Śledź mnie na:
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą IPA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą IPA. Pokaż wszystkie posty

 


Ostatnimi czasy nasz polski krafcik bardzo rzadko zaskakuje pozytywnie. Ta cała pastry-stagnacja doprowadza mnie do szału szczerze mówiąc. Mulące to jest zazwyczaj i jeszcze z toną laktozy, której mam już serdecznie dość w piwach. Są jednak... momenty.

 


Boże jak mnie tutaj dawno nie było. Parę niedziel przegapiłem, że się tak wyrażę. Mały detoks od opisywania piw się przydaje. Inna sprawa, że w końcu nadchodzi mój ulubiony okres jeżeli brać pod uwagę tylko nasz najukochańszy trunek. Dobrze wiecie, że wolę ciemne, zazwyczaj mocniejsze piwa.


Powrót do pisania zaczniemy jednak od czegoś jasnego i na swój sposób lekkiego. Butelka kupiona przez żonę podczas zakupów u niemieckiego najeźdźcy. Kooperacja AleBrowaru z teksańskim browarem Hold Out Brewing. Zapowiada się obiecująco, póki człowiek nie przeczyta etykiety. IPA z miodem rzepakowym? Ale jak to? Od razu przypomniały mi się przyjemne czasy piw z miodem gryczanym, ale w tym przypadku jakoś tak... no nie wiem. 




Patrząc na etykietę nigdy bym nie powiedział, że to piwo z AleBrowaru. Tak to już jednak jest, że wiele browarów pozbywa się swojego znaku rozpoznawczego dla nowych serii. Artezan ma podobnie. Co do tej... jest OK. Nie rozumiem zmiany czcionki w nazwie, ale sama grafika na plus. Piwo ma kolor typowego lagera, złote, przejrzyste. Piana niska, szybko się ulotniła.



Słabo jest, co tu dużo mówić. W zapachu głównie kwiatowo (z dużym skojarzeniem miodowym/nektarowym) i może odrobiną cytrusów. Nieszczególnie intensywne, trzeba się nawąchać, aby coś wyczuć. Już nie wspomnę o tym, że z butelki zajechało mi lagerem bez ambicji.


Czytam opis chmieli i jakoś nie mogę w to uwierzyć... Ale może od początku. Konsystencja nawet spoko, jak dobry, chrupki pils. Wystarczająco wysycone, do wypicia w parę butelek podczas grilla w upalne popołudnie. Problem w tym, że nie dość, że miała to być IPA, to jeszcze jest to kooperacja z teksańskim browarem. Co dostaliśmy? Jakieś tam nuty chmielowe, głównie żywiczno-trawiaste, na bardzo wyraźnej podbudowie słodowej. Co najwyżej bym to nazwał (z braku lepszego stylu) american lagerem, a nie IPA. Gdzie jest ananas, cytryna, gruszka? Czytając metryczkę chmieli wygląda to naprawdę obiecująco. Goryczka taka se, łodygowa głównie. Dopiero finisz pokazuje zmarnowany potencjał. Czuć trochę ananasa mocno skontrowanego cytryną, ale to już za późno jak dla mnie. Szkoda. Plusem jest to, że nie jest ulepkowe, bo sam miód gdzieś się zagubił w smaku.


----------


Styl: IPA

Alk: 6%

Ekstrakt: 14%

IBU: b/d

Skład: słód jęczmienny, miód rzepakowy, chmiel (Sultana Lupulin, Calypso, Lotus Lupulin, BarthHaas Flex), drożdże USWC Chico.

Do spożycia: 23.08.2023


Facebook Browaru

 


Zaskakujące jest to jak jeden browar potrafi mieć swojego rodzaju karuzele wzlotów i upadków. Patrząc na moje doświadczenia z Browarem Fortuna to historia zaczęła się bardzo przyjemnie. Jak się pewnie domyślacie były to Komesy, pite na WFDP jeszcze na zamku. Potem był okres dziwacznych wpadek jakościowych. Na końcu... Marcin wylądował w browarze i wszystko znowu było cacy.


Fortuna ma swój podział na piwa. Hmm, nazwijmy to z niskiej, średniej i wysokiej półki, żeby nikogo nie obrazić. Trzyma się tego i dodatkowo pozwala Marcinowi na pewnego rodzaju wariacje (wiecie, te wszystkie beczki, wymrażanki itp.). Inna sprawa, że sponsoruje wyścigi rowerowe w moim regionie, co skutkuje darmowymi bezalko po wyścigu. Ostatnią akcją promocyjną była kooperacja ze skarbem narodowym, jakim jest Pan Makłowicz. Dzisiaj spróbujemy dodatkowo jeszcze świeższej nowości, czyli ich podejścia do witbiera. W końcu lato nadchodzi wielkimi krokami. Samej nazwy pozwolę sobie nie skomentować, he he.



Białe



Pachnie to świeżutką pomarańczą, aż miło. W tle pszenica i kolendra. Zapowiada się mocne orzeźwienie, co nie wszystkim się udaje osiągnąć aromatem. Coś mi to przypomina z dawnych czasów raczkującego jeszcze craftu polskiego... no nie przypomnę sobie no.


