Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trzech kumpli. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trzech kumpli. Pokaż wszystkie posty
Nawet nie zdajecie sobie sprawy ile ze mną przewędrowały te dwa bączki z Browaru Trzech Kumpli. Kupiłem je bodajże zaraz po premierze, leżakowały sobie jeszcze w piwnicy na starym mieszkaniu. Nawet chyba wziąłem je do plecaka dwa razy, ale nie było warunków na degustację z tego co pamiętam. Dlatego dzisiaj wypijemy sobie je w bardzo luźnych warunkach, składając model Gundam oczywiście.
Czujecie to? Czujecie?! No mam nadzieję, że tak. Wszechobecny zapach palonego owsa roznosi się po festiwalowych halach. Dzięki temu człowiek wie, że eventy piwne idą ku końcowi, a czas ciemnych, jesiennych wręcz piw właśnie nastał. Oh wy moje stouciki kochane, jak ja żem za wami tęsknił.
Oczywiście pijam je cały rok, ale to właśnie na jesień browary biorą się za nie tak na serio. Już nie będę wspominał nawet o aurze za oknem, która degustacjom ciemniaków cholernie sprzyja. Widać to np. po browarze Trzech Kumpli, który w końcu postanowił odpuścić wymęczonym już przez polski craft DDH ipą-sripą itp. i uwarzył stoucika owsianego. Ślinka pociekła mi aż do Białegostoku.
Etykieta, jak to zwykle u nich bywa, podobna zupełnie do niczego. Jest coś jednak w pociągnięciu kreski, co sugeruje nawiązanie do staroci. Mi osobiście kojarzy się to z babcinym haftem. Kapsel firmowy, niestety za dużo na nim detali według mnie. Piwo czarne z bardzo delikatnym, brązowawym prześwitem. Beżowa piana dość niska, ale za to w miarę drobnopęcherzykowa. Kożuch spory i długo utrzymujący się. Jak człowiek zamerda w szkle to całkiem ładnie trzyma się ścianki.
Piękny aromat owsianki z gorzką czekoladą i odrobiną popiołu. Aż dziwne, że nie mam tego dość, po tym jak codziennie wpieprzam rano miskę takiej zwykłej, zalanej wodą... Po chwili wychodzi też trochę kawy i karmelu. Ten ostatni bardzo fajnie się komponuje z resztą, ale ich nie przykrywa. Trwałość tych zapaszków niestety nie należy do najdłuższych... Wracajcie proszę!
Oho, mamy świetny przykład tzw. entry level jeżeli chodzi o oleistość w piwie. Odczucie w ustach wyraźnie wskazuje na fajną pełnie i gęstość. Nie jest to oczywiście poziom, którego można się spodziewać w RiSach, ale w owsianym stoucie jest jak najbardziej wporzo. Wysycenie średnie, takie okej. W smaku kwaskowate. Wychodzi na to, że chłopaki nie pożałowali owsa. Jak jeszcze dodamy do tego kawkę, gorzką czekoladę (ale to tak minimum 90%) i popiół to... mamy istną bombę. Mi się to cholernie podoba, ale na pewno będą tacy, którym będzie brakowało chociaż odrobiny "książkowej" słodyczy. W tle delikatne orzechy nawet się zakręciły. Goryczka wyraźna, palona, ale też krótka. Na finiszu dzieje się za to najmniej, co człowiek zauważa od razu po tak zmasowanym ataku wcześniejszych smaczków. Ot taka samotna kawa zbożowa i nic więcej. Nie zmienia to jednak faktu, że piwo jako całość cholernie mi podpasowało. Uwielbiam stouty zasypane po brzegi owsem i wcale nie jest mi szkoda słodowej (czy też nawet karmelowej) słodyczy.
----------
Styl: Oatmeal Stout
Alk: 5,5% Obj.
Ekstrakt: 15,5% Wag.
IBU: b/d
Skład: słód jęczmienny, płatki owsiane, palony jęczmień, chmiel, drożdże.
Do spożycia: 24.05.2020
Wypalenie stylowe to znana przypadłość w świecie piwnym. Dzieje się to wtedy, gdy jegomość pijący crafty uczepi się jednego, macierzystego stylu i pije go praktycznie cały czas. Wielu z nas ma tak gdy temperatura za oknem spada poniżej zera. Sam sięgam wtedy głównie po RiSy i portery. W końcu kubki smakowe mówią "hola hola!" i zaczynają się buntować. Wtedy trzeba przepłukać je zgoła odmiennym stylem. Czy zmyśliłem to sobie teraz? No gdzie, skąd.
