Śledź mnie na:
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Holandia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Holandia. Pokaż wszystkie posty

Holenderski browar De Molen jest w pewnym sensie taką moją grzeszną przyjemnością. Jak mam ochotę na coś naprawdę odlotowego to szukam piwa (zazwyczaj ciemnego) z ich oferty. Poprzedzam to oczywiście sprawdzeniem opinii na necie, bo nie mam wtedy za bardzo ochoty na porażkę degustacyjną.

Different and Unusual stał sobie samotnie na półce i szybkie wejście na RB potwierdziło moje przypuszczenia. Z takim składem nie może być źle. Zastanawiało mnie tylko jedno: czy owoce nie będą przesadnie dominować, ale wcześniejsze doświadczenia z tym browarem sugerowały mi, że raczej nie dojdzie do tego. Swoją drogą nie wiem czy tylko mi się tak wydaje, ale chyba ich butelki staniały ostatnio na naszym rynku.



Opisywać etykiety nie będziemy, bo nie ma co. Każdy rozpozna ich prosty "design", jeśli można go tak w ogóle nazwać. Kapsel firmowy, jak na ich pozycje w świecie piwnym przystało. Piwo już przy nalewaniu okazało się być mega gęste, a piana wysoka i ładnie zbita. Czarne jak węgiel, nieprzejrzyste. Piana brązowa, jedna z najciemniejszych jakie widziałem.


Aha, to jedno z TYCH piw. Z początku, nawet zaraz po otwarciu butelki, aromat jakoś nieszczególnie powalał intensywnością. Dopiero po ogrzaniu wychodzi charakterek. Z początku zdaje się być słodki, owocowy. Głównie czereśnie na mój nos, do tego trochę wanilii (dziwne, bo w składzie tak naprawdę są wiśnie). Bardzo szybko jednak dostaje człowiek z buta w twarz. Owy but to nic innego jak gorzka i cholernie wyraźna czekolada. Po jeszcze mocniejszym ogrzaniu wychodzą nawet przypiekane orzechy. Mmm...

Czy po takim kopniaku można się podnieść? Owszem, szczególnie jeśli pomaga Ci w tym przewyśmienitowspaniałe ciałko (tak znowu tworze własne słownictwo). Tak "grubego", gęstego i oblepiającego usta piwa nie piłem już od ładnych paru miesięcy. Do tego niskie wysycenie, trafione w punkt. W smaku... goddamn, od czego by tu... Może od wszechobecnej czekolady, gorzkawej, delikatnie muśniętej wanilią? Albo od kawy zbożowej, która wręcz idealnie komplementuje poprzedniczkę? Możemy też zacząć od posypki z popiołu, który dodaje odrobinę cierpkości. Pewnie się Wam wydaje, że przez to wszystko piwo będzie mega wytrawne? O co to to nie. Słodycz owocowa bardzo fajnie kontruje gorzką czekoladę, tutaj na czele już typowe wiśnie zatopione delikatnie w alkoholu. Nie ukrywam, że skojarzenia z winem będą tu jak najbardziej na miejscu. Co najśmieszniejsze da się też czasami wyczuć nuty cytrusowe (ale to tak na pograniczu autosugestii). Dopiero później wyczytałem, że to prawdopodobnie od chmielu Apollo. Goryczka średnia, momentami nawet niska. Profil ma lekko palony. Przechodzi to odczucie na finisz, bo tam pozostaje już tylko gorzka czekolada i popiół, który delikatnie zalega. Piękne jest to, że piwo jest cholernie dobrze ułożone i zgrane. Wszystko zdaje się do siebie pasować. Bardzo wyraźny, imperialny stout z (jak sama nazwa wskazuje) czymś innym w postaci wiśni.

----------

Styl: Imperial Stout'ish
Alk: 10,4%
Ekstrakt: 23,9°
IBU: b/d
Skład: słód (monachijski, mild, palony, czekoladowy, pils, karmelowy), płatki owsiane, chmiel Apollo, drewno cedrowe, wiśnie, drożdże.
Do spożycia: 12.03.2028


Jak człowieka dopadnie pech, to nie ma na to rady. Wziąłem sobie wczoraj z piwnicy stouta z De Molena. Jak dotąd mnie nie zawiedli w tym akurat stylu i według mnie robią jedne z lepszych stoutów w Europie. Wyciągnąłem swój super duper hipsterski kieliszek do powolnej degustacji i poszedłem na ogród zdjęcia porobić.

Najpierw szturchnąłem butelkę otwierając ją. Powiedzmy, że łyk się wylał na ziemię. Potem, podczas robienia zdjęć, trawa postanowiła zrobić ze mnie abstynenta i zwyczajnie w świecie przewróciła kieliszek na bok. Oczywiście cała zawartość poszła w glebę, ku uciesze mrówek. Mogło być gorzej... prawie się wywróciłem na posadzce wchodząc do domu. "Co jest..." pomyślałem.



Każdy, kto się chociaż trochę interesuje craftem wie jak wyglądają etykiety tego browaru. Są... specyficzne. Złośliwi mogą powiedzieć, że zrobione na odwal, ale według mnie mają swój urok... jakiś tam. Piwo jest nieprzejrzyście czarne z ładnie zbitą pianą. Nawet w tak małym szkle trzyma się ona dzielnie.


