Dziwną rzecz zauważyłem od jakiegoś czasu. Ochota na piwo wzrasta u mnie przy niskich temperaturach. Powinno być chyba na odwrót, co nie? W końcu to latem człowiek myśli tylko o zimnym browarku przy grillu.
Zapewne jest to związane z tym, że od zawsze wolałem piwa ciemne, szczególnie stouty. Przy dzisiejszym "zapejstrowaniu" rynku trzeba się nieźle naszukać, aby znaleźć coś klasycznego. Nawet słodkie style jak np. mleczny stout można ze świecą szukać. I tak wiem, że zaraz mi tu ludki z Warszawy lub Wrocka napiszą, że u nich to nie problem... Pamiętajcie, że większość z nas żyje w miastach od 30k do 100k i nie ma takiego wyboru. Dlatego cieszy mnie niezmiernie gdy widzę w Lidlaczu takie smaczki jak dziś.
Etykieta Browaru Za Miastem należy do tych przyjemnie schludnych, że tak się wyrażę. Ładna grafika na białym tle, bez niepotrzebnego wypełnienia jej medalami czy też innymi pierdołami. Fajnie to by na puszce wyglądało. Piwo jest ciemne, prawie, że czarne. Widać jakieś tam odcienie brązu jak się człowiek dobrze przypatrzy. Piana dość wysoka i zbita. Żywot ma średni.
Klasyczny aromat kawy zbożowej z domieszką delikatnie mlecznej czekolady. Cholernie przyjemny, bez przesadnej kwaskowatości czy też słodkości. Coś mi mówi, że będzie to pięknie ułożona kompozycja. Dajcie się mu jednak ogrzać, wtedy będziecie mieć co wąchać godzinami.
Po pierwszym łyku morda mi się zaczęła uśmiechać, bo człowiek w końcu zaczyna pić piwa idealne do aury pogodowej. I to nie muszą być przecież jakieś grubasy imperialne. Słodkie Lenistwo jest gładkie i na swój sposób gęste (jak na te 16º ekstraktu oczywiście). Do tego średnie wysycenie i mamy wieczorny trunek pod kominek. Na pierwszym planie kawa, ale tym razem nie zbożowa. Już tak bardziej zajeżdża zmieloną z ekspresu. Nie wiem jakiej użyli dokładnie, ale zdaje mi się, że wyczuwam w niej nuty ciemnych owoców. Do tego czekolada, trochę gorzka, a trochę nie. Może to dlatego, że zdaje się być idealnie połączona z przypiekanymi słodami. Słodycz gdzieś w tle, taka trochę mleczno-tofii. Właśnie taki profil smakowy wolę w milk stoutach, mniej słodki. Goryczka niska, bardzo krótka. Na finiszu wybija się kwaskowatość kawy, co fajnie zakańcza każdy łyk. Cholernie dobry stout, lepszy z każdym kolejnym podniesieniem szkła.
----------
Styl: Milk Stout z kawą
Alk: 5,8%
Ekstrakt: 16º
IBU: b/d
Skład: słody jęczmienne, laktoza, płatki owsiane, drożdże S-04, chmiele, kawa ziarnista arabica.
Do spożycia: 08.02.2023
Dziwna sprawa... po tej całej Rapha500 zachciało mi się znowu zabierać piwo na rower. Ba, nawet aparat rzucam na plecy wtedy. Mam taką małą torbę na plecy do tego (szkoda aparat na rower pakować), ale muszę chyba to jakoś inaczej ogarnąć.
Też tak macie, że w grudniu wasze palce wyglądają jakbyście je pomalowali na pomarańczowo? Nie? To dziwne... Ja uwielbiam mandarynki i jak żony nie ma obok muszę sobie sam obierać je ze skórki, a że mam cholernie suchą skórę, to potem ciężko jest domyć te przebarwienia.
Dzięki Bogu piwa tak chłopaki z AleBrowaru nie potraktowali i żadnego laka nie uświadczysz na butelce, a z tego co słyszałem pomarańczy jest w tym piwie trochę. Dodatkowo Bartek pisał, że jest mocno palone, co mnie ucieszyło niezmiernie. Sprawdźmy sobie zatem czy to prawda. Tak na marginesie: w końcu piwo świąteczne, które nie jest po prostu nachmieloną IPA...
Etykieta jak zwykle ta sama, tylko z innym kolorem tła. Z jednej strony cieszy, ale po tylu latach mogliby już ją lekko odświeżyć (pozostawiając postacie oczywiście). Tego mini updateu nie liczę, który miał miejsce bodajże 2 lata temu. Piwo ma czarny kolor i jest nieprzejrzyste. Piana wysoka, dość dobrze zbita (parę większych bąbli się pojawia) i utrzymuje się całkiem dobrze w szkle.
