Śledź mnie na:
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą harpagan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą harpagan. Pokaż wszystkie posty


Człowiek raduje się, jak widzi browar kontraktowy przechodzący w tryb stacjonarny. Tak się stało w ten weekend z Harpaganem. Trochę trzeba będzie jeszcze poczekać na piwo wprost z Kostrzyna, ale ja już stary jestem, więc dam radę.

 


Nie wiem jak Wy, ale mi zawsze bardziej podchodziły wersje black/white IPA. Przynajmniej mogłem sobie je dobrać do własnych widzimisię. Był czas, gdy takowe praktycznie znikły z rynku (pewnie jakieś modne akurat w tym czasie style je wyparły), ale na szczęście powoli zaczęły wracać.


Dziś chwyciłem Wytrych z Harpagana, którego dostałem za kupon na ostatnich Targach Piwnych w Poznaniu. Szybki przegląd UT i lekkie zdziwienie, ludziska piszą coś o kokosie. Że niby skąd, jak, gdzie? Czuję się zaintrygowany.




Etykieta kontynuuje serię postaci harpaganowych. Chłopaki, jako nieliczni, trzymają się swojego image i szczerze mówiąc nie dziwię im się. Od początku trafili dobrze z grafikami i pomysłem. Piwo złote, wchodzące w lekki pomarańcz. Mętne, i to bardzo. Piana wysoka, ale dziurawa. Mimo tego trzyma się ścianek szkła.



Naprawdę przyjemnie to pachnie, a przede wszystkim rześko. Skórka cytryny na przedzie, potem trochę ogólnych cytrusów (jakiś grapefruit się przebija z chyba limonką) i pszenica (pewnie jej płatki pszenne pomogły). Na szarym końcu nuta kminku.


Gdyby wszystkie około-16tki (no nie otwierajcie tak oczu ze zdumienia, chodzi o ekstrakt) były tak rześkie i pijalne, to byśmy nie mieli o czym memów robić w naszym polskim krafciku. Ciałko trzymane na wodzy, wysycenie średnie do wysokiego. W smaku mega cytrusowo. Na czele zest z cytryny, potem delikatna limonka, grapefruit i trochę liczi na osłodę. Jakby się uprzeć, to pomarańczka się nawet znajdzie. Wszystko na zwiewnej podbudowie pszenicznej. Goryczka średnia, lekko albedowa. No... mogła być ciut wyższa. Na finiszu biała skórka się wybija bardziej, do tego nuty kminku jeszcze. Fajne to, naprawdę. Nie jest przesadzone, całkiem dobrze ułożone i zwiewne jak na te parametry. Czasami z takimi piwami jest problem (chodzi o dodanie jakiegokolwiek zestu), bo np. taka skórka cytryny potrafi się szybko zepsuć. W tym przypadku widać, że świeżynkę dodali.


----------


Styl: White IPA

Alk: 6,5% Obj.

Ekstrakt: 16,5% Wag.

IBU: 3/5

Skład: słód (pilzneński, pszeniczny), płatki owsiane, granulaty chmielowe, drożdże piwowarskie, skórka cytryny, kminek.

Do spożycia: 26.07.2022


Facebook Browaru


Pastry stout to dość dziwaczny twór. Z założenia ma to być gęsty, wysokoprocentowy i słodki stout, którego powinno się sączyć pół dnia. Jeżeli dobrze kojarzę, to Omnipollo jest najbardziej znane w tym stylu (i naszym regionie świata). Niestety do pastry stoutów doklejono dość kontrowersyjną łatkę... mianowicie chodzi o aromaty. No, bo przecież jak inaczej chcecie uzyskać w piwie masło orzechowe z polewą wiśniową i posypką z kruszonki.

Nie zrozumcie mnie źle, nie jestem przeciwnikiem aromatów w piwie, ALE nie mogą one przykryć kompletnej olewki samego piwowara (lub braku wiedzy i kunsztu). Browar Harpagan mówi jednak "takiego wała" aromatom. Spróbowali to zrobić po swojemu, bez sztucznych dodatków.



Kurde, podobają mi się te "wycięte" etykiety Harpagana. Jakoś tak się wydaje człowiekowi, że postarali się ciut bardziej niż reszta. No i sylwetka postaci jak zwykle na propsie. Kapsel firmowy też spoko, nawet z tym napisem. Piwo na pierwszy rzut oka czarne, ale szybko się oczy przyzwyczajają i widać brązowe odcienie. Piany nie ma praktycznie żadnej. Przy takich składnikach nie dziwi mnie to szczerze mówiąc.