Po De Molenie nie spodziewałbym się niczego innego. Aromat dosłownie wbija w ziemię czekoladą i orzechami. W sumie to nie tak do końca czekolada... a bardziej takie kakao. Całość zlepia mocna kawa typu espresso. Cały aromat przypomina dziwacznie taką intensywną, suchą mieszankę. Nie wiem jak to może być możliwe...

Oho, i mamy pierwsze zdziwienie. Spodziewałem się bardziej cielistego trunku, a dostałem coś pokroju porteru z dolnej granicy tabelki BJCP. W sumie nie jest to nic złego, po prostu przyzwyczajony jestem do grubszych imperialnych stoutów. Wysycenie niskie, takie jak być powinno. Niby nie jest tak mocno cieliste, ale można je zaliczyć do piw deserowych. Jest aksamitne i na swój sposób oblepiające. W smaku... no kawa, dużo kawy, takiej premium w dodatku. Już widzę siebie w drogiej kawiarni popijając espresso za 25 ojro. Żarty na bok... jest naprawdę dobrze. Dopełnia ją kakao, delikatne orzechy i chyba wanilia. Całość lekko kwaskowata. Goryczka stanowcza, palona. Niby pasuje do profilu piwa, ale wyraźnie się wyróżnia od reszty o dziwo. Finisz ziarnisty, kawowy, palony. W dodatku przyjemnie zalega. De Molen nie zawodzi, dalej warzy idealne piwa deserowe do pociumkania.

----------

Styl: Coffee Imperial Stout
Alk: 10%
Ekstrakt: 23,7% Plato
IBU: 81
Skład: słód (pils, karmelowy, palony), chmiel goryczkowy Premiant, kawa, drożdże.
Do spożycia: 23.11.2022

www.brouwerijdemolen.nl

Znacie mnie (a przynajmniej większość), bo czytacie moje wpisy. Wiecie, że pijam głównie polskiego crafta i trochę się podśmiechuję widząc te wszystkie zachwyty nad "zagranicznymi klasykami". Czasami jednak mam dziwne zachcianki, w tym przypadku głównie przez Mateusza z Osowej Góry. 

Jakiś czas temu otworzył on panel degustacyjny pod świebodzińskim ratuszem i jednym z piw było Bommen & Granatem z De Molena. Zakochałem się od pierwszego łyku dlatego parę dni później kupiłem ichniego RiSa leżakowanego w beczce po bourbonie. W końcu zrobiło się zimno, a więc czas najwyższy na otwarcie sezonu powolnego cmokania i rozmyślania przy wyimaginowanym kominku.



O etykietach De Molena nie ma co się rozpisywać. Ściana tekstu nic więcej. Na pewno zabawne jest to jak traktują style, dopisek "-ish" oznacza, że bardzo frywolnie szufladkują swoje trunki. Pod lakiem widoczny jest kapsel z logo browaru. Piwo jest czarne, nieprzejrzyste. Beżowa piana dość niska, max na jeden palec. Szybko redukuje się do kożuszka, a po chwili do bardzo cienkiego pierścienia.


Za każdym razem gdy otwieram TAKI trunek uświadamiam sobie, że nie ma czegoś takiego jak intensywnie pachnące jasne piwo, nawet mocno chmielone. Możecie mi tu kopyrować ile chcecie, ale stout to styl nad style i basta. Szczerze to nawet nie wiem od czego mam zacząć... może od szlachetnej gorzkiej czekolady? A może od idealnie dopełniającej ją kawy, która przypomina świeżo zmielone ziarna z samego rana w chłodną, ale za to leniwą sobotę? No i ten alkohol... szlachetny, przyjemny i lekko słodki. To właśnie tak kojarzy mi się bourbon, jeżeli miałbym go porównywać ze zwykłą whisky. Ah! I to drewno! Wciska się pomiędzy zapaszki łącząc je w całość jak idealne spoiwo.

No, ale nie ma się co męczyć dłużej. Jeżeli piwo tak nieziemsko pachnie to nie może źle smakować, prawda? PRAWDA?! Ano, prawda. Już przy pierwszym łyku człowiek wie, że będzie cmokał cały wieczór. Konsystencja likieru lepi się do podniebienia, a niskie wysycenie nie wchodzi w drogę. Na pierwszym planie bourbon, ale taki przyjemny i słodki. Nie góruje nad resztą i bardzo fajnie łączy się z gorzką czekoladą i ziarnami kawy, które pomagają mu się zaaklimatyzować w naszych przełykach. Do tego wanilia, ciemne owoce (tutaj głównie jeżyny przychodzą mi do głowy) i pewnego rodzaju palone słody. Z tym, że jakoś tak bardziej przypominają spalone drewno (efekt beczki?). Goryczka marginalna, palona. Już bardziej czuć lekkie ukłucie szlachetnego alkoholu. Finisz palony, z wyraźniejszą kawą i zadziwiająco przyjemnie zalegającą gorzką czekoladą. Jezus Maria jakie to dobre. Sezon na powolne sączenie przy kominku zaczął się w tym roku iście wybitnie.

----------

Styl: Bourbon Barrel Aged Russian Imperial Stout
Alk: 10,7% Obj.
Ekstrakt: 24°
IBU: b/d
Skład: słód (pils, karmelowy, czekoladowy, palony, brown lekko palony), chmiel (Saaz, Columbus), drożdże.
Do spożycia: 21.12.2041


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com