Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szkocja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szkocja. Pokaż wszystkie posty
Drugie picie:
BrewDog potrafi zaskakiwać pozytywnie jak i negatywnie. Tak samo jak moje stare wpisy, poniżej macie najlepszy przykład na to jak człowiek, który się mało co wtedy znał na crafcie opisuje swoje przeżycia. Już dawno chciałem wypieprzyć wszystkie stare/lakoniczne degustacje ale zostawiłem je w końcu po to, aby mi przypominały, że nikt nie rodzi się zajebisty i wszechwiedzący. Ale my o piwie mieliśmy przecie.
Niech wszyscy wiedzą wszech i wobec, że Lidl ma zamiar edukować ciemny lud w kwestii alkoholi wszelakich, głównie piwa z całego świata. Przyznam się szczerze, że gdy zobaczyłem pierwsze ekskluzywne piwa z tej serii Browarnia Lidla lekko się uśmiechnąłem. Amberowskie trunki to już lekka przesada, szczególnie przy ostatnim spadku jakości ich piw. Potem były wymysły argusowe i z tego co czytałem dobrze, że nie kupiłem ani jednej sztuki. Czas jednak przyszedł na inne kraje naszego pięknego globu, pierwsze były piwa azjatyckie (o których kompletnie zapomniałem i nie zdążyłem zakupić... a może zrobiłem to podświadomie przez doświadczenia z Changiem?) Teraz nadszedł czas na Wyspy Brytyjskie.
Bardzo stara degustacja, jeżeli chcesz abym ocenił to piwo poprawnie napisz mi maila, może się uda.
Lubię goryczkę, nawet można powiedzieć że ją kocham namiętnie jak Tadeusz Zosieńkę. Są jednak różne typy goryczy, jedną z nich jest ta wykręcająca mordę aż do bólu. Ten typ dzieli się jeszcze na dwa podtypy: przyjemne wykręcanie i wymuszone.
Lubię goryczkę, nawet można powiedzieć że ją kocham namiętnie jak Tadeusz Zosieńkę. Są jednak różne typy goryczy, jedną z nich jest ta wykręcająca mordę aż do bólu. Ten typ dzieli się jeszcze na dwa podtypy: przyjemne wykręcanie i wymuszone.
Na rynku jest dużo piw z wymuszonym wykręcaniem. W sumie muszę przyznać, że piłem właśnie tylko takie... do teraz. Długo stałem przy kasie sklepowej patrząc na tą butelkę, w końcu wydanie 16zł na piwo 0,3l powinno być poprzedzone długim namysłem. Przygarnąłem je bo było mi go żal, stało takie osamotnione, paręnaście centymetrów od piw Pinty.
Szybka jazda autem na ogród, ktoś rozpala grilla, ktoś gra w karty, ja otwieram Dog'a i przelewam do pokala. Muszę przyznać, że wygląda pięknie. Po pianie zostaje kożuszek, który pilnuje naszego piwa jak prawdziwy bodyguard. Zapach? O dziwo mało intensywny, więcej cytrusów dało się wyczuć w innych piwach Brew Dog'a np DPC. Pierwszy łyk: "o cholera!" Gorąco! Pożar! Patrze na butelkę i widzę liczbę której się nie spodziewałem po IPA: 9,2% alkoholu. Wait, what? Cała moc została tak dobrze ukryta, że wyczuwa się ją tylko po bardzo przyjemnym ogrzaniu przełyku. Zaraz potem wpada moja ukochana goryczka, trochę przytłumiona ogrzaniem ale ja się nie skarżę, broń boże! Co najlepsze, nie zostaje ona zbyt długo a w smaku przypomina mi ciemne owoce... czereśnia z grapefruitem?
Przyznam się, że po "hardcore" spodziewałem się po prostu ostrego nachmielenia. Brew Dog znowu mnie zaskoczył i to bardzo pozytywnie. Podaję pokal dalej, każdy grymasi i skarży się na gorycz. No cóż, więcej dla mnie.