Czy ten pastry stout pachnie jak ciasto? Owszem. Czy tak przesadnie, jak te wszystkie aromatyzowane wersje? Nie, i nie jest to zła rzecz. Według mnie chłopakom i tak udało się uzyskać coś naprawdę wspaniałego. Mamy tu bowiem waniliowe brownie, delikatnie przypalone z wierzchu i polane polewą cappuccino. Serio. Jedynie delikatny alkohol wskazuje, że jest to piwo, a nie jakaś wykwintna opcja deserowa kosztująca 30zł za porcję wielkości łyżeczki.

Gęste jak cholera? Jest. Gładkie? Jest. Przyjemnie pełne? Jest. Niskie wysycenie dopełnia dzieła i już na tym etapie można się ekscytować. Smakowo nie jest gorzej, a mógłbym nawet rzec, że jest lepiej. Mamy przepiękną powtórkę z aromatu: brownie w płynie (aż miałem wrażenie, że znajdę w tym roztopione cząstki czekolady), ale zamiast przypalonej skórki pojawiła się posypka kakaowa. Potem wyraźna wanilia i słodycz cappuccino. Tego ostatniego nie zdzierżę w normalnej postaci, ale tutaj wprowadza naprawdę ciekawą słodycz. W tle trochę zwykłych, kawowych nut i odrobina szlachetnego alkoholu. Goryczka średnia do niskiej. Punktowa, lekko palona. Na finiszu wychodzi więcej kawy, co czuć szczególnie po delikatnie zalegającym posmaku jej palonych ziaren. Całość jest ewidentnie słodka, ale nie brakuje tego kakaowo-palonego zacięcia, o czym dużo browarów zapomina... Wielowymiarowe piwo, bez aromatów! Czyli fit, eko czy też inne bio.

----------

Styl: Pastry Imperial Stout
Alk: 9% Obj.
Ekstrakt: 24% Wag.
IBU: 2,5/5
Skład: słody jęczmienne, słód żytni, laktoza, granulaty chmielowe, cappuccino (zawiera mleko w proszku), drożdże, laski wanilii.
Do spożycia: 01.10.2021


Znowu zaczynacie... Gdy przychodzi czas na moje ulubione piwa (czyli ciemne) to jakoś nie potraficie się ze mną zgodzić co do wyboru trunku w fejsbukowej ankiecie. Sam zagłosowałem za reprezentantem Piwoteki, ale Wy musicie mi wciskać jakieś piwa z sokiem...

Żartowałem, portery z owocami są bardzo smaczne i daleko im do szeroko pojętych "piwerek pitych słomką". Tytułowego piłem już z beczki na PTP i muszę przyznać, że mnie zauroczył. Browar Harpagan ma to do siebie, że potrafią rzucić urok na człowieka i potem to już tylko kaplica, nie uwolnisz się. 


W tym przypadku wkurzyły mnie dwie rzeczy. Pierwsza to odblaskowa etykieta, której nienawidzę (mój aparat też). Mimo naprawdę spoko grafiki psuje mi to całościowy odbiór. Druga to... ten cholerny obrusik, na którym postanowiłem zrobić zdjęcie. Dopiero na kompie zauważyłem jak się odbijał od szkła itd. Photoshop poszedł w ruch, tyle Wam powiem. Samo piwo jest czarne, nieprzejrzyste. Piana ciemno-beżowa, przypominała trochę zawiesinę przy okazji parzenia kawy sypanej. Niestety jej żywot trwał może jakieś 4 sekundy. No nic...


Nie wiem czy to moje złudne wspomnienia, ale pite na targach wydawało się być bardziej aromatyczne. Tak powalająco wręcz. Teraz... jest po prostu ok. Nic waszym nosom nie grozi, że się tak wyrażę. Czuć gorzką czekoladę, odrobinę pumpernikla i bardzo słabe owoce gdzieś w tle. Może i jest to wiśnia, ale ciężko stwierdzić. Po dość wyraźnym ogrzaniu jest lepiej. Na myśl przychodzi świąteczne ciasto czekoladowe z dżemem wiśniowym w środku (takie brownie na wypasie). Ok, ok, you've got my attention.