Na początku mała konsternacja, bo oczywiście zapomniałem czym ten stout jest. Po usunięciu kapsla uderzyła mnie bowiem woń... pomarańczy, a bardziej ich skórki. Szybki recap składu i wszedł lekki facepalm, no przecież. Dalej trochę popiołu, co zapowiada raczej palonego stouta (dzięki Bogu!). O dziwo wychodzą też w tym wszystkim nuty chmielowe: tutaj limonka + odrobina żywicy.
Z ciałem panowie trafili w punkt, to im trzeba przyznać. Taka idealna, ciemna szesnastka (nie Panie Google, proszę nie wysyłać do mnie policji). Wysycenie średnie, momentami wyższe. Spokojnie nada się na wigilijny stół jak i na chłodny wieczór (np. hyhy po rowerze). Na przedzie paloność, ktoś tu musiał dość mocno przypalić słody. Mi to pasuje, nawet bardzo przyznam szczerze (trochę przypał z etykietą jednak, która ma zaznaczoną wyższą niż średnia słodycz). Dalej zest z pomarańczy i taka delikutaśna słodycz soku pomarańczowego. Ale to tak na serio na granicy autosugestii. Potem czekolada, bardziej po tej gorzkiej stronie. Goryczka w miarę długa, ale niezalegająca. Profil ma oczywiście palony. Finisz to już popiół ze skórką pomarańczy i nutą żywicy. Fajne to i zadziwiająco gładkie jak na te smaczki. Jak się ogrzeje (szczególnie pod koniec picia) skórka pomarańczy wchodzi tak mocno, że aż mam przed oczami pomarańczowe palce po maratonie obierania tegoż że owocu.
----------
Styl: Christmas Stout
Alk: 6,2% Obj.
Ekstrakt: 16% Wag.
IBU: 2/4
Skład: słód jęczmienny, chmiel (Mosaic, Sabro, HBC 472), drożdże USWC Chico, skórka pomarańczy, sok z pomarańczy.
Do spożycia: 18.11.2022
W polskim crafcie eventów, czy też "super sztosowych akcji" nie brakuje. Problem w tym, że w dużej mierze kończy się zazwyczaj na hajpie. Podobnie było i w tym przypadku, choć większość była pewna, że Pincie się uda. W końcu nie każdy browar otwiera swój "podbrowar" tylko i wyłącznie dla barrel ageów.
Akcja informacyjna była zrobiona z rozmachem. O tajemniczej beczce, którą od nich dostałem możecie przeczytać TUTAJ. Trochę minęło czasu zanim otworzyłem pierwszą butelkę z zestawu, ale takich rzeczy nie pija się tak o. Akurat miałem kryzys craftowy, a więc co innego jak nie pintowe sztosiwo mogło mnie spowrotem wciągnąć do świata piwa?
Etykieta na szorstkim papierze wręcz krzyczy "jestem specjalna!". Grafiki też, wyjątkowe i bardzo ładnie zaprojektowane. Niestety jedna rzecz mi się nie podoba: proporcja tekstu to tejże grafiki. Napisy są za duże jak na mój gust. Piwo okazało się być czarne, nieprzejrzyste. Przy tym ekstrakcie to nie powinno dziwić. Tak samo jak to, że piany praktycznie nie było.
Normalnie to bym użył potocznie obraźliwego zwrotu, ale wiadomo... blog o piwie musi być family friendly. Soczyste "o ku..." samo wychodzi z ust przy otwarciu butelki. Dlaczego? Bo tak mocno człowiek dostaje aromatem, bez nachylania się nad butelką. CZE KO LA DA, gorzka, wrzucona do pieca i spalona na wiór. Boże jak to pięknie pachnie. Do tego beczkowe nuty i odrobina wanilii. Jak to mawia moja żona: masakra.
Spodziewałem się gęstości, bo przecież oczy nie kłamią przy nalewaniu, ale... cholera nie aż takiej. Jeżeli mam być z Wami szczery to chyba nie piłem jeszcze bardziej gęstego piwa, a przecież wliczyć można w to grono wymrażanki z Browaru Spółdzielczego. Smoła? Jak najbardziej. Oblepia przełyk jak melasa przy czym jest wyczuwalnie nasycone (lekko, ale zawsze). Dziwne uczucie muszę przyznać. Gorzka czekolada nadal wiedzie prym, wraz z kakao, palonością na granicy przesadyzmu (czyli tą najlepszą) i nieprzesadzoną kontrą w postaci lukrecji i wanilii. Beczka mocno w tle tym razem. Goryczka... zadziwiająco wyraźna. Pasuje jednak do ekstremum, jakim jest to piwo. Profil oczywiście palony. Finisz to już wióry kakaowe z dopełniającym espresso. Alkohol średnio schowany, ale przy tym woltażu ciężko byłoby go ukryć. Nie jest jednak jakiś zły... ot taki bourbonowo-rudawy. Czy warto je leżakować? Może tylko przez ten alkohol. Miejcie jednak na uwadze, że on sam wnosi ciekawe doznania przez swoją obecność. Masakryczne piwo. Jak tak dalej będzie to beczkowy odłam Pinty będzie jak ta "truskawka na torcie" polskiego craftu.