Oh taaak. Przy okazji koszenia trawy (i nadciągającymi chmurami z deszczem) wchodzi jak złoto. Lekkie, przyjemne, orzeźwiające. Wysycone dość mocno, ale jeszcze bez przesadyzmów. Podstawą pszenica oczywiście, ale krok za nią mocne uderzenie cytrusów, w tym przypadku zestu pomarańczy. Kolendra taka jaką lubię, czyli gdzieś w tle aczkolwiek wyraźna na swój sposób. Ile to już mieliśmy w naszym światku piwnym pszenic dosłownie zasypanych tą przyprawą... Goryczka znikoma, ot takie uszczypnięcie lekkie. Finisz wytrawniejszy. Znika słodowa słodycz, a więcej jest cytrusa. Przyjemnie to wszystko się zgrało ze sobą. Oj będziem to pić litrami na lato.


----------


Styl: Pszeniczne z Cytrusową Nutą (no raczej witbier czy coś)

Alk: 4,5%

Ekstrakt: 11,5%

IBU: 2/10

Skład: słód (pilzneński, pszenica), chmiel odmian goryczkowych, skórka pomarańczy, kolendra, drożdże.

Do spożycia: 13.05.2023



Arcy IPA



Wiecie czym to pachnie? Pszenicą mandarynkową. Nie wiem gdzie ludziska wyczuwali w tym jakieś inne cytrusy. Coś jak wheat IPA na bazie samych mandarynek. Najwidoczniej chmiele poszły w aromacie na zaplecze. No chyba, że te eksperymentalne odmiany od Polish Hops wniosły jeszcze więcej mandarynki.


Szybkie dwa łyki i już wiem, że pierdolamento internetowe o wodnistości są wyssane (dosłownie) z palca. Jak dla mnie idealna dwunastka z dużym potencjałem orzeźwiającym. Wysycenie trochę za mocno szczypie, mogłoby być ciut niższe. Smakowo... niebywałe zdziwienie mnie dopadło, bo spodziewałem się głównie słodyczy. Dostałem pszeniczną podbudowę okraszoną starkowanym, cytrusowym albedo i polaną mandarynkowym sokiem. W tle da się wyczuć inne owoce, najbardziej pomelo i pomarańczę. No jest to IPA, co do tego nie mam wątpliwości. Szczególnie, że grapefruitowa goryczka jest bardzo ładnie zaznaczona. Finisz delikatnie ziołowy. Całość znowu wchodzi jak złoto i do tłustej kiełby z grilla będzie idealną kontrą. Po jakimkolwiek wysiłku też wejdzie idealnie, i to ze smakiem!


----------


Styl: Session IPA

Alk: 4.2%

Ekstrakt: 12.2%

IBU: 5/10

Skład: słód (pilzneński, pszenica), płatki owsiane, chmiel (Hallertau Blanc, Elixir, Mandarina Bavaria), sok z mandarynek z Dalmacji, drożdże.

Do spożycia: 26.03.2023

www.browarfortuna.pl

 


Marek z Piwoteki zabije mnie, ale postanowiłem sprawdzić pewną rzecz używając ciemnej IPA wprost z Łodzi. No, bo od samego początku chmielowego w Polsce dużo się mówi o świeżości piwa craftowego itp. Najbardziej przy IPAch właśnie, w końcu chmiel jako przyprawa traci walory z czasem.


Akurat robiłem zamówienie na ponownie otwartej stronie/sklepie Piwoteki (koźlaki same, chętkę miałem) to wrzuciłem do koszyka ich black IPA. Jakoś ostatnio nie chodzą za mną te zwykłe, "złociste" (he he). W swoją drogą dajecie warię, że ostatnim przedstawicielem stylu na blogu było Profanum z Peruna? Bosz kiedy to było...



Nowa etykieta nie wszystkim przypadła do gustu. Mi się podoba, ALE... te stare były jednak lepsze. Miały swój styl i jakoś tak bardziej przypominały mi Łódź, a już na pewno tą starą. Może browar chciał wejść w nową erę wizerunkową wraz z miastem? Piwo jest czarne z rubinowymi refleksami. Jakoś tam mętne się też wydaje, ale leżało na boku w lodówce akurat. Piana wysoka, zbita, ze średnim żywotem.



W takich chwilach zawsze tracę pewność co do swoich zmysłów... Dlaczego? Bo mam problem z wyczuciem czegokolwiek nosem w tym piwie. Są jakieś ciemne nuty (czekolada głównie) od palonych słodów bodajże i dosłownie muśnięcie żywicy, no ale wiecie... Skąpo jak na IPA. Dlatego punkt dla tych, co gardzą "starymi", mocno nachmielonymi piwami.


W ustach jest już inaczej. Gładko i przyjemnie na języku. Z przyjemnym, ale niezapychającym ciałkiem jak na podwójne IPA przystało. Wysycenie mogłoby być jednak odrobinę wyższe. Smakowo powraca palona podstawa słodowa, ale już nie jest przytłaczająca. Żywica wraz z cytrusami dają radę, aczkolwiek mam nieodparte wrażenie, że nie jest to ich pełna moc. Goryczka stanowczo za niska, to ona dostała najbardziej po dupie najwidoczniej. Finisz ciekawy za to. Gorzka czekolada z dużą ilością zestu cytrynowo-limonkowego. Ciekawi mnie, czy w świeżynce było to tak wyraźnie czuć. Alkohol daje tylko po głowie, w ustach w ogóle go nie czuć. Niemniej jednak widać po tej IPA, że lepiej jest je pić świeże (co potwierdzają oceny ludzi przy okazji premiery). Marku nie bij.