Swój "odwykowy" napój wybrałem z rozsądkiem. Poczytałem trochę na necie i wyszło mi, że z dostępnych teraz piw to właśnie podwójna IPA z Trzech Kumpli będzie najbardziej kontrastowym trunkiem do tych pitych przeze mnie wcześniej. W sklepie mieli jeszcze sesyjną wersję, ale ja potrzebuję ostrego kopniaka.
Etykieta w stylu browaru. Ot wzorki wzoreczki, które niby nic nie znaczą, ale za to tworzą całkiem przyjemną dla oka całość. Trochę jednak dbałość o szczegóły została olana jeżeli chodzi o sam tekst. Błąd na kontrze mówi nam aby "spróbować też pierwszego piwa z serii... Taura"? Yyy, to to, które właśnie pijemy? No i w składzie powtarzają się poszczególne elementy. No nic, kapsel firmowy jest to jest spoko. Piwo złociste, daje po oczach jak słońce w czerwcu. Całość lekko zmętniona. Na początku dość wysoka piana bardzo szybko robi się dziurawa niestety. Kożuch zostaje już jednak do końca picia.
Śpieszcie do sklepów jeśli potrzebujecie mocnego, nowofalowego o(t)rzeźwienia po tych wszystkich RiSach. Wiecie jak to ja, zanim zrobię zdjęcia... to po aromacie nie ma śladu. W tym przypadku tak nie jest. Uderzenie tropików nowozelandzkich jest tak samo mocne na początku, jak i na końcu picia. Na pierwszym planie pomelo elo elo, liczi i morela. Na drugim bardziej pospolite zapaszki w postaci pomarańczy i limonki. Pięknie się one bawią ze sobą. A jak jeszcze doda człowiek do tego czasami wyczuwalne kiwi (nie żartuję teraz) to już w ogóle jest zabawa na całego.
Przez ten cały soczysty aromat zapomniałem, że to podwójna IPA. Już pierwszy łyk postawił mnie do pionu, bo ciałko jest dość zauważalne. Nie żeby jakoś szczególnie zapychało, jest po prostu odczuwalne bardziej niż w zwykłej IPA (duuuh, w końcu taki styl). Kremowa tekstura, piwo jest na swój sposób puchowe można nawet rzec. Wysycenie średnie, pasuje idealnie. W smaku na pierwszym planie słodkie owoce: liczi, morela, trochę brzoskwini chyba nawet. Kiwi gdzieś znikło, ale limonka pozostała jako przyjemnie wypełniające tło. Do tego delikatne nuty nafty, co mnie akurat nie dziwi i zadowala niezmiernie. Przy każdym kolejnym łyku zadziwia mnie jednak to, jak soczyste jest to piwo... serio serio. Podstawa pszeniczna też robi robotę i nie jest dzięki bogu słodowo-karmelowa. Goryczka średnio intensywna, delikatnie żywiczna. Finisz traci na słodkości, co tylko urozmaica doznania. Nafta się zbroi, tak samo nuty żywiczne. Pozostawiają lekko gorzkawy posmak w ustach. Jak dla mnie bomba, orzeźwiająca i soczysta. Odruchowo chciałem przetrzeć brodę rękawem jak po dobrze nasyconej pomarańczy.
----------
Styl: NZ Double India Pale Ale
Alk: 6,6% Obj.
Ekstrakt: 18,5% Wag.
IBU: 40
Skład: słód (jęczmienny, pszeniczny), chmiel (Wai-iti, Mouteka, Galaxy), płatki (pszenne, owsiane), drożdże.
Do spożycia: 16.07.2019
Tak wiem, że w sobotę Dzień Porteru Bałtyckiego, ale naprawdę mam ostatnimi czasy dużą ochotę na koźlaczki. Wiecie jak to u nas... browary rzemieślnicze olewają takie klasyczne style, bo czym się taki wąsaty beergeek ma niby w nim podniecać? Odpowiedź jest stosunkowo prosta: tym samym co w dobrze uwarzonym pilsie, czyli prostotą i mega pijalnością.
Tak się jakoś złożyło, że po moich ostatnich narzekaniach na fejsie owe browary zapowiedziały premierowe doppelbocki itp. Browar Zakładowy jest jednym z nich. Dodatkowo dostałem zacne dary losu od Browaru Spółdzielczego, a w nich między innymi wymrażany koźlak. Skupmy się jednak na dzisiejszym trunku.