----------
Styl: Imperial Stout Bourbon BA
Alk: 15%
Ekstrakt: 35° BLG
IBU: b/d
Skład: słód (Pale Ale, Monachijski, Crystal, Caraamber, Chocolate, Black Malt, Pale Chocolate), palony jęczmień, maltodekstryna, chmiel Columbus, drożdże US-05.
Do spożycia: 17.06.2023
Jakiż to piękny dzień mieliśmy. Nie dość, że Międzynarodowy Dzień Stoutu to jeszcze w moje ręce trafiła książka Jurka z bloga Jerry Brewery. Męczył się nad nią od dłuższego czasu. Zamknął się w domu i zapomniał o blogowaniu w dodatku. Efekt? Po przekartkowaniu mogę ze spokojem stwierdzić, że będzie to mocna pozycja na polskim rynku piwnych publikacji.
Polazłem do piwnicy po coś specjalnego na te okazje (w sumie to dwie) - szukałem stoutu. Byłem wcześniej w sklepie osiedlowym (jedynym, prawdziwie craftowym w mieście) i nie mieli ani jednego... same pastry sour i IPA. Masakra, listopad mamy ludzie. Dlatego musiałem sięgnąć po drastyczne środki - leżakowanego RiSa z Pinty, jakiś rok po terminie już.
Kurde... jakoś za bardzo przypadła mi do gustu ta etykieta. Kontrast niebieskiej nazwy do reszty szczególnie. W dodatku jest to jeszcze "stara szkoła" graficzna Pinty. Piwo jest czarne, nieprzejrzyste. Już przy nalewaniu widać, że będzie gęsto. Piana niska z dużymi bąblami (nie mylić z bąbelkami). Dość szybko zanika, ale po terminie to nie dziwi.
Pięknie to pachnie. Praliny w miodzie, posypka z gorzkiej czekolady, wanilia. W tle lekka beczka, przyjemny, słodki, bourbonowy alkohol i, jak się człowiek wysili, nuta ciemnych owoców (raczej głównie wiśni). Mógłbym to wąchać codziennie, w sumie ktoś mógłby zrobić olejek do brody o takim zapachu, o!
W ustach fajnie oblepiające, gęste jak cholera. Nie pozwala wziąć za dużego łyku, wymusza wręcz powolne ciumkanie. Wysycenie niskie, pasuje idealnie. Jeżeli wierzyć opisom ludzi przy premierze, to musiało zelżeć przez leżakowanie. W smaku pyszna, stoutowa bomba. Z początku mocno wytrawne: czekolada, która przechodzi momentami w naprawdę gorzkie kakao, palone słody i kawę zbożową. W kontrze wanilia, słodki (bourbonowy) alkohol i naprawdę delikatne wiśnie. A co powiecie na biszkoptowe nuty w tym wszystkim? Bo są i leżą jak ulał w tej kompozycji. Goryczka niska, palona. Taka "truskawka na torcie". Finisz już wyłącznie gorzki. Czekolada 95% i delikatna nuta migdałów o dziwo. Cały czas wyczuwalny, bardzo przyjemny w odbiorze i rozgrzewający alkohol. Pięknie to się ułożyło, chociaż nie wiem jakie było świeże szczerze mówiąc.
----------
Styl: Rusian Imperial Stout BA
Alk: 12,5% Obj.
Ekstrakt: 30°
IBU: b/d
Skład: słód (Pale Ale, Monachijski typ II, Crystal 150, Dark Crystal, Black, Chocolate, Pale Chocolate), jęczmień palony, chmiel (Columbus, Fuggles), drożdżeFermentis SafAle US-05.
Do spożycia: 17.09.2020
Z browarami restauracyjnymi/regionalnymi to jest różnie zazwyczaj. Starzy wyjadacze wiedzą jaka kiedyś była wojenka z niektórymi. Po trochu same sobie były winne te browary, bo warzyły bardzo słabe piwa, mające robić tylko za dodatek do kuchni. To się zmieniło i jednym z najlepszych przykładów jest Brofaktura.
Pomijam fakt, że boją się social mediów (na FB coś tam klepią), bo piwa w butelkach mają naprawdę dobre (łącznie z klasykami). Dzisiaj sprawdzimy sobie ich grubego milk stouta po beczce. Trochę już u mnie leżał w piwnicy muszę przyznać...
Klasyczna butelka, która w Polsce kojarzy się z tym lepszym segmentem piw i prosta etykieta. Zalakowany kapsel tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że nienawidzę tego rozwiązania... Piwo czarne, nieprzejrzyste. Piana niska i bardzo mizerna. Przy piwach leżakowanych (i z większą ilością alko) nie ma co się czepiać jednak.
Nie kłamali w opisie, to im muszę przyznać. Na pierwszym planie w aromacie tona wanilii, mlecznej słodyczy, czekolady i dopełniającej kawy zbożowej. Żona stwierdziła, że praktycznie sama kawa (no i piwsko, jak to ona zazwyczaj mówi).
Mmm, gładziutkie, oblepiające. Wręcz idealne po zmarznięciu leśno-rowerowym. Wysycenie niskie. Trochę się smaczki pozamieniały kolejnością, bo na przedzie mamy kawę z cukrem, potem dopiero laktoza i wanilia. Nawet się cieszę, że paloność wygrała to starcie, ale trochę za dużo tej ogólnej słodyczy jak dla mnie. Nie zrozumcie mnie źle, jak na styl jest całkiem przyzwoicie. Ulepek to to nie jest, a to najważniejsze. Po prostu lubię, jak nawet w mlecznym stoucie coś mocnego się w kontrze pojawi. Goryczka średnia, palona. Na finiszu mniej słodyczy, a więcej palonych ziaren kawy (i co za tym idzie kwaskowatości). Jak na tę pogodę jak znalazł, ale przy cieplejszym wieczorze byłoby ciężko.
----------
Styl: Imperial Vanilla Coffee Milk Stout BA
Alk: 8,2%
Ekstrakt: 26°
IBU: b/d
Skład: słód jęczmienny, płatki owsiane, laktoza, kawa mexico shg ep ucipa el trunfo, wanilia, drożdże.
Do spożycia: 30.03.2021
Pintowy konkurs dla piwowarów domowych zna już chyba każdy, kto interesuje się chociaż trochę polskim krafcikiem. A już na pewno wszyscy, którzy warzą piwo w domu. Kto by nie chciał, aby jego piwo pojawiło się w Lidlu?
Niedługo rusza druga edycja, a my sprawdzimy sobie dzisiaj ostatnie piwo z pierwszej serii, jakże bliskie moim osobistym upodobaniom craftowym. Stoutową jesieniarą może zostać każdy, a pogoda jak najbardziej temu sprzyja.
Etykieta konkursowa jest prosta, ale nawiązuje do samego konkursu fermentorem na grafice. Piwo ma ciemnobrązowy kolor i widocznie mętne (jak na milk stout przystało). Niestety piana ledwo co się tworzy i szybko pęka.
Aromat tak trochę średnio zwiastuje milk stouta. Na przedzie mamy bowiem zbożową kawusię, czekoladę i moooże trochę laktozy. Mi to pasi bardzo, uwielbiam takie klimaty. Całość utrzymuje się też zaskakująco długo.
Fajne to. Lekkie na swój sposób, ale też nie wodniste. Płatki owsiane zdziałały cuda. Protip: dajcie mu się ogrzać. Takie od razu z lodówki traci naprawdę dużo. Wysycenie średnie do wysokiego momentami. Na pierwszym planie znowu mamy kawę zbożową, taką naprawdę przyjemną i zwiewną. Zaraz po mleczna czekolada, która wywyższa się czasami przypominając, że to przecież ona powinna być głównym bohaterem. Mi akurat nie przeszkadza, że jest na drugim miejscu, ale pewnie się puryści kraftowi przyczepią (możecie ich lamenty olać, ja to zrobiłem). W tle trochę palonych, ale nader wyraźnych słodów. Goryczka średnia, lekko palona. Na finiszu kwaskowata kawa. Proste, ale za to jakie przyjemne piwo.
----------
Styl: Milk Stout
Alk: 4,5% Obj.
Ekstrakt: 14 BLG
IBU: b/d
Skład: słód (pilzneński, monachijski jasny, czekoladowy, karmelowy ciemny, pale chocolate), płatki owsiane; laktoza, chmiel Marynka, drożdże SafAle S-04.
Do spożycia: 27.05.2022
Życie bywa zabawne czasami. Zamówiłem sobie to piwo ze sklepu internetowego. Za własne, jakże ciężko zarobione złotówki. Minął dzień i pod moimi drzwiami pojawiła się paczka od Piwojada z wersją leżakowaną w beczkach. Zostawimy sobie ją na później.