No tak, gęste to to jest na pewno. Przy każdym łyku czuć oblepiający ciężar, co mogłoby być jednym z głównych atutów tego piwa. Niestety jest coś, co psuje ten cały piękny obrazek: wysycenie. Jest średnie, a nawet wysokie czasami. Nie jestem fanem mocno nagazowanych porterów, a szczególnie takich deserowych. W smaku zmodyfikowana opcja nr 2 z aromatu. Ciasto czekoladowe z dżemorem wiśniowym (i momentami malinowym), ale w wersji wytrawnej, gorzkiej (a przynajmniej nie zacukrzonej jak to mają w zwyczaju być zazwyczaj portery z dodatkiem owoców). Podoba mnie się to, mimo tego, że wersja z beczki była słodsza i bardziej owocowa. W tle dopełniająca kawa, taka zwiewna i przyjemna. Goryczki tutaj raczej nie uświadczysz (może na marginalnym poziomie, bardzo delikatnie paloną). Miesza się to wszystko zbytnio z czekoladą, która o dziwo trochę ustępuje na finiszu. Na sile zyskuje kawa zbożowa, ale tak tylko trochę. Jej posmak pozostaje przez chwilę w ustach. Kurde... piwo jest inne niżeli z kranu. Owocowość zmalała znacznie, ale niekoniecznie jest to zła rzecz. Gdybym nie pił tego na PTP2018 pewnie by mi to nie przeszkadzało w ogóle, a tak trochę tęsknie za tymi dominującymi (momentami) wiśniami. 

----------

Styl: Cherry Porter
Alk: 9,5% Obj.
Ekstrakt: 24% Wag.
IBU: b/d
Skład: słód (jęczmienny, żytni), mrożone owoce wiśni, granulaty chmielowe, drożdże fermentacyjne.
Do spożycia: 01.10.2019


Jakoś mi ostatnio całkiem dobrze wchodzą "winopodobne produkty"... Jeszcze trochę i wyrobię sobie jakiś tam gust smakowy. O co to to nie! - pomyślał mój wewnętrzny piwosz Janusz. Walczę z nim ostatnio i Wy mi w tym pomagacie w pewnym sensie...

W ankiecie na fejsie aż 70% z Was wybrało Lódolfa, na niekorzyść Preparatu z Artezana. Dziwne... byłem przekonany, że mają oni więcej fanboi w internetach. Czynnik sztosowy był jednak po stronie tego pierwszego. Nie dość, że jest to wymrażane piwo to jeszcze leżakowane w beczkach po białym winie. Dodatkowo jest to kooperacja z browarem Harpagan, a Ci słyną z bardzo smacznych piw.


Haftowanych etykiet z tej konkretnej, diamentowej serii Spółdzielczego nie muszę chyba przedstawiać? Marzy mi się jeszcze kapsel firmowy z diamentem (takim samym jak na grafice) i całość można wysyłać na wszelakie konkursy "Best of Opakowania" czy cuś. Tak na marginesie to trochę śmieszki z browaru, bo jeżeli mnie pamięć nie myli poprawna nazwa wina to Sauvignon Blanc (a nie Blanck, bo tak jest na etykiecie). Co się później okazało, naklejka została przyklejona przypadkiem. Beczki są po czerwonym winie Rioja. Samo piwo jest dość ciemne. Ma głęboki, rubinowy kolor, który na pewien sposób hipnotyzuje. Nawet brak piany mi nie przeszkadza. W sumie... to przy takich parametrach i metodzie wytwarzania ciężko by ją było utrzymać.


Nie przeklinam na ramach bloga, ale tym razem jestem bardzo bliski... Jak to k%$^# wspaniale pachnie chciałoby się rzec. Wyraźny aromat śliwkowy (w postaci powideł, konfitur czyli 3x bardziej intensywny) zmieszany z rodzynkami, melasą i delikatnym miodem gryczanym. Do tego chlebek w tle i lekko szumiąca beczka. Potężnie się to zapowiada, czuć to w nozdrzach. 

Jest... gruuubooo, żeby nie napisać thick (bo za bardzo mi się to sformułowanie kojarzy z teledyskami czarnoskórych raperów). Wymrażanie zrobiło swoje i to "piwo" ma konsystencje niemalże syropu. Lepi się każdego zakątka języka, podniebienia, plomb w zębach... no wszystkiego. Wysycenie bardzo niskie, chyba tylko po to, aby chociaż trochę kojarzyło się z naszym ulubionym trunkiem. Jeżeli chodzi o smak... to ciężko tak po dwóch, trzech łykach coś napisać. Tyle tego jest. Może na początek... owoce. Jak z karabinu strzelają do nas śliwki, rodzynki, daktyle i winogrona. Te ostatnie bardzo ładnie podkreślają winne korzenie piwa co idzie idealnie w parze z wszechobecną beczką (jeszcze bardziej uwydatniającą konkretne wino, czyli wcześniej wspomniane Rioja). Szeroko pojęte bakalie też się znajdą. Wszystko na chlebowej podbudowie. Goryczka średnia, tak delikatnie wspomagana alkoholem. Ten jest przyjemny, rozgrzewający i zadziwiająco dobrze ukryty jak na taką ilość procentową. Na finiszu wino zaczyna przejmować kontrolę wraz z dębową beczką, jakby człowiek sam wgryzał się w zamoczone drewno. Chyba pierwszy raz mam takie skojarzenia w piwie. Jak dla mnie jest to najlepsza wymrażanka ze stajni Browaru Spółdzielczego, i chyba najlepsza w Polsce... Pokazuje wręcz idealnie, dlaczego warto to robić. Intensywność razy kazylion.

----------

Styl: Iced Dark Strong Ale BA
Alk: 16%
Ekstrakt: b/d
IBU: b/d
Skład: słody, chmiel, drożdże.
Do spożycia: 30.09.2019


Widzieliście kiedyś tak wielki hype, że wydawał się być większy od ego Misiewicza? Wiem, że może być ciężko, ale spróbujcie sobie to wyobrazić. Ja coś takiego zaobserwowałem po ostatnich Poznańskich Targach Piwnych. Miałem mało czasu i kompletnie olałem stragan browaru Harpagan.

Wieczorem tego samego dnia okazało się, że popełniłem wielki błąd. Internety i inne socjale zapiały z zachwytu nad kokosowym stoutem Harpagana. Miałem wyrzuty sumienia, a znajomi, którzy jeszcze przebywali na targach nie mogli mi go kupić, bo... nie było butelek. Na szczęście browar w końcu zabutelkował to co mu zostało. No chyba, że potajemnie wlali jeszcze coś do beczek na leżak. Któż to wie.


Etykiety Harpagana u niejednego craftopijcy wywołują podziw. Te detale, komiksowa kreska i niby chaos, ale tak naprawdę to przemyślany szablon tworzą bardzo fajną i unikatową etykietę. Jeszcze tylko firmowego kapsla brakuje. Piwo jest czarne, nieprzejrzyste. Piany niestety nie ma. No dobra, była jakieś 10 sekund po nalaniu.


A cóż tu się dzieje mateńko? Bucha mnie to niby-Bounty w płynie wprost w nozdrza. Aż się dziwię, że mi krew nie leci od tego buzdyganu aromatów. Kokos w gorzkiej czekoladzie w RiSie to coś wspaniałego mówię Wam. Jest też kawa, delikatna paloność i coś słodkiego. Tak jakby jakieś ciemne ciasto oblane lukrem. 

Pogłoski, jakoby było to jedno z najzajebistrzych piw tego roku okazały się... prawdziwe. Konsystencja oblepiającego kremu wchodzi tak aksamitnie, że człowiek zaczyna dosłownie bujać w obłokach. I to bez żadnych zbędnych myśli. Niskie wysycenie tylko potęguje to odczucie. A jakie to ma idealne ciałko jak na RiSa... o Jezusie Nazareński. W smaku zachodzą za to bardzo dziwne zmiany. Z początku kokos można skojarzyć z szeroko pojętym Bounty, ale bardzo szybko przeradza się on w mniej słodkie brownie szczodrze posypane kokosem. Do tego fajna dopełniająca kawa i lekka paloność. Goryczka wyraźna, ale bardzo krótka o lekko palonym profilu. Finisz podobny do reszty z tym, że delikatnie kwaskowata kawa bardziej się wybija. Jak takie cholernie przyjemne espresso. Ogólnie bardzo wyraźne, złożone i idealnie ułożone piwo. Alkoholu w ogóle nie czuć, delikatnie rozgrzewa z ukrycia. 

----------

Styl: Caribbean Imperial Stout
Alk: 8,6% Obj.
Ekstrakt: 24% Wag.
IBU: 3/5
Skład: słód (jęczmienne, żytni), wiórki kokosowe, jęczmień palony, granulaty chmielowe, kawa, drożdże.
Do spożycia: 1.12.2018




Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com