Butelczyna ozdobiona jajowatą etykietą (w sumie to chyba dawno takich nie widziałem), którą browar Trzech Kumpli używa chyba tylko do klasycznych piw. Ładna, prosta, w fajnych barwach. Minus za brak składu. Plus za firmowy kapsel, który jednak prezentowałby się lepiej bez napisów. Piwo ma przepiękny miedziany kolor i jest przejrzyste. Piana na jeden palec trzymała się całkiem dobrze mniej więcej do połowy szklanki.
Wchodząc w świat koźlaków trzeba pamiętać, że nie należą one do rodziny trunków "urywających dupę" czy też "sztosowych" (no chyba, że jakieś magiczne wymrażanie miało miejsce, ale o tym w innym wpisie). Tak... normalnie zaczyna się nasza przygoda z tym właśnie piwem. Aromat średnio intensywny, słodowy. Karmel plus bardzo delikatnie opieczona skórka od chleba. Z początku wydawało mi się, że czuję też jakieś takie octowe zapaszki, ale po chwili zanikły kompletnie.
Po pierwszym łyku zdziwiłem się lekko, bo ekstrakt mi się za bardzo nie zgadzał. Bock od Trzech Kumpli jest dość lekkim piwem, za lekkim jak na koźlaka według mnie. Wysycenie się za to zgadza, jest na średnim poziomie. W smaku jest o wiele lepiej niż w aromacie. Pełna słodowość atakuje od samego początku karmelem i wyraźną, podpieczoną skórką od chleba. Biszkopcik też się pojawia co jakiś czas. Niestety z każdym łykiem karmel coraz to bardziej zanika. Goryczka jest, owszem, taka leciutka. Ukłuje miłych państwa delikatnie i zniknie. Finisz trochę ubogi niestety. Karmel już prawie, że całkiem zanikł i pozostał głównie biszkopt. Podsumowując piwo pije się dość szybko i bez grymasów na twarzy. W pubie biorąc kolejne z rzędu byłbym zadowolony. Niestety brakuje mu intensywności jako jednostce i jak się nad nim człowiek za bardzo skupi, to widzi niedociągnięcia.
----------
Styl: Koźlak
Alk: 6,7%
Ekstrakt: 16,5% Wag.
IBU: 15
Skład: słód jęczmienny, chmiel, drożdże.
Do spożycia: 25.08.2019
Stary się robię... albo alkohol mi zbrzydł. Byłem ostatnio u kumpla na weekendzie kawalerskich i jakoś tak za bardzo nie miałem ochoty na "ostre męskie chlanie bez umiaru"... Co prawda w pierwszy dzień alkohol wysokoprocentowy wylądował nie raz w moim przełyku, ale później już nie. Na typowego korpolagera też nie miałem ochoty... Boże, ja naprawdę staję się craftowym snobem.
I to nawet w bardzo prostych stylach muszę dodać. Spalając wczoraj kalorie zdobyte poprzez wszamanie czarnego jak węgiel mięsiwa z grilla (i zapewne przepysznie rakotwórczego) zabrałem ze sobą na szybki łyk pilsa od Trzech Kumpli. Od razu, po pierwszym łyku, byłem przekonany, że nie ma sensu kupować koncerniaków nawet do tak prostych czynności jakim np. jest spontaniczny grill na działce. Wcześniej nie byłem tego taki pewien, głównie przez to zadupie craftowe, w którym mieszkam. To teraz będę abstynentem, jeśli nie uda mi się kupić craftowego pilsa do karkóweczki? Boże drogi...
Etykieta w trochę innym kształcie niż zazwyczaj. Co do samej grafiki, prostsza już chyba nie mogła być. Mamy zboże, co mnie trochę zdziwiło, wielką nazwę stylu i logo browaru. Mi osobiście pils się bardziej z chmielem kojarzy, albo miksem jednego i drugiego. Piwo za to bez zarzutu. Ma piękny złocisty kolor i jest delikatnie zamglone przez podróż w plecaku. Piana bielutka i zbita. Może nie jest za wysoka, ale za to utrzymująca się i ładnie zdobiąca ścianki.
Aromat walczył dzielnie z wiatrem, który się akurat rozszalał na polu. Musiał być intensywny, bo nie miałem problemu z dobiciem się do zapaszków. Oczywiście było słodowo, ale nie za słodko. Momentami całość przypominało bardziej jakąś pszenicę z takim owsianym zacięciem. Do tego wyraźny chmiel w postaci ziołowej. Pod koniec doczłapała się też skórka od chleba. Bardzo fajne i już na starcie orzeźwiające.
To jednak dopiero po przełknięciu pierwszego łyku człowiek uświadamia sobie piękno prostoty tego stylu. Lekkie jak na ekstrakt przystało i orzeźwiające, ze średnim do wysokiego nagazowaniem. Słodowe, a nawet bardziej zbożowe, jak w jakiejś lekkiej pszenicy. Do tego chlebek, aż mi się świeże pieczywo prosto z piekarni przypomniało. Całość nie jest też za słodka jak prawie 90% pilsów w naszym kraju. Do tego dobrze dobrana ziołowość, kojarząca mi się z lasem zaraz po ulewie. Chmielowa goryczka pojawia się w idealnym momencie i orzeźwia jeszcze bardziej swoim ziołowym profilem. Jest krótka, nie zalega i idealnie wprowadza w finisz, który trochę przypomina chleb razowy. Chociaż nie, czekajcie... To bardziej smakuje jak przyprawa korzenna. Wychodzi na to, że Trzem Kumplom udało się połączyć pilsa czeskiego (korzenność) z niemieckim (ziołowość). W dodatku nie ma w tym ani trochę diacetylu (masełko) a samo piwo jest wręcz idealnie chrupkie, tak jak na ten styl przystało. Muszę przyznać, że prawdopodobnie wyląduje ono w moim top 3 jeżeli chodzi o ten styl.
----------
Styl: Pils
Alk: 4,4%
Ekstrakt: 10,5%
IBU: 20
Skład: słody jęczmienne, chmiel (Saaz, Hallertau Mittelfrüh), drożdże.
Do spożycia: 22.08.2017
Może jestem trochę nadpobudliwy, ale gdy tylko usłyszałem nazwę tego piwa miałem identyczne skojarzenia co Bartek Nowak (tutaj możecie zobaczyć o co chodzi). Chyba nie ma utworu, którego bardziej nienawidzę... poza polskim reggae oczywiście. Nie mogłem się jednak powstrzymać od kupna tego piwa gdy zobaczyłem je na półce sklepowej.
Dlaczego? Podobno jest mega, best of the best, rzygam craftową tęczą itd. Uznałem więc, że majówkowy grill będzie idealną okazją na degustację... i wkurzenie znajomych obecnością piwnej blogerki z notesem i nosem w szkle. Tak, to ten co przy rozkładaniu grilla i/lub gry planszowej nie bierze udziału bo musi "degustować".
Witraż etykietowy przypadł mi do gustu muszę przyznać. Kolorystyka też, bardzo dobrze symbolizuje pszenice i chmiel w jednym. Szkoda, że chłopaki nie dorobili się jeszcze własnego kapsla, ich logo pasowałoby idealnie. Piwo jest, hmm, koloru pomarańczy. Bardzo zmętnione, ale bez widocznych farfocli. Piana prawie, że w ogóle się nie utrzymuje i znika w zastraszającym tempie nie pozostawiając po sobie śladu.
Powszechna zajawka tym piwem jest jak najbardziej na miejscu, a przynajmniej jeżeli chodzi o aromat. Niby jest delikatny, ale cholernie wyraźny i orzeźwiający zarazem. Mamy pszenicę, multum cytrusów i odrobinę gumy balonowej. Miks cytryny, limonki i kawalątka pomarańczy pachnie nieziemsko trzeba przyznać. Minusem jest to, że całość bardzo szybko zanika.
Po pierwszym łyku wszelkie obawy znikły jak świąteczne korpo bony... albo piana, har har. Piwo jest cholernie orzeźwiające i lekkie, szczególnie biorąc pod uwagę ten ekstrakt. Według mnie jest trochę za nisko wysycone, ale damy temu spokój. Może to przez użyte płatki, które dodają specyficznej aksamitności. Smak bardzo podobny co aromat. Jest podstawa czyli pszenica, lekka i niezapychająca. Do tego mamy miks cytrusów i (tutaj lekkie zdziwienie) kwiatów polnych. Na szczęście limonka z grapefruitem wygrywają to starcie. Goryczka na przyzwoitym, ale stonowanym poziomie. Nie powinna wystraszyć mniej doświadczonych craftopijców (co sprawdziliśmy na grillu). Jej profil... osobiście stawiałbym na grapefruit. Ciężko jest się określić bo bardzo gładko przechodzi w żywiczno-cytrusowy finisz, lekko kwaskowaty w dodatku. Przyjemne, orzeźwiające i lekkie jak na te parametry. Rzeczywiście jest się czym podniecać. Nie rozumiem jednak sensu uwarzenia wersji double.
----------
Styl: Wheat India Pale Ale
Alk: 5,9% Obj.
Ekstrakt: 16% Wag.
IBU: 45
Skład: słód (jęczmienny, pszeniczny), płatki pszenne, płatki owsiane, chmiel (Perle, Amarillo, Citra, Mosaic), drożdże.