Dzisiaj obczaimy potrójną podstawkę. Oryginał macie tutaj, nie będę ukrywał, że zachwycił mnie te parę lat temu. Nawet napisałem wtedy, że wersja imperialna wyrwałaby z butów... czy tak będzie? Sprawdźmy.
Etykieta cholernie specyficzna i zarazem wybitna. Tekstura papieru, grafika, minimalizm. No lepiej tego nie mogli zrobić. Trzeba też nadmienić, że dedykowane szkło jest przecudne (jak zwykle u nich). Tak się robi szklany marketing drogie browary, a nie chlaś plaś logo na dildo glass i po robocie. Piwo jest czorne jak wyngiel i wygląda na dość gęste. Piany mało. Znika też w zastraszającym tempie. Przy takim wolumenie można, a nawet trzeba jej wybaczyć.
I już na wstępie zaczynają się problemy. Aromat prosty, ale przyjemny. Ot takie zwyczajne-niezwyczajne połączenie kakao i kawy z delikatnym alkoholem w tle. Niestety jest go tyle, co kot napłakał. Człowiek patrzy na te parametry i spodziewa się czegoś mocniejszego jednak...
Jebs! Prosto w mordę za herezje dostałem. Aż mną wstrzęsło. Tak gęstego piwa nie piłem już... parę niedziel co najmniej. Zostawia nawet widoczny ślad na szkle, tak grubaśne jest. Wysycenie niskie, dobrze wpasowane w ciałko. Nie no nie mogę przestać się dziwić temu, jak to się przykleja do wszystkiego, łącznie z przełykiem. Smakowo bardziej po tej wytrawnej stronie, ale słodyczy też momentami nie brakuje. Jest kakao, potem kawa i mus czekoladowy. Dalej słodycz, raczej od laktozy i alkohol, na szczęście przyjemny i rozgrzewający. Dziwne, bo ma takie trochę waniliowe zacięcie, jakby z jakiejś beczki był czy cuś (a to przecież jest zwykła wersja tego piwa). Goryczka? Proszę Was. Coś tam jest gdzieś hen daleko, ale nie o nią w tym piwie chodzi. Finisz palony z kawą zbożową i delikatnymi orzechowymi nutami. I znowu alkohol jakże przyjemnie rozgrzewający. Dobre, nawet bardzo. Przez ilość procentów jednak skojarzenia z muffinkami zanikają niestety. W sumie z ciekawości wrzuciłbym na leżak, aby zobaczyć co się stanie. Tylko muszę gdzieś dorwać kolejną butelkę...
----------
Styl: Imperial Stout
Alk: 10,8% Obj.
Ekstrakt: 30° Plato
IBU: b/d
Skład: słód (jęczmienny, żytni, palony), płatki owsiane, laktoza, prażone ziarna kakaowca, chmiel, drożdże.
Do spożycia: 08.03.2024
Jakoś tak mało na blogu pojawia się zagranicznych piw. Jak z tego żartu o polskiej piwnej blogosferze: "Zagranica? A tak znam znam. Anchor i Mikkeller przecież!" A tak na serio zwyczajnie w świecie mamy za dużo dobroci u nas nad Wisłą. Zagramanice to można sobie jakąś porządną raz na ruski rok kupić dla przyjemności.
Z tym, jakże kultowym piwem była trochę zgoła inna historia. Znajomi akurat siedzieli w pubie Mikkellera i mi kupili, wraz ze szkłem, które uwielbiam (widoczne np. tutaj). Przeleżało trochę... jakieś 8 miesięcy w piwnicy. Nic się mu raczej nie stało...
Etykieta mikkellerowa, z tym ich rozpoznawalnym na pół świata panopkiem. Mają swój styl graficzny, która jakoś tak dziwnie mi się podoba. Szkoda tylko, że naklejają etykiety na odpier... no. Piwo czarne, chociaż jak się przyjrzy człowiek dobrze, to zauważy jakieś brązowe refleksy. Piana szybko redukuje się na wysokość jednego palca i potem dość długo się tak utrzymuje.
Chciałoby się pohejtować zagraniczny znany browar, ale się nie da w tym przypadku. Aromaciks wbija w ziemię, mimo średnio intensywnego przywalenia w nos. Jest tu wszystko: od przypalanych słodów i lekko spalonego karmelu po kakao, ciemną czekoladę i kawę zbożową. Utrzymuje się to wszystko do ostatniego łyku, co jest jeszcze bardziej zadziwiające.
