Zaskakujące jest to jak jeden browar potrafi mieć swojego rodzaju karuzele wzlotów i upadków. Patrząc na moje doświadczenia z Browarem Fortuna to historia zaczęła się bardzo przyjemnie. Jak się pewnie domyślacie były to Komesy, pite na WFDP jeszcze na zamku. Potem był okres dziwacznych wpadek jakościowych. Na końcu... Marcin wylądował w browarze i wszystko znowu było cacy.
Fortuna ma swój podział na piwa. Hmm, nazwijmy to z niskiej, średniej i wysokiej półki, żeby nikogo nie obrazić. Trzyma się tego i dodatkowo pozwala Marcinowi na pewnego rodzaju wariacje (wiecie, te wszystkie beczki, wymrażanki itp.). Inna sprawa, że sponsoruje wyścigi rowerowe w moim regionie, co skutkuje darmowymi bezalko po wyścigu. Ostatnią akcją promocyjną była kooperacja ze skarbem narodowym, jakim jest Pan Makłowicz. Dzisiaj spróbujemy dodatkowo jeszcze świeższej nowości, czyli ich podejścia do witbiera. W końcu lato nadchodzi wielkimi krokami. Samej nazwy pozwolę sobie nie skomentować, he he.
Białe
Pachnie to świeżutką pomarańczą, aż miło. W tle pszenica i kolendra. Zapowiada się mocne orzeźwienie, co nie wszystkim się udaje osiągnąć aromatem. Coś mi to przypomina z dawnych czasów raczkującego jeszcze craftu polskiego... no nie przypomnę sobie no.
Oh taaak. Przy okazji koszenia trawy (i nadciągającymi chmurami z deszczem) wchodzi jak złoto. Lekkie, przyjemne, orzeźwiające. Wysycone dