Pokazywanie postów oznaczonych etykietą broumov. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą broumov. Pokaż wszystkie posty
Ma człowiek czasami taki jakiś kaprys. Chciałby spróbować może nie czegoś nowego, ale bardziej zaskakującego. Jednym z takich kaprysów był Opatowy Absinth, na którego z resztą poluję cały czas. Dzisiejszym wymysłem mojej alkoholowej wyobraźni będzie ten sam browar z Broumov'a a głównym bohaterem: pieprz!
Zacznijmy może jednak od małej, swoistej anegdoty. Dając ojcu do spróbowania usłyszałem zabawny tekst, któremu towarzyszył lekki grymas: "EB było o wiele lepsze". No cóż, mentalności ludzi nie zmienisz. Doszło do tego jeszcze stwierdzenie że: "Przecie Czesi nie potrafią robić piwa!". Mój wewnętrzny diabeł zaczął się śmiać.
Długo się zastanawiałem nad szkłem, naszła mnie chęć na wypicie piwa like a sir więc chwyciłem pokal z Chimaya. Kurde no, podoba mi się jak cholera. Samo piwo prezentuje się w nim pięknie. Piana drobniutka, puszysto-biała. Utrzymuje się dość długo, kożuszek pozostaje bardzo cieniutki ale według mnie wygląda wręcz elegancko. Trunek prawie że klarowny, złoty... jak miód.
Wącham i... ohohoho. To nie jest słodkie, oj nie. Mimo szerokiego szkła uderza eksplozja ziołowych aromatów, prosto z młynka. I znowu wspomnienia z dzieciństwa i niezniszczalny młynek na baterie babci. Czytam sobie opinie w internetach z roku 2009 i oczom nie wierzę. Że niby masło i stęchła piwnica? Nigdy! Biorę łyk i odpływam. Ziołowość jest ale ma panicza, prowadzącego owieczki, w swoim rodzaju monarchę. Pieprz, taki dopiero co zmielony, prowadzi bliżej mi nie znane zioła jak jakiś heros. Panoszy się niesamowicie po przełyku. Co najdziwniejsze nie zalega, ulatnia się dość szybko co by za bardzo nie zmęczyć człowieka podczas picia. Gdzieś na samym końcu tej wesołej gromadki ciągną się słody, są jednak tak małe, że nikt na nie nie zwraca uwagi. Wbrew pozorom, nie jest też wodniste. Jest to kompletnie inne doznanie pieprzowe niż w Triplu Chimaya ale nadal cholernie zaskakujące i przyjemne. Normalnie narzekałbym, że nic innego nie ma w tym piwie. Że sam pieprz, że jest ciągle takie samo. Nie mogę jednak... jest takie smaczne.
Jakież to zdziwienie ogarnęło moją przerośniętą brodę gdy zobaczyłem to piwo w lodówce zaprzyjaźnionego sklepu monopolowego. No popatrzcie na tą etykietę. Aż przyjemnie się ogląda i każdy sikacz smakuje lepiej gdy się spogląda na tak pocieszny obrazek.
Najdziwniejsze jest jednak to, że piwo to pochodzi z czeskiego browaru Opat (w sumie to Broumov). Zadziwili mnie swoim Absinthem i całkiem przyjemnym czekoladowym, w sumie to muszę dorwać więcej Opatów w tym roku. Wracając do pasiastego pana w czapce, jest to dziesiąteczka czyli nie ma się co spodziewać szczególnych doznań smakowych. A może jednak?
Leje się spokojnie, piana rośnie do sporych rozmiarów. Niestety, szybko się redukuje ale pozostawia przyjemny kożuszek (trochę wielkości wąsa z etykiety) do samego końca picia. Kolor mocno wyblakły, jasny złoty. Pierwsza myśl: będzie wodniste jak cholera. Szybki niuch i od razu zmieniam zdanie. Aromat dość wyraźny, słodowy, trawiasty, trochę hmm... mokrych chmieli?
W smaku jest... lepsze niż niejedna 10' którą zdarzyło mi się pić to tu, to tam. Mocno słodowe, wbrew pozorom nie za słodkie. Pełne i zarazem orzeźwiające. Nagazowanie średnie, według mnie idealne. Goryczka pojawia się na końcu ale jest trochę za słaba jak na mój gust, a nawet jak na pilsnera. Jest dość krótka, trawiasta. Na początku myślałem, że będzie po prostu wodniste, nic z tych rzeczy. Nie jest tworem wybitnym, nad którym można snuć wykłady piwne godzinami ale jeżeli dobrze pamiętam, kosztowało mnie coś koło 3zł... spokojnie można nim zastąpić każdego z naszych koncerniaków.
Bardzo stara degustacja, jeżeli chcesz abym ocenił to piwo poprawnie napisz mi maila, może się uda.
Nie wiem jak ocenić to piwo. Plus za odwagę połączenia “zielonej wódeczki" z piwem ale z drugiej strony mocno wyczuwalny jest alkohol w postaci właśnie wódki. Jest coś jednak fajnego w tych ziołach. No nie wiem…
Nie wiem jak ocenić to piwo. Plus za odwagę połączenia “zielonej wódeczki" z piwem ale z drugiej strony mocno wyczuwalny jest alkohol w postaci właśnie wódki. Jest coś jednak fajnego w tych ziołach. No nie wiem…