Oprócz przyjemnego ciałka (ale nie aż tak pełnego) i dość wysokiego nagazowania (to mogłoby być ciut niższe) czuć w ustach coś jeszcze... jakby jakaś pochodna smaków wpływała na teksturę piwa i nie mam na myśli tu "gładkości" czy innych takich. Trochę podobne odczucie jak przy gorzkiej czekoladzie minimum 80%. Musicie sami wypić, aby się przekonać o co mi chodzi. W smaku znowu wbicie butem w ziemię, z dodaniem kolanka na plery co by się człowiek za szybko nie podniósł. Na przedzie gorzkawo: kakao, (s)palone słody, ciemna czekolada. Pośrodku lukrecja, która nie mogła sobie znaleźć lepszego miejsca według mnie i trochę, ale to tak naprawdę trochę śliwki. Po ogrzaniu wychodzi też delikatny karmel, ale z zacięciem spalenizny (na plus). Goryczka subtelna, gdzieś tam się kręci pomiędzy tym wszystkim. Na finiszu wychodzi spalony owies i cholernie przyjemna, czarna jak węgiel kawa z fajnie zalegającym kwaskiem. Pięknie złożone jest to piwo, nie zapomnę go nigdy. Szczególnie po tym, że mimo dominacji wytrawnej części słodycz, która gdzieś tam się przebija jest wystarczająca, przynajmniej dla mnie.
----------
Styl: Oatmeal Coffee Stout
Alk: 7,5%
Ekstrakt: b/d
IBU: b/d
Skład: słód (pils, owies, wędzony, caramunich, brązowy, czekoladowy), prażony jęczmień, płatki owsiane, chmiel (Centennial, Cascade), kawa, drożdże.
Do spożycia: 02.10.23
Odkryłem ostatnio bardzo niepokojącą rzecz. Mianowicie oprócz przyciągających oko etykiet, mój portfel uszczuplają też... puszki. Przychylniej patrzę na piwo w amelinium niżeli w butelce. To nie jest zgodne z Duchem Craftu do jasnej cholery!
Ale na serio, wolę puszki. Są ładniejsze i wygodniejsze. Tylko pytanie brzmi: kupilibyście Imperatora z Pinty w puszce? Jakiś taki niesmak jest nawet na samą myśl, co nie? Swoją drogą mam obie tegoroczne wersje, pewnie je otworzę za jakieś pół roku... Ale o czym my tutaj... aaa tak, Birbant i ich najnowsze, ciężkie dziecko.
Birbant potrafił odnaleźć się w nowych realiach graficznych jak mało kto. Każda ich puszka wygląda zajebiście. No popatrzcie tylko na tę grafikę i otoczkę (zastosowanie mixu matowego tła i odblaskowego). Co prawda sam papier przyciąga odciski palców jak magnes, no ale tak to już jest. Piwo jest czarne, nieprzejrzyste. Piana z początku wysoka i drobna, szybko redukuje się do kożucha z bardzo porządnym lacingiem na ściankach.
Mimo uwalonych palców smarem (i węglem w dodatku) czuć wyraźnie, że Nocturna nie będzie owijać w bawełnę. Kontrastowo do drugiego piwa z tej serii. Co zabawne, na pierwszym planie czuć przyjemną czekoladę, lekko mleczną i kokos. Kawa pojawia się dopiero gdzieś w tyle, przyjemnie komplementując całość.
Nooo, tutaj czuć ciałko mimo już trochę passe 24,5° Plato. Fajnie oblepia przełyk i jest dość nisko wysycone. Powtórki z aromatu nie ma, bo kawa przejmuje pałeczkę. Jest wyraźna, ale nieinwazyjna w smaku. Zdaje się być średnio palona i może delikatnie owocowa. Wróćmy jednak do piwa, bo tam grasuje czekolada, tym razem gorzka i kokos. Szczerze to dziwię się mocno, że udało im się z niego tyle wycisnąć bez aromatów. Po ogrzaniu wchodzi dość dużo palonych słodów, co mnie uradowało niezmiernie. Goryczka średnia, raczej krótka i delikatnie ziołowa. Na finiszu głównie palone ziarna kawy i raz po raz uderzenia gorzkiej czekolady. No nie jest to słodka końcówka, to temu piwu trzeba przyznać. Takie przyjemne "z buta w twarz" na koniec można powiedzieć. Ogólnie całość nie jest jakoś masakrycznie zacukrzona. Jak dla mnie balans został zachowany idealnie.
----------
Styl: Imperial Stout with Coffee and Coconut
Alk: 10,2% Obj.
Ekstrakt: 24,5° Plato
IBU: 3/6
Skład: słód (pale ale, czekoladowy, pszeniczny, cafe, cafe light, black, maltodekstryna: pszeniczny), płatki owsiane, laktoza, chmiel, kawa Kyoto Mexico Finca El Olmo, kokos, drożdże.
