Śledź mnie na:
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą amber. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą amber. Pokaż wszystkie posty

 


Niedawno mieliśmy Dzień Porteru Bałtyckiego, a już w ten weekend bawiliśmy się w Bielkówku na kolejnym Dniu Koźlaka. Jak ten czas leci...

 


Wiecie jak to jest u mnie z wyjazdami stricte blogerskimi... zazwyczaj kolidują one z innymi obowiązkami. Gdy Tomek (Browarnik Tomek) dał znać, że Browar Amber robi dobrą imprezę u siebie nawet się nie zawahałem. Problemy pojawiły się potem, bo jak to mówią korpo nie wybiera i parę dni przed imprezą nie wiedziałem, czy pojadę.

No no, zapomniałem już, że miałem tego RiSa w piwnicy. Szczególnie po tym, jak smakował na świeżo. Jakieś zboczenie zawodowe najwidoczniej... A może wyjdzie to na dobre? Może coś te 3 lata dały? Zobaczmy.

Boże święty, jaki ja mam backlog w piwnicy... Nazbierało się tych piw. Szczególnie, że w okresie przedświątecznym mamy większą niż zazwyczaj ilość darów losu, a ja od małego nie lubię się dzielić. Trzeba to jakoś będzie ogarnąć podczas przerwy świątecznej. Dobrze przeczytaliście, Wasz uniżony pierwszy raz od paru lat ma wolne w tym okresie.

Przez to właśnie rozmyślałem ostatnio nad piwem, które mógłbym pić cały czas przez święta (pomijając pojedyncze sztosy do pociumkania). No wiecie... takie piwo, które pasowałoby do każdego dania i nie wymagało dużego skupienia (i w sumie nie kosztowałoby tyle, co wizyta u golibrody). Nie może to więc być jakiś wymyślny trunek... BAM! No przecież, koźlaki. Czy najnowsze "Po Godzinach" z browaru Amber będzie tym, czego szukam?



Co ma znaczyć to smyrnięcie pędzlem na etykiecie? Nie wiem. I pewnie nigdy się nie dowiem. Trochę mi też estetycznie nie pasuje kolor czcionki na dole. Kapsel firmowy, a nawet spersonalizowany do danej serii. Mają rozmach. Piwo w kolorze ciemnego bursztynu, z wyraźnymi rubinowymi refleksami pod światło. Piana niska niestety i krótko utrzymująca się. 


Chciałbym, aby ten aromat był wyraźniejszy... oj chciałbym. Mamy tutaj bowiem bardzo przyjemną, dymioną do granic możliwości śliwkę. Wędzonka zalatuje trochę oscypkiem, czyli też kompotem świątecznym. Tak, jestem tym dziwakiem co lubi to ustrojstwo. Po ogrzaniu dochodzi trochę karmelu i chleba, ale to naprawdę znikome ilości.

Oho, chyba mamy zwycięzce. Już na starcie mogę wam napisać, że mógłbym pić tego kozła przez całe święta. Fajne ciałko. Takie wyczuwalne, ale nie przeszkodzi w konsumpcji "jeszcze jednego" pieroga. Wysycenie średnie, czyli idealne w tym przypadku. Tak żeby się dobrze odbiło... przepraszam, przyjęło. W smaku wędzona śliwka traci na sile, ale całość jest o wiele bardziej złożona i wyraźna. Na początek chlebek, przypiekany oczywiście. Potem karmel (może delikatnie spopielony) i susz wigilijny. W tle wędzonka oscypkowa. Goryczka niska, bez szału. Wręcz książkowa można rzec. Finisz zadziwiająco wytrawny, taki trochę razowy chleb z wędzonymi nutami. Po aromacie spodziewałem się, że wędzona śliwka przykryje wszystko, ale piwo mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło muszę przyznać.