----------


Styl: Double Black IPA

Alk: 8,5% Obj.

Ekstrakt: 18% Wag.

IBU: b/d

Skład: słód (jęczmienny, pszeniczny), cukier, płatki ryżowe, chmiel (Citra, Cashmere, Comet, Chinook, Mosaic, Simcoe, Tomahawk, Sinamar), drożdże US-05.

Do spożycia: 10.03.2022


Facebook Browaru

 


Nie wiem jak Wy, ale mi zawsze bardziej podchodziły wersje black/white IPA. Przynajmniej mogłem sobie je dobrać do własnych widzimisię. Był czas, gdy takowe praktycznie znikły z rynku (pewnie jakieś modne akurat w tym czasie style je wyparły), ale na szczęście powoli zaczęły wracać.


Dziś chwyciłem Wytrych z Harpagana, którego dostałem za kupon na ostatnich Targach Piwnych w Poznaniu. Szybki przegląd UT i lekkie zdziwienie, ludziska piszą coś o kokosie. Że niby skąd, jak, gdzie? Czuję się zaintrygowany.




Etykieta kontynuuje serię postaci harpaganowych. Chłopaki, jako nieliczni, trzymają się swojego image i szczerze mówiąc nie dziwię im się. Od początku trafili dobrze z grafikami i pomysłem. Piwo złote, wchodzące w lekki pomarańcz. Mętne, i to bardzo. Piana wysoka, ale dziurawa. Mimo tego trzyma się ścianek szkła.



Naprawdę przyjemnie to pachnie, a przede wszystkim rześko. Skórka cytryny na przedzie, potem trochę ogólnych cytrusów (jakiś grapefruit się przebija z chyba limonką) i pszenica (pewnie jej płatki pszenne pomogły). Na szarym końcu nuta kminku.


Gdyby wszystkie około-16tki (no nie otwierajcie tak oczu ze zdumienia, chodzi o ekstrakt) były tak rześkie i pijalne, to byśmy nie mieli o czym memów robić w naszym polskim krafciku. Ciałko trzymane na wodzy, wysycenie średnie do wysokiego. W smaku mega cytrusowo. Na czele zest z cytryny, potem delikatna limonka, grapefruit i trochę liczi na osłodę. Jakby się uprzeć, to pomarańczka się nawet znajdzie. Wszystko na zwiewnej podbudowie pszenicznej. Goryczka średnia, lekko albedowa. No... mogła być ciut wyższa. Na finiszu biała skórka się wybija bardziej, do tego nuty kminku jeszcze. Fajne to, naprawdę. Nie jest przesadzone, całkiem dobrze ułożone i zwiewne jak na te parametry. Czasami z takimi piwami jest problem (chodzi o dodanie jakiegokolwiek zestu), bo np. taka skórka cytryny potrafi się szybko zepsuć. W tym przypadku widać, że świeżynkę dodali.


----------


Styl: White IPA

Alk: 6,5% Obj.

Ekstrakt: 16,5% Wag.

IBU: 3/5

Skład: słód (pilzneński, pszeniczny), płatki owsiane, granulaty chmielowe, drożdże piwowarskie, skórka cytryny, kminek.

Do spożycia: 26.07.2022


Facebook Browaru

 


Wiecie co? Mam już trochę po dziurki w nosie tych wszystkich ipa-sripa, które już po pierwszym łyku zapychają człowieka do granic niemożliwości. Jak to jest, że jak ktoś uwarzy relatywnie nowy na rynku styl, to większość robi go potem na jedno kopyto? Przecież patrząc nawet na tabelki i opisy można łatwo wywnioskować, że jest pole do popisu i puszczenia wodzy fantazji.


Ale nie, lepiej robić zapychające w większości hazy IPA, które są tak naprawdę przykrywką dla DIPA ze średniej półki. Wzięło mnie na takie przemyślenia po tym, jak zobaczyłem metryczkę najnowszego piwa z Browaru Zamkowego w Cieszynie. Zamysł dobry, limonka z herbatą ma przypominać mrożoną herbatę. Idealne na lato myślę sobie. Patrzę na ekstrakt, ooo nie...




Etykieta po rebrandingu jaka jest każdy widzi. Mi osobiście średnio się podobają. Za dużo się dzieje, napaćkane jedno na drugim. Kapsel za to fajny, bez zbędnych napisów jak u większości. Piwo ma ładną, pomarańczową barwę i jest delikatnie zamglone. Piana bardzo wysoka o konsystencji takiej trochę bitej śmietany. Trzyma się też całkiem dobrze ścianki szkła. 



Co tu dużo mówić, pachnie to typową, mrożoną herbatą Liptona. No może trochę bardziej naturalną. Jest herbata (a raczej susz herbaciany) i tona limonki. Ta ostatnia nabiera jeszcze większej intensywności z ogrzewaniem się piwa. Tak to chyba wygląda, jak ktoś używa świeżego soku. Całość świetnie gra ze sobą. W tle dodatkowo delikatna pszenica. 