Data rozlewu: 18.11.2020
Karma czuwa, pamiętajcie. Nie będę owijał w bawełnę: miałem już gotową wersję roboczą wpisu o podstawowej wersji tego piwa - Nitro Beans. Sęk w tym, że była to dobra kawa wymrażana, a nie piwo. Biłem się z myślami, bo w końcu znam ich trochę...
Wtem! Szpunt ogłosił wersję imperialną. Pomyślałem sobie, że tym razem mogło im to wyjść. W końcu imperialny stout powinien się spokojnie przebić przez coldbrew, które samo w sobie lubi dominować. Czy tak jest naprawdę? Sprawdzę sobie przy okazji składania dość felernego modelu gunpla...
Etykieta "pomazana" i w dodatku mieniąca się wszystkimi kolorami tęczy. Przy Szpuncie oznacza to zazwyczaj piwo specjalne, "lepsiejsze". Stout z speciality kawą raczej się do tego grona zalicza, co nie? Jest czarne, według mnie bez przebłysków. Piana ładnie zbita i wysoka. Niestety szybko się redukuje do dość sporego kożucha.
Pachnie naprawdę spoko. Może i średnio piwnie, ale bardzo kawowo. ColdBrew pełną gębą przy wyraźnych palonych ziarnach z lekką nutą ciemnych owoców (jeżyny). Po ogrzaniu dochodzi czekoladka, raczej mleczna. Jak nie próbowaliście nigdy kawy na zimno to polecam, kompletnie inne doznania smakowe.
Problem z wersji podstawowej znikł na szczęście. Jest ciałko, wystarczające. Trochę niskie jak na tyle Plato, ale sam dodatek kawy robi swoje przecież. Wysycenie średnie, pasuje. Ogólnie gładkie w teksturze, zapewne przez płatki owsiane. W smaku dość dziwaczne (ale w pozytywnym sensie) połączenie kawy z piwem. Zazwyczaj w stoutach mamy całość jako jedną paczkę, nawet w tych gdzie kawa była dodawana oddzielnie. Tu jest inaczej, czuć coldbrew i czuć też samego stouta. Pięknie się miksują, jak pierwsza w życiu łycha z colą na domówce w czasach liceum (you know you know). Sama kawa przeważa, ale nie tak jak w podstawce. Spokojnie można wyczuć czekoladę deserową, palony słód i delikatne orzechy (ale one chyba bardziej od kawy pochodzą, razem z jeżynami). Goryczka nawet jakaś jest, palona lekko i średnia w mocy. Finisz zmienia profil piwa na wytrawny i jest głównie kawowy, z taką specyficzną kwaskowatością na końcu języka. Fajnie się to pije, najlepsze jest to, że całość nie jest ani za słodka, ani karmelowa. Dopiero pod koniec człowiek uświadamia sobie, że to nie jest coldbrew, a piwo z 9,5% alkoholu... Przed zawodami rowerowymi mogłoby to być samobójstwo raczej (mam w zwyczaju pić coldbrew/kawę przed). Jeszcze jedno na koniec... nie jest to RiS. Wiele osób tak próbuje oceniać w necie to piwo. Dla mnie jest to porządny stout z porządną kawą.
----------
Styl: Nitro Cold Brew Imperial Stout
Alk: 9,5% Obj.
Ekstrakt: 26° Plato
IBU: b/d
Skład: słód (jęczmienne, owsiane, karmelowe), płatki owsiane, kawa cold brew Boliwia Kusillo Red Caturra, chmiele, drożdże.
Do spożycia: 09.11.2022
Znalazłem sobie nowe hobby... składanie modelów Gundam (tzw. Gunpla). Od dawna o tym myślałem, bo pasuje to idealnie do mojego zbieractwa (np. figurek POP). Poziom skomplikowania poszczególnych modeli może doprowadzić do bólu głowy, ale ja tam lubię takie rzeczy (składanie, a nie ból głowy...).
Do zakupu pierwszego przekonał mnie Michał swoim postem (ooo tutaj). Dzisiaj zacząłem składać już swój drugi, większy, klasy MG (więcej szczegółów, części, w skali 1:100). Piwo do tego jest jak najbardziej wskazane. Szczególnie, że w jeden dzień nie da się tego zrobić (kręgosłup już nie ten co kiedyś). Akurat walała mi się w piwnicy butelka z browaru, o którego istnieniu nie miałem zielonego pojęcia. Czy Karczewski zaskoczy mnie tak samo pozytywnie, jak model F91 Gundam ver 2.0?