----------

Styl: Smoked Plum Bock
Alk: 6,5% Obj.
Ekstrakt: 15,1% Wag.
IBU: b/d
Skład: słód (jasny, karmelowy), śliwka z Szydłowa, suska sechlońska, chmiel, drożdże.
Do spożycia: 07.06.2020


Browar Amber, ujmując całą sprawę delikatnie, nie zajmował się dotychczas szeroko pojętym craftem. Jak to mówią jeden porter z chilli Ducha Craftu nie czyni (jaki rym!). Wielu blogerów nie raz im to wypominało, łącznie ze mną. Ktoś jednak ruszył (w końcu) głową i oto na rynku pojawiła się seria piw Po Godzinach.

Każdy wypust warzony jest jednorazowo w ilości 200 hektolitrów. Mieliśmy koźlaka pszenicznego, india pale lagera, marcowe (które okazało się cholernie słodkie) no i oczywiście cherry milk stout, swoista wisienka na torcie. Duch Craftu zesłał na moją osobę swoje błogosławieństwo i gdy zupełnie przypadkiem przechodziłem sobie alejką w Tesco zobaczyłem JEDNĄ butelkę na półce, zaraz obok dwóch butelek marcowego. Przypadek? Nie sądzę.



Etykiety z tej serii są spójne, w przeciwieństwie do tych normalnych amberowych. Kolejny strzał w dziesiątkę. Fajny, prosty szablon ze zmiennym kolorem tła dla każdego stylu. Pan/Pani od marketingu powinna dostać premię. Kapsel nie dość, że firmowy to jeszcze ze specjalnym nadrukiem Po Godzinach. Piana beżowa, drobna, kremowa. Prawie jak od ubitego białka. Pozostawia bardzo ładną koronkę na szkle. Dawno takiej w crafcie nie widziałem. Kolor piwa z początku wygląda jak przy pierwszym lepszym stoucie. Niby jest czarne ale pod pewnym kątem wychodzi brąz, jak przy jakimś żytnim. Wydaje się też być mocno zmętnione.


Dałem piwu się chwilę ogrzać, musiałem poczekać aż nos ponownie przyzwyczai się do temperatury pokojowej. Stoutowi to nie zaszkodzi, ba, pomoże nawet. W aromacie wyczuwalna bardzo delikatna mieszanka kawy i palonego zboża. Gdyby to był mój poranny kubek czarnej powiedziałbym, że ktoś wsypał o jedną łyżeczkę zmielonych ziaren za mało. Wiśnie bardziej w domyśle, raz na trzy pociągnięcia nosem wychodzi bardzo słaba, kwaskowata nuta owocowa. Po dość mocnym ogrzaniu wychodzi też delikatne masełko niestety. To tyle, nic więcej, szkoda.

Po pierwszym łyku rozpromieniłem się trochę. Piwo ma bardzo fajną konsystencję, jak przy rasowym oatmeal stoucie. Czyżby to prażony jęczmień tak zadziałał? Na pewno wspomaga to uczucie dość niskie wysycenie. Smakowo już nie jest tak zaskakująco, ale na szczęście nie ma tragedii jak przy aromacie. Laktoza jest bardzo wyczuwalna, wszystko inne smakuje tak jakby nie mogło istnieć bez mleka. Tak na marginesie straszna by to była wizja przyszłości nie? Nie móc wypić przepysznej, czarnej kawy z rana... Czekolada, która wydaje się być dominującym składnikiem, jest jak najbardziej mleczna. To samo kawa, nie jest to na pewno espresso a bardziej zwykła zbożówka ze sporym dodatkiem mleka. Całość okrywa lekko kwaskowaty sok z wiśni, który tylko potwierdza ogólny problem tego piwa (ale o tym za chwilę). Goryczki żadnej, jest pewne uderzenie zaraz przed finiszem, ale to definitywnie kwaśność wiśni. Sama końcówka okazała się być palona, zbożowa z delikatnie zalegającym owocem. Niby wszystko jest okej. Można by rzec, że eksperyment udany. Niestety cały czas męczy mnie jeden wielki problem, którym jest brak mocy, wyrazistości czy też zdecydowania jak kto woli. Wszystko co w tym trunku mogłoby być przepyszne i wyraźne jest tak naprawdę zrobione na pół gwizdka. Nie jest ono wodniste... jest, mimo tak dziwnego połączenia składników, po prostu nijakie. Browarze Amber, jak już robisz coś niezwykłego (czym na pewno jest wiśniowy milk stout) to zrób to z przytupem, żeby nie napisać pierdolnięciem. Takie pójście na łatwiznę (bo może zwykły Kowalski też po nie sięgnie) do niczego nie prowadzi...