Cholera... gdzie te 16° Plato? Aż dziw mnie bierze, że przy aktualnej tendencji rynku (czyli hazy, które się pije jak RiSy, bo są takie ciężkie) browarowi udało się wypuścić tak zwiewną IPkę, i o takich parametrach. Wysycenie średnie, w sumie mogliby się pokusić o ciut wyższe. Dawno nie miałem też czegoś takiego, że piwo stawało się bardziej cytrusowe i... gdy robiło się cieplejsze. Smakowo więcej IPA niż w aromacie, co cieszy, bo mogło być jednowymiarowe. Jest limonka. Kwaskowata, ale nie tak natarczywie jak przy cytrynie czy też grapefruicie. Potem robi się słodowo i delikatnie słodkawo. To pewnie ten cały ksylitol, czyli cukier brzozowy. Fajnie to kontruje kwaskowatość limonki muszę przyznać. Podstawa bardziej angielska, nie wyczuwam żadnych nowofalowych chmieli. Mocno, ale to mocno w tle delikatna ziemistość. Goryczka stonowana, "nienachalna" jak to sami napisali na etykiecie. Wyższa mogłaby za bardzo konkurować z limonką według mnie. Na finiszu herbaciane taniny i limonka, dość umiarkowane. Alkohol niewyczuwalny. Dopiero pod koniec butelki czuć go w głowie. Bardzo fajnie wyważone piwo. Co najważniejsze, to to, że limonka nie zdominowała całości. No i ta zwiewność przy tych parametrach... myliłem się. Nie należy oceniać książki po okładce.


----------


Styl: Ice Tea IPA

Alk: 7,2%

Ekstrakt: 16° Plato

IBU: 50

Skład: słód (pilzneński, pale ale), płatki owsiane, sok NFC z limonki, ksylitol, herbata Earl Grey, chmiel, drożdże.

Do spożycia: 21.03.2022


Facebook Browaru

 


Nie lubię ukrywać swoich wpadek, dlatego często się z Wami nimi dzielę. Na przykład byłem pewny, na kazylion procent, że "Witam." było już do kupienia w Lidlu. Otóż nie... pierwsza warka, tzw. lidlowska, trafi na półki w ten czwartek. Pewnie mam dziury po trawie, jak to mawiała moja matematyczka ze szkoły średniej. Tylko... ja nie palę przecież.


Nie ogarnąłem tego, bo to browar wysłał mi tę butelkę i chyba za mało skupiłem się na liście, który dołączyli do paczki. Mało to ważne jest jednak. Jeśli butelki w sklepie będą trzymać taką formę... to kupujcie kartonami, ale o tym za chwilę.




Odnowiona etykieta, nawiązująca do zmory korporacyjnych maili bardziej przypadła mi do gustu niż ta stara. Sama kolorystyka lepiej pasuje do złocisto-pomarańczowego piwa, swoją drogą równiuteńko zmętnionego trzeba zaznaczyć. Piana zbita, dość wysoka jak na IPA, ale nietrwała. Pozostawia za to przyjemny dla oka kożuch.



Buchnięcie z butelki jest, i to spore. W szkle podobnie, aczkolwiek umyka wyraźnie po chwili. Multum cytrusów, grapefruita, limonki i zestu. Dodatkowo wyczuwalny jest arbuz i delikatna pestkowość. Naprawdę przyjemnie się to wącha i co najlepsze nie ma człowiek skojarzeń z soczkiem. 


Jak flagowiec to z pompą. Session pełną gębą, jak dla mnie murowany kandydat na całą kratę piwa na grilla. Orzeźwiające, aksamitne nawet trochę. Wysycone raczej wysoko i do tego znika ze szkła jak szatan. Nie jest słodkie, co mi się ostatnio dość często przytrafia przy hazy IPAch niestety. Mocno cytrusowe. Nawet bym powiedział, że lekko muska granice przesadyzmu. Grapefruit, limonka, zest cytryny i trochę, ale to odrobina brzoskwini dla takiej niby-hehe równowagi. Goryczka wyraźna, ale krótka. Bardzo dobrze wpasowała się w styl. Ma taki lekko żywiczny profil. Finisz krótki (znowu w punkt jak dla mnie) i głównie grapefruitowy, z przewagą albedo. Przepysznie szybkie piwo, że tak się wyrażę. 


----------


Styl: Session Hazy IPA

Alk: 4,5% Obj.

Ekstrakt: b/d

IBU: b/d

Skład: słód jęczmienny, płatki owsiane, chmiel (Citra, El Dorado), drożdże WLP066 London Fog.

Do spożycia: 27.08.2021


Facebook Browaru

 


Starość nie radość, a młodość nie wieczność. Już nie pamiętam od kiedy mam tę puszkę kooperacji browaru Birbant, Szpunt i Flov. Zapewne leżała tam dość długo, bom już trochę przesycony wszelakimi hazy IPAmi, czy też new englandami...


Nadszedł jednak i na nią czas, za co zapewne na wiadomojakichgrupach ukrzyżowaliby mnie. Przecież takie piwa powinno się pić świeże! Mam dziwne wrażenie, że nic mu się nie stało. A że piję piwo według własnego widzimisię... to akurat mi podpasowało po rowerze.



Jak Flov robi etykietę, to wiadomo że będzie grubo. Nie dość, że mieni się na wszystkie strony to jeszcze mamy typową grafikę/sylwetkę z dawnych serii birbantowych. Nikt nie przejdzie obok tego obojętnie. Piwo jest zmętnione, takie mleczne wręcz, jak jakieś proper hazy. Kolor pomarańczy, lekko wybielony. Piana na prawie 2 palce, szybko się redukuje do słabego kożucha. Dobrze się jednak trzyma ścianki szkła.



Zadziwiające jest to, że im człowiek robi się starszy, tym dłużej czeka na aromat w piwie... i to też w IPAch. Po ogrzaniu Hypnohopusa wyłaniają się iście soczkowate zapaszki. Pełnia owoców tropikalnych, jakieś grapefruity, dużo mango, brzoskwini i chyba papai. W tle nuty pomelo i o dziwo nafty, chyba, że to mój nos szwankuje po rowerze akurat. Nie zmienia to faktu, że trzeba na ten aromat poczekać, bo o dziwo z puszki to tak średnio z nim było.


O proszę, dobre zdziwko na początek. Mimo dość wysokiego ekstraktu całość jest rzeczywiście "juicy". Ciałko owszem jest, ale nie zapycha jak przy niektórych NEIPAch. Fajnie kremowe, ze średnim wysyceniem. Pierwszy łyk to rzeczywiście... soczek. Taki mandarynkowy, z nutą mango i brzoskwini. Dopiero kolejne przypominają bardziej piwo, z delikatną podbudową pszeniczną i większymi skojarzeniami chmielowymi. Goryczka średnia, momentami niska. Mogłaby być wyższa, chociaż rozumiem, że to przecież new england. Finisz mnie zaskoczył, jak zając w lesie dzisiaj na ścieżce rowerowej. Jest... gorzkawy, wytrawny. Chce być owocowy, ale wychodzi mu tylko profil albedowy, taka trochę skórka od pomelo połączona z delikatną pestką. Jak ktoś lubi ten styl to polecam. Kooperacja Szpunta z Birbantem dość dobrze go odzwierciedla. Całość nie jest przesadnie słodka, a po prostu owocowa.


----------


Styl: DDH Double Juicy IPA

Alk: 7,6% Obj.

Ekstrakt: 19,1°

IBU: b/d

Skład: słód (jęczmienny, owsiany), płatki (owsiane, ryżowe), chmiel (Citra, Nelson Sauvin, Vic Secret, Azacca), drożdże WLP067.

Do spożycia: 12.11.2021


Facebook Browaru

 


Dawno już się tak nie sfrustrowałem przy nalewaniu piwa. Otwieram sobie puszkę z browaru Gwarek, wyciągam szkło z Mikkellera i co? Pryska mi to na klawiaturę GAMINGOWĄ, a nie było wstrząśnięte, ani nawet zmieszane. Przy poprzedniej wersji tego piwa było podobnie...


Inna sprawa, że przy nalewaniu leje się po puszce i na biurko. Jakby wykrojnik do capów puszki miał wadę jakąś. No nie ładnie Panie Gwarek, już dwie rzeczy mi się lepią od piwa. Tak wracając do tematu piwa, TM 2 był całkiem spoko trunkiem (mimo dziwacznie niskich ocen na Untappd).



Etykieta to taki trochę przyjemny chaos. Rzadko komu udaje się ogarnąć tyle detali na grafice nie robiąc z tego papki kolorystycznej. No i ta nazwa, o której o dziwo żaden inny browar wcześniej nie pomyślał. Samo piwo... hazy, czyli mętne o złotym kolorze, lekko wchodzącym w pomarańcz. Piana niska, ale całkiem dobrze trzyma się ścianek.



Jest tego trochę w aromacie. Może i delikatnie na jedno kopyto, ale czego się człowiek ma spodziewać po kazylionowej z kolei IPce na rynku. Mnóstwo cytrusów, grapefruita, mango, marakui i białej skórki, czyli albedo. W tle lekkie nuty żywiczne i słodowe. No ładnie, ładnie. Ipoholicy będą zadowoleni, to na pewno.


Po pierwszym łyku zdaje się być dość... pełne, co nie powinno w sumie dziwić przy tej odmianie stylu. Jakbyście brali na grilla to jedno max myślę. Na swój sposób gładko wchodzi jednak. Wysycenie średnie, mogłoby być wyższe. Takie też słodkawe bardziej, goryczka podupada jak na mój gust. Smakowo jednak bardzo dobrze jest: grapefruit, mango, trochę liczi i limonki. Do tego żywica w tle i nuta nafty. Wcześniej wspominania goryczka ma profil albedowy i naprawdę mogłaby mieć większego kopa, nawet jak na hazy IPA. Finisz mi się najbardziej podoba ze wszystkiego. Jest słodycz melona (dziwne nie?), którą kontruje żywica i delikatnie zalegająca skórka grapefruita. Nie pamiętam, abym kiedykolwiek pił piwo z takim miksem na finiszu. Alkohol, którego jednak trochę jest, bardzo dobrze ukryty. 


----------


Styl: DDH Hazy Triple IPA

Alk: 8% Obj.