Etykieta przypomina mi trochę te z dawnych browarów regionalnych, nie wiem tylko dokładnie dlaczego. Nie wyróżnia się niczym i jest wręcz nijaka. Piwo pochodzi z serii "Łączymy pasje", o której więcej tutaj. Kolor ma raczej czarny, ale można wymusić na nim rubinowe refleksy o dziwo. Piany... nie ma, mimo dość burzliwego nalewania. Nie wróży to dobrze...
Pachnie to trochę, jak taki pierwszy stoucik. Wiecie na pewno o co mi chodzi... któż nie pamięta swojego pierwszego, zapewne regionalnego stouta w życiu? Taka paloność słodowa, kawa zbożowa i delikatne warzywa gotowane. Te ostatnie w ogóle mi nie przeszkadzają, głównie przez sentyment do "tego pierwszego razu" z craftem ciemnym.
W ustach niemiłe zaskoczenie. Gładkość (płatki owsiane się postarały) opisana na etykiecie traci na wartości przez praktycznie zerowe wysycenie. Szkoda, bo ciałka jest trochę, a tak to Pisarz momentami zdaje się być zwyczajnie w świecie wodnisty. W smaku nadrabia palonością i przyjemnie gorzką kawą. Gdzieś w tle pojawia się też ohydna słodycz... taka najprostsza, karmelowa. Za cholerę nie pasuje do profilu piwa. Nic poza tym nie ma. Nawet goryczka jest marginalna, a finisz to głównie kawowa cierpkość. Dobra podstawa do kawowego stouta. Niestety przez niedociągnięcia przypomina mi o drugiej, częstej przypadłości regionalnych browarów: nijakości i warzeniu na odpie... no.
----------
Styl: Oatmeal Stout
Alk: 6,2% Obj.
Ekstrakt: 15% Wag.
IBU: b/d
Skład: słód (pilzeński, monachijski, karmelowy 600 EBC, czekoladowy 1200 EBC), płatki owsiane, jęczmień palony, chmiel (Magnum, Styrian Goldings), drożdże US-05.
Do spożycia: 13.05.2021
Jak to jest, że od paru lat, rok w rok mam jakieś przeboje w okresie świątecznym? Ostatnio latałem za dentystą jak szalony. Teraz... jakieś kwarantanny wymyślili. Najgorsze jest to, że mnie zrzucili z podium rywalizacji rowerowej (na ilość KM) w pracy przez to. Jak żyć?
No jak to jak? Usuwając backlog wpisów na blogu. Heroda z Artezana piłem jakoś na początku grudnia chyba, bo pierniki robiliśmy wtedy. Darowana jest to wersja, bo browar zrobił (bodajże jako pierwszy) paczki świąteczne dla blogerów. Do wersji sprzed 3 lat miałem wąty z tego co pamiętam, jak będzie tym razem?
Przy pierwszym niuchu wchodzi, i to w podbitych butach, kakaowiec. Gorzki, sypki i bez litości. Tak, jakby moje zmysły odzwyczaiły się od tego przez te wszystkie pastry-srejstri. Dopełnieniem jest przyjemna paloność i odrobina mlecznej czekolady gdzieś w tle. Zapowiada się taka trochę grudniowa klasyka trzeba przyznać.
No i o takiego piernika, tfu, stouta świątecznego nic nie robiłem! Treściwe, na swój sposób lepkie i nisko wysycone. Napisałem "na swój sposób", bo znowu ma człowiek odczucie sypkiego, gorzkiego kakao już od pierwszego łyku. Oj to nie będą (były już w sumie) słodkie święta. Zaraz po kakao prażone orzechy (tutaj zapewne migdały) i przyjemnie dopełniające palone słody. Że niby w pełni palony stout w 2020 roku, i to jeszcze na święta?! No chyba, bo to jeszcze nie koniec. Po lekkim ogrzaniu dochodzą nuty czekolady deserowej i odrobina kawy zbożowej. Goryczka średnia do niskiej. Coś tam ugrywa, ale nie za dużo, bo po co. Profil ma oczywiście palony. Na finiszu uwydatnia się kawa, lekko kwaskowata, ale i tak górą jest gorzka czekolada z palonością słodową. Czy jest to świąteczny stout? Dla mnie tak, bo jest to po prostu wyśmienite, gorzkie i palone piwo, które nie potrzebuje dodatków w stylu marcepanu lub przypraw korzennych. Pasuje idealnie pod chłodne wieczory, jak i do ciężkich, polskich dań świątecznych. No i ten wyśmienicie ukryty alkohol!
----------
Styl: Christmas Imperial Stout with Cocoa and Almonds
Alk: 11% Obj.
Ekstrakt: 26% Wag.
IBU: b/d
Skład: b/d
Do spożycia: 30.06.2021














































