw, aby sprawdzić ich jakość lub zestarzenie się. A dzisiaj... no sami wiecie. Na szczęście nadarzyła się okazja w postaci ankiety na fejsie. Akurat nie miałem nic nowego, a Wy nie chcieliście sprawdzić jak się ma Argus z puszki po terminie. No to co? Lecim!

I co? Zadowoleni jesteście? Bo Wam trochę gorąco było i już trzeba było tak narzekać? Teraz macie... 18°C w lipcu. Bóg Was pokarał i przy okazji też mi się dostało rykoszetem. Lubię ciepło... lubię też jazdę na rowerze w jednej warstwie ubrań. Teraz się tego nie da zrobić...

W dodatku kwasy czy też inne sesyjne piwa nie wchodzą już tak dobrze i człowiek musiał skoczyć do piwnicy po coś mocniejszego. Tak się składa, że miałem ukrytą na półce drugą warkę porteru bałtyckiego z Maryensztadtu. Trochę się o tym piwie naczytałem w tamtym roku i nie powiem, ślinka mi pociekła.



Etykieta ma fajną grafikę, ale nie pasuje mi zbytnio wszystko, co na nią wkleili. Rozumiem, że chcieli się pochwalić medalami itd, ale psuje to mocno ogólny odbiór. W dodatku napisy zrobiłbym mniejsze trochę. Kapsel firmowy, ładnie wygląda z białym tłem. Piwo jest czarne, nieprzejrzyste. Beżowa piana zrobiła się dość wysoka, nawet przy spokojnym nalewaniu do tak małego szkła. Trochę szybko zaczęła się redukować, ale pozostawiła po sobie pokaźny kożuch, który zabawnie czepiał się ścianek tworząc pewnego rodzaju krater.


Shieeeet... Tak by zapewne powiedział jeden z moich kumpli wąchając to piwo. Tak w skrócie... ma złe doświadczenia z wędzonymi piwami, a tutaj wędzonki nie brakuje. Przoduje oczywiście wędzona śliwka, w dodatku ta z lepszych. Trochę przypomina kompot świąteczny, mniam. Dalej coś słodkiego, jakiś owoc. Może to być suszona figa, ale pewny nie jestem. W tle ciemne słody, trochę czekolady i co przyjemnie zaskakujące: orzechy laskowe.

Daaamn son, jakie to jest aksamitne i gładkie. Przy tak puszystym i pełnym ciele można się rozmarzyć, nie ma to tamto. Wysycenie niskie, idealnie w punkt przy takiej... piance. Smakowo dość zadziwiające, bo na pierwszym planie (minimalnie, ale zawsze) pojawia się czekolada, taka gęsta, kakaowa i tylko trochę mleczna. Wtopiona w nią jest wędzona śliwka. Gdybym pił kiedyś srunum-prunum to bym pewnie napisał, że podobne... NO ALE dalej czeka w piwnicy w kartoniku. Wróćmy do Gwiazdy Północy, o czym my tutaj... aaa, owoce. Figa jest już o wiele bardziej wyczuwalna i na swój sposób zastępuje te bardziej klasyczne ciemne owoce znane z porterów. Podstawą za to jest ciemne pieczywo z nutą toffi i moooże delikatnym popiołem. Goryczka niska, ale wystarczająco wyczuwalna. W końcu to piwo deserowe, czy też do pociumkania. Na finiszu robi się troszku bardziej popiołowo i wychodzi też lekka kawa zbożowa, taka delikatnie kwaskowata. Całość perfekcyjnie ułożona, co przy takiej różnorodności nie jest łatwe.

----------
Styl: Imperial Smoked Plum and Fig Baltic Porter
Alk: 10,1% Obj.
Ekstrakt: 26% Wag.
IBU: b/d
Skład: słody jęczmienne, wędzone śliwki, suszone figi, chmiel, drożdże.
Data rozlewu: 11.01.2019


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com