Ekstrakt: 20° BLG

IBU: 3/5

Skład: słód (jęczmienny, pszeniczny), płatki (owsiane, pszeniczne), chmiel (Lemondrop, Citra, El Dorado, Centennial, Columbus), drożdże.

Do spożycia: 08.01.2022


www.browargwarek.pl


I znów nastał ten dzień, kiedy postanawiam zrobić wpis o piwie, którego pewnie już nie kupicie nigdzie. Nie wiem, może kiedyś uda mi się zdegustować Pintę Miesiąca na premierę... Ale my nie o tym. 


Piękna jest to inicjatywa Pinty, powinni zostać przy niej jak już po 231 fali otworzą w końcu gastro (wcześniej ta seria była lana głównie w kegi). Oczywiście puszeczki, tylko i wyłącznie. Im więcej browarów przekonuje się u nas do tego tym bardziej zaczynam nienawidzić butelki. Nawet jeśli chodzi o grubaśne i sztosowe RiSy na przykład.



Coś jest (przynajmniej według mnie) w fioletowych barwach na puszkach. Cholernie przyciągają moją uwagę, nawet jeśli sama grafika jest nijaka. Tak samo mam z czarnym i czerwonym. W tym przypadku ta "nijakość" pasuje mi jednak jakoś tak... grafik dobrze dobrał kształty do tekstu chyba. Piwo jest złociste, hehe i zmętnione przyjemnie. Piana wysoka z początku, ale dziurawa i szybko redukująca się. Trzyma się jednak ścianek szkła.



Mimo "lekkiego" opóźnienia aromat nie uleciał (no wiecie, na fejsbukowych grupach wyzywają ludzi co nie piją IPA prosto z tanka). Jest brzoskwinia, morela, trochę nut winogrona i agrestu, dalej delikatna pszenica. Mocno w tle jakieś funky coś, które czasami przechodzi w kiszonkę. Na szczęście nie za często. Całość intensywna, jak na puszkę IPA przystało.


Już zapomniałem jak to jest z takimi piwami, ale o tym zaraz. Fajna konsystencja, ciałko średnie, wysycenie prawie, że wysokie. Orzeźwiające, ale nie wiem czemu pasowałoby mi najbardziej na wiosnę, a nie np. na lato. W smaku sam zest prawie że. Limonka, pomarańcza, trochę cytryny, a to wszystko na przyjemnej chmurce z pszenicy. Przez zest całość zdaje się być też lekko kwaskowata. Goryczka średnia, trochę albedowa. Finisz wytrawny, albedowo-grapefruitowy. Niestety czasami pozostaje taki posmak kiszonki zalegający, ale krótki na szczęście. Nie ma funku, sianka, czegokolwiek co by tłumaczyło w nazwie "farmhouse". Tak o zwyczajnie dobra, zwiewna IPA zestowa.


----------

Styl: Farmhouse IPA

Alk: 6,5% Obj.

Ekstrakt: 14°

IBU: b/d

Skład: zawiera alergeny: słód (jęczmienny, pszeniczny), płatki owsiane.

Do spożycia: 26.10.2021


www.browarpinta.pl

 


W takich chwilach żałuję trochę, że już nie zbieram puszek/butelek z etykietami (jak i samych etykiet). Ta znajdowałaby się w kategorii "to be inba, or not to be". Co prawda nic szczególnego (jeszcze) nie wyszło przy tym piwie, ale sam browar z tego co pamiętam lubi takie śmieszkowe akcje.


Tak samo z resztą jak ja lubię ich. Jak sobie teraz przypomnę najlepsze warki ich stoutu Coffeelicious... obosz, aż mi ślinka cieknie. Przy IPA (jakakolwiek by nie była) ciężko u mnie o takie bodźce, jak wiecie stoję po tej ciemniejszej stronie craftu. Nie oznacza to jednak, że czasami nie najdzie mnie ochota na coś nachmielonego do granic możliwości.



Ja to wiem i Wy to wiecie, że... kupiłem tę puszkę głównie przez etykietę. Już tam pal licho smak, równie dobrze mogłoby jechać starą szmatą. Dla samych grafik Piwnego Podziemia warto bowiem wydać parę złotówek. Pomijam już fakt, he he, zacnej postaci na niej. Samo piwo ma złotą, mętną barwę z całkiem wysoką i drobnopęcherzykową pianą jak na IPA.



Pachnie to to nieziemsko, nawet zmrożone piwnicznym chłodem (na serio mam delikatną Antarktydę w garażu przy tej pogodzie). Jest cytrusowo, tropikalnie, wręcz się człowiek prawie topi w soczystości. Liczi, mandarynki, marakuja, a za nimi trochę żywicy. Po ogrzaniu może i jest trochę karmelu gdzieś w tle, ale przez to się człowiek robi jakiś taki sentymentalny... ahh te początki craftu w Polsce.