Pierwsze moje spotkanie z eksperymentalnym Grandem miało miejsce coś koło wakacji, na grillu u znajomego. Pamiętam zdziwienie na twarzy ludzi, w końcu kto wypuszcza nowego portera w lecie? Jakoś tak mocno olałem ostrzeżenia i zakupiłem go do karkóweczki. Dopiero gdy zapadł zmrok przekonałem się, jak bardzo będę tego żałował.

Pierwszy problem był taki, że nie mogłem go dopić. Zmusiłem się do wypicia max 1/3 butelki, resztę wypili inni grillowicze. Podczas snu miałem duże nieprzyjemności żołądkowe z nim związane. Nie dość, że nie przypominał mi on wtedy ukochanego Granda to jeszcze te chili wydawało mi się jakieś sztuczne. Stwierdziłem, że już nigdy go nie wleję do ust. Nie wiem co mnie opętało ale będąc 2 miesiące temu w Tesco chwyciłem dwie butelki i poszedłem do kasy. Jedna leżakuje, drugą postanowiłem dzisiaj otworzyć. Pogoda beznadziejna więc czemu nie?


Znowu te zdobione butelki... no nic. Etykieta to po prostu czerwona wersja tej znanej nam ze zwykłego Grand Imperial Portera. Kapsel mógłby być bardziej wyrazisty, troszku grubsza czcionka by wystarczyła według mnie (co nie zmienia faktu że jest ładny, klasyczny, like a sir). Piwo prezentowałoby się wyśmienicie gdyby nie krótko utrzymująca się piana. Trzeba jej jednak przyznać, że wygląda dostojnie. Kolor piwa to nieprzejrzysta czerń. Lekkie, rubinowe refleksy na spodzie.


Wącham i... jest dobrze, nie odrzuca mnie (wychodzi na to, że obrzydzenie mi już przeszło). Wprawdzie aromat jest mało intensywny ale da się wyczuć śliwki w czekoladzie (oczywiście alkoholowe) i odrobinkę papryczek chili (trzeba się jednak mocno nawdychać żeby je wyczuć). Zaczynam pić i dziwić się zarazem. Pierwsze łyki są bardzo delikatne, słodkawe, owocowe (głównie śliwkowe) z wyczuwalnym i bardzo fajnie rozgrzewającym alkoholem. W miarę picia pojawia się kawa z czekoladą i chili. Bardzo podoba mi się to jak papryczka jest przedstawiona w tym piwie, systematycznie rośnie jej moc wraz z piciem. Pod koniec zaczyna już mocno dawać w podniebienie. Jeżeli komuś to przeszkadza mam idealną radę: chwyćcie piernika i zagryzajcie delektując się trunkiem. Ja tak zrobiłem, mniej więcej od połowy i było miodnie. Wysycenie niskie, co tylko wzmaga przyjemność picia. Trochę mi jednak nie pasuje konsystencja, spodziewałem się większej gęstości. Według mnie największym wrogiem tego piwa był okres, w którym browar postanowił je pokazać światu. W tak ponury dzień jak dzisiaj jest wręcz idealne, oczywiście z piernikiem.


Bardzo stara degustacja, jeżeli chcesz abym ocenił to piwo poprawnie napisz mi maila, może się uda.

Po pewnych doniesieniach jakoby Amber zmienił/spartolił recepturę Żywego na "tani szczyn" musiałem kupić i sprawdzić. No cóż, hejters gonna hejt a teorie spiskowe są w Polsce bardzo popularne. Nic się nie zmieniło, nadal jest to piwo numeru uno wśród piw jasnych jak dla mnie. Ten wyjątkowy smak żyjących drożdży, mniam!


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com