Boże jak mnie tutaj dawno nie było. Parę niedziel przegapiłem, że się tak wyrażę. Mały detoks od opisywania piw się przydaje. Inna sprawa, że w końcu nadchodzi mój ulubiony okres jeżeli brać pod uwagę tylko nasz najukochańszy trunek. Dobrze wiecie, że wolę ciemne, zazwyczaj mocniejsze piwa.
Powrót do pisania zaczniemy jednak od czegoś jasnego i na swój sposób lekkiego. Butelka kupiona przez żonę podczas zakupów u niemieckiego najeźdźcy. Kooperacja AleBrowaru z teksańskim browarem Hold Out Brewing. Zapowiada się obiecująco, póki człowiek nie przeczyta etykiety. IPA z miodem rzepakowym? Ale jak to? Od razu przypomniały mi się przyjemne czasy piw z miodem gryczanym, ale w tym przypadku jakoś tak... no nie wiem.
Patrząc na etykietę nigdy bym nie powiedział, że to piwo z AleBrowaru. Tak to już jednak jest, że wiele browarów pozbywa się swojego znaku rozpoznawczego dla nowych serii. Artezan ma podobnie. Co do tej... jest OK. Nie rozumiem zmiany czcionki w nazwie, ale sama grafika na plus. Piwo ma kolor typowego lagera, złote, przejrzyste. Piana niska, szybko się ulotniła.
Słabo jest, co tu dużo mówić. W zapachu głównie kwiatowo (z dużym skojarzeniem miodowym/nektarowym) i może odrobiną cytrusów. Nieszczególnie intensywne, trzeba się nawąchać, aby coś wyczuć. Już nie wspomnę o tym, że z butelki zajechało mi lagerem bez ambicji.
Czytam opis chmieli i jakoś nie mogę w to uwierzyć... Ale może od początku. Konsystencja nawet spoko, jak dobry, chrupki pils. Wystarczająco wysycone, do wypicia w parę butelek podczas grilla w upalne popołudnie. Problem w tym, że nie dość, że miała to być IPA, to jeszcze jest to kooperacja z teksańskim browarem. Co dostaliśmy? Jakieś tam nuty chmielowe, głównie żywiczno-trawiaste, na bardzo wyraźnej podbudowie słodowej. Co najwyżej bym to nazwał (z braku lepszego stylu) american lagerem, a nie IPA. Gdzie jest ananas, cytryna, gruszka? Czytając metryczkę chmieli wygląda to naprawdę obiecująco. Goryczka taka se, łodygowa głównie. Dopiero finisz pokazuje zmarnowany potencjał. Czuć trochę ananasa mocno skontrowanego cytryną, ale to już za późno jak dla mnie. Szkoda. Plusem jest to, że nie jest ulepkowe, bo sam miód gdzieś się zagubił w smaku.
----------
Styl: IPA
Alk: 6%
Ekstrakt: 14%
IBU: b/d
Skład: słód jęczmienny, miód rzepakowy, chmiel (Sultana Lupulin, Calypso, Lotus Lupulin, BarthHaas Flex), drożdże USWC Chico.
Do spożycia: 23.08.2023
Też tak macie, że w grudniu wasze palce wyglądają jakbyście je pomalowali na pomarańczowo? Nie? To dziwne... Ja uwielbiam mandarynki i jak żony nie ma obok muszę sobie sam obierać je ze skórki, a że mam cholernie suchą skórę, to potem ciężko jest domyć te przebarwienia.
Dzięki Bogu piwa tak chłopaki z AleBrowaru nie potraktowali i żadnego laka nie uświadczysz na butelce, a z tego co słyszałem pomarańczy jest w tym piwie trochę. Dodatkowo Bartek pisał, że jest mocno palone, co mnie ucieszyło niezmiernie. Sprawdźmy sobie zatem czy to prawda. Tak na marginesie: w końcu piwo świąteczne, które nie jest po prostu nachmieloną IPA...
Etykieta jak zwykle ta sama, tylko z innym kolorem tła. Z jednej strony cieszy, ale po tylu latach mogliby już ją lekko odświeżyć (pozostawiając postacie oczywiście). Tego mini updateu nie liczę, który miał miejsce bodajże 2 lata temu. Piwo ma czarny kolor i jest nieprzejrzyste. Piana wysoka, dość dobrze zbita (parę większych bąbli się pojawia) i utrzymuje się całkiem dobrze w szkle.
Na początku mała konsternacja, bo oczywiście zapomniałem czym ten stout jest. Po usunięciu kapsla uderzyła mnie bowiem woń... pomarańczy, a bardziej ich skórki. Szybki recap składu i wszedł lekki facepalm, no przecież. Dalej trochę popiołu, co zapowiada raczej palonego stouta (dzięki Bogu!). O dziwo wychodzą też w tym wszystkim nuty chmielowe: tutaj limonka + odrobina żywicy.
Z ciałem panowie trafili w punkt, to im trzeba przyznać. Taka idealna, ciemna szesnastka (nie Panie Google, proszę nie wysyłać do mnie policji). Wysycenie średnie, momentami wyższe. Spokojnie nada się na wigilijny stół jak i na chłodny wieczór (np. hyhy po rowerze). Na przedzie paloność, ktoś tu musiał dość mocno przypalić słody. Mi to pasuje, nawet bardzo przyznam szczerze (trochę przypał z etykietą jednak, która ma zaznaczoną wyższą niż średnia słodycz). Dalej zest z pomarańczy i taka delikutaśna słodycz soku pomarańczowego. Ale to tak na serio na granicy autosugestii. Potem czekolada, bardziej po tej gorzkiej stronie. Goryczka w miarę długa, ale niezalegająca. Profil ma oczywiście palony. Finisz to już popiół ze skórką pomarańczy i nutą żywicy. Fajne to i zadziwiająco gładkie jak na te smaczki. Jak się ogrzeje (szczególnie pod koniec picia) skórka pomarańczy wchodzi tak mocno, że aż mam przed oczami pomarańczowe palce po maratonie obierania tegoż że owocu.
----------
Styl: Christmas Stout
Alk: 6,2% Obj.
Ekstrakt: 16% Wag.
IBU: 2/4
Skład: słód jęczmienny, chmiel (Mosaic, Sabro, HBC 472), drożdże USWC Chico, skórka pomarańczy, sok z pomarańczy.
Do spożycia: 18.11.2022
![]() |
| Coś z niczego, a jakie pyszne! |
















