Nooo... aż dziw jak bardzo to piwo jest wyraźne przy tak niewyraźnej personie na etykiecie. Ciałko spore, tak na pograniczu zapychalności. Nie zmienia to faktu, że całość i tak pozostaje dość orzeźwiająca jak na new englanda. Wysycenie też takie jakieś wysokie momentami (jak na ten styl), aż szczypie w język przyjemnie. Na początek bomba owocowa: liczi, mandarynki, pomarańcze (te trochę z belgijskim zacięciem) i grapefruit. Potem spoko podstawa słodowa i delikatne nuty nafty. Goryczka średnia, ale wyraźna (książkowa wręcz jak na NE IPA). Profil ma klasyczny, czyli takie albedo z pomelo czy też grapefruita. Na finiszu robi się cholernie wytrawnie, albedo przejmuje pałeczkę wraz z żywicą i naftą. Kurde, agresywne się to piwo zrobiło. Podoba mnie się to. Alkoholu nie czuć. Całość określiłbym jako "do pociumkania" z racji ciała i ogólnych wrażeń, ale cholera... szybko znika ze szkła.


----------


Styl: North East Double IPA

Alk: 8,2% Obj.

Ekstrakt: 18° BLG

IBU: b/d

Skład: słód (jęczmienny, pszeniczny, owsiany), płatki owsiane, chmiel (Citra, Mosaic, Simcoe), drożdże.

Do spożycia: 16.09.2021


Facebook Browaru

 


Dzisiejszy wpis z serii CANdencja będzie trochę inny... Po pierwsze primo: wziąłem aparat. Tak wiem, już daaawno tego nie robiłem. Po drugie primo, ultimo: wziąłem też szkło. Dziwna sprawa, szczególnie po tym jak Wam pisałem kiedyś, że nie będę tego robił.


Dlaczego więc? Ano dlatego, że zimno się robi powoli (dzisiaj 6 stopni), a plecak sprzyja ogrzaniu. Plus kurtka zimowa nie przeciera się przez szelki tak jak drużynowe ciuchy. W słuchawkach nowy album Bring Me The Horizon.




Pojechałem na serwisówkę przy drodze ekspresowej. Jakoś nie miałem ochoty śmigać po lesie po tym, jak wczoraj zmarzłem cholernie na szosie (dlatego też dzisiaj za dużo zdjęć nie będzie). Słońce wyszło parę razy, ale ogólnie więcej chmur na niebie było co tylko potęguje uczucie zimna. Im człowiek starszy, tym gorzej przestawia się na taką pogodę...



O dziwo widziałem chyba z 6 biegaczy, którzy... biegali. Dwóch z nich miało krótkie spodenki co mnie zdziwiło bardziej, niż para gęsi na polu mniej więcej pod koniec jazdy. Przypominam, sześć stopni.




Po ostatnich jazdach w błocie (i deszczu) w końcu postanowiłem przejść na smar do warunków mokrych... efekt widzicie na zdjęciach. I weź to potem wycieraj, o dźwiękach jakie potem wydaje łańcuch nawet nie wspomnę. Z chęcią jeździłbym cały rok "na sucho", ale się nie da po prostu.



Piwo otworzyłem mniej więcej w połowie trasy. Bałem się z początku, bo nic nie wyleciało po otwarciu puszki, a wiecie przecież, że wożę je w koszyku na bidon. Czyżby niedogazowany soczek mnie czekał? Nic z tych rzeczy. Piwo jest soczyste, dobrze nasycone i z dość wyczuwalnym ciałkiem. Pachnie przepięknie: pomarańcza, brzoskwinia, mango i może trochę ananasa. Najlepsza jest jednak cytryna, która się przegryza przez to wszystko dość wyraźnie. W smaku podobnie, ale dochodzi delikatna ziołowość, a goryczka ma profil ewidentnie grapefruitowy. Nie jest też jakoś szczególnie nachalna, co pasuje do new england IPek. Muszę też wspomnieć o finiszu, który ewidentnie daje skórkami pomarańczy, limonki itp. Dzięki czemu mamy wytrawny finisz. Bardzo dobra małpa muszę przyznać.


 


Pastry-"tutaj wpisz styl" zabiło trochę we mnie chęć picia piwa, serio. Co prawda zdarzały się naprawdę dobre trunki (np. Wypiekowe Mocne), ale zazwyczaj nie były one 100% przedstawicielem stylu. Na szczęście nasz craft powoli zaczyna wstawać z kolan pogardy. Browary wypuszczają serie prawdziwych IPA np.


Jednym z nich jest Artezan ze swoją serią IPA Stories. Żeby ktoś coś takiego zrobił z ciemnymi piwami... byłbym wniebowzięty. Tylko nie tak jak to próbował zrobić AleBrowar parę lat temu... Aha, jeszcze jedno. Piwo wysłał do mnie sam browar, jeżeli to dla Was robi jakąkolwiek różnicę.




Artezan znowu postanowił zaprojektować nowe etykiety do kolejnej serii. Z początku miałem mieszane uczucia (za bardzo rozciągnięta ta grafika jest na mój gust), ale po krótkim obcowaniu z butelką (bez udziwnień) zaczęła mi się podobać. Piwo złociste (he he) i mętne jak błoto. Momentami wygląda nawet tak, jakby tam brokatu dodali. Piana niska od początku, ale utrzymująca się.



Niczego innego nie można się było spodziewać po Artezanie, w kwestii IPA oczywiście. Moc chmieli bucha ze szkła jak z jakiegoś gara czarownicy z lasu. Na pierwszym planie pomelo z winogronem, potem lekka cytrusowość i bardzo delikatna nafta. W tle pojawia się też granulat chmielowy, bliżej nieokreślony.