Do spożycia: 25.08.2016
Za browar Trzech Kumpli zabieram się dosłownie jak pies do jeża. Piłem już parę ich piw, w tym dość niedawno uwarzonego przez nich saisona czyli Otwarcie Sezonu. Niestety nigdy nie było okazji do zrobienia zdjęć lub zapisania paru zdań w notatniku. Paradoksalnie wysoka pijalność ich trunków też nie wpłynęła dobrze na machnięcie jakiegokolwiek wpisu na blogu.
W internecie browar zdobywa całkiem dobre noty więc w końcu spiąłem pośladki i kupiłem (w razie w) dwie butelki. Jak się później okazało dobrze zrobiłem, bo pierwszą wypiłem bardzo szybko przy okazji mało sprzyjającej degustacji. Drugą zabrałem już na szybki wyjazd rowerowy w jakże słoneczny Lany Poniedziałek. Trzeba jeździć częściej i to bez przerw na robienie zdjęć, w końcu wstąpiłem do drużyny MTB a forma sama się nie zrobi.
Na wstępie będzie lekki hejt na słabo przyklejony papier. Każda butelka na półce miała ten problem. Inna sprawa, że browar ma całkiem ładne i spójne etykiety. Oczywiście chodzi mi o część graficzną, teksty, skład i metryczka to już jedna wielka ściana tekstu i ciężko się ją czyta. Piwo w szkle prezentuje się całkiem dobrze, aczkolwiek biała piana ma duży problem z utrzymaniem się. Bardzo szybko pojawiają się na niej bąble wielkości małego palca. Jakąś tam koronkę jednak pozostawia. Kolor piwa... powiedziałbym, że ciemnego złota lub/i pomarańczu. Równo zmętnione, tutaj bierzemy jednak poprawkę na plecak i rower.
Aromat średnio intensywny, ale za to bardzo przyjemny i utrzymujący się. Umiarkowana zbożowość z nutami sosny i nektaru kwiatowego. Gdzieś w oddali pojawiają się też cytrusy kojarzące się głównie z cytryną. Nie do końca jestem pewien czy sobie tego nie ubzdurałem, ale wyczuwam też lekkie zioła. Całość bardzo orzeźwiająca. Zapowiada się nieźle.
Już po pierwszym łyku czuć, że to piwo będzie bardzo lekkie, sesyjne, pijalne i orzeźwiające (dodatkowe superlatywy można sobie samemu dopisać). Spodziewałem się przy tym wysokiego nagazowania, ale okazało się ono być na średnim poziomie (co mnie akurat pozytywnie zaskoczyło). Ponownie mamy lekką i przyjemną zbożowość z wplatanym miksem cytrusów i kwiatów polnych. Goryczka średnia, ale wystarczająco zaznaczona. Profil delikatnego grapefruita, ale czasami trafi się taka pestkowość. Finisz to nadal zboże, ale tym razem z delikatnym zacięciem ziołowym. W moim mniemaniu mógłby być jednak trochę bardziej wyraźny. To piwo jest naprawdę lekkie, idealnie ułożone i bez udziwnień. Tak jak to z resztą browar opisał na etykiecie. Z chęcią zrobiłbym sobie zapas w lodówce, taki na każdą okazję.
Już po pierwszym łyku czuć, że to piwo będzie bardzo lekkie, sesyjne, pijalne i orzeźwiające (dodatkowe superlatywy można sobie samemu dopisać). Spodziewałem się przy tym wysokiego nagazowania, ale okazało się ono być na średnim poziomie (co mnie akurat pozytywnie zaskoczyło). Ponownie mamy lekką i przyjemną zbożowość z wplatanym miksem cytrusów i kwiatów polnych. Goryczka średnia, ale wystarczająco zaznaczona. Profil delikatnego grapefruita, ale czasami trafi się taka pestkowość. Finisz to nadal zboże, ale tym razem z delikatnym zacięciem ziołowym. W moim mniemaniu mógłby być jednak trochę bardziej wyraźny. To piwo jest naprawdę lekkie, idealnie ułożone i bez udziwnień. Tak jak to z resztą browar opisał na etykiecie. Z chęcią zrobiłbym sobie zapas w lodówce, taki na każdą okazję.
----------
Styl: American Blonde Ale
Alk: 4,8% Obj.
Ekstrakt: 12°
IBU: 25
Skład: słód (jęczmienny, pszeniczny), płatki ryżowe, chmiel (Cascade, Mosaic), drożdże FM13.
Do spożycia: 08.08.2016
![]() |
| Leśny hejnalista. |



