Przez aromat zapomniałem, że to piwo ma 18% ekstraktu... zostało mi to bardzo szybko uświadomione po pierwszym łyku. Z jednej strony całość jest orzeźwiająca (o tym za chwilę), ale z drugiej ciałko nie wybacza i w połowie picia czuć to, szczególnie gdy nie ma się czym przegryźć. Wysycenie średnie, takie w miarę jak na ten ekstrakt. Smakowo powtórka chmielowa: winogrono, pomelo, cytrusy (tutaj wyłania się pomarańcza i nuta limonki), liczi i... nafta. Tak sobie próbuję przypomnieć gdzie jeszcze spotkałem się z tak dużą jej ilością w piwie i za cholerę nic mi na myśl nie przychodzi. Goryczka średnia, cytrusowa z takim lekkim zacięciem albedowym. Jest wyraźna, ale zdecydowanie przy tym double mogłaby być wyższa. Chociaż... w końcu to new england tylko. Finisz to już głównie nafta z delikatną skórką cytryny. Całość na fajnej, zbożowej podstawie (czasami wydaje się być biszkoptowa). Nie ma co ukrywać, to chmiel króluje w tym piwie. Dobry start serii i powrót (mam nadzieję) craftu do goryczki w IPA.


----------


Styl: Double New England India Pale Ale

Alk: 7,5%

Ekstrakt: 18%

IBU: hoprate 16 G/L

Skład: słód (jęczmienny, pszeniczny), płatki owsiane, chmiel (Enigma, Mosaic, Citra), drożdże WLP066 London Fog.

Do spożycia: 20.02.2021


www.artezan.pl


Przyznam się, że na początku wykluczyłem szosę z tego cyklu, bo "na asfalcie" picie piwa jednak mi się jakoś kłóci z osobistym podejściem do życia (co innego na MTB w lesie). Zapomniałem jednak, że przecież craftowcy wypuścili parę fajnych opcji bezalko ostatnimi czasy.

Chodzi za wami czasami jakieś piwo? Za mną często, ale nie aż tak jak The Barber z Brokreacji ostatnio. Może to dlatego, że kupiłem sobie zapas w Lidlu? No co, nie wiedzieliście, że panowie trafili na półki tego marketu? Tak wiem, że trzeba #wspieraćpolskikraft itd... ale mój lokalny sklep (bagatela 50km ode mnie) dwa razy wystrychnął mnie na dudka wielką tabliczką "ZAMKNIĘTE".

Jak z jakością owej NEIPA? Zaraz się przekonacie. Wiadomo, są nam powszechnie znane mity i legendy jakoby warzenie do marketów było robione po macoszemu, co by przyoszczędzić jak najwięcej. Czy tak będzie i tym razem?



Jedno co mi się zawsze podobało w Brokreacji to trzymanie się tego samego stylu etykiet od samego początku. Każde piwo to jakaś postać, rysowana w tym samym stylu. Naprawdę spoko to wygląda i uważam, że mają jedne z najlepszych IMAGE (licząc też czas od rozpoczęcia działalności) w naszym świecie piwnym. Co do samego piwa... no new england jak nic. Soczyście pomarańczowy kolor zmętniony dość obficie, bez farfocli jakichkolwiek. Piana wysoka, średnio utrzymująca się, ale też ładnie przyklejająca się do ścianki szkła.


Aromacik uderzył mnie zaraz po odkapslowaniu, a nie miałem nosa jakoś szczególnie blisko butelki. Ostre walnięcie cytrusowo-tropikalne z delikatną żywicą. Naprawdę spoko zapaszki, szczególnie gdy człowiek doda jeszcze kapkę trawy gdzieś w tle. Intensywność zanika jednak gdzieś mniej więcej w połowie szklanki.

Czyli patrząc na czas picia, dość szybko. To piwo pije się bowiem naprawdę dużymi łykami. Ku "uciesze" purystów piwnych napiszę nawet, że jest cholernie... pijalne. Ciałko w punkt, takie "półtreściwe" można rzec. Wysycenie w miarę wysokie. Jak na IPA dużo słodów, ale wszystko się wyrównuje, bo chmiele nie dają za wygraną. Moooże delikatnie bardziej po tej słodkiej stronie z początku. Cytrusowe (tutaj skórka cytryny i pomelo się kłania) z dopełniającymi tropikami w tle. Goryczka średnia, wyraźna w miarę, ale mogłaby być wyższa trochę. Ma profil grapefruitowy o dziwo. Finisz zmienia się diametralnie, bo wchodzi naprawdę wysoka wytrawność w postaci albedo grapefruita, żywicy i delikatnych igieł sosny. Te ostatnie zalegają nawet lekko. Szczerze? Bardzo mi podeszło to piwo, szczególnie po wysiłku fizycznym. Chyba najlepszy wybór, jeżeli chodzi o Lidla na dzisiaj. Muszę jednak nadmienić, że w jednej butelce na cztery czułem delikatną cebulkę, ale też jakoś nieszczególnie mi przeszkadzała.

----------

Styl: New England IPA
Alk: 5,8%
Ekstrakt: 15
IBU: 40
Skład: słód (pale ale, pszeniczny), płatki owsiane, chmiel (Mosaic, Amarillo, Citra), drożdże FM55 Zielone Wzgórze.
Do spożycia: 


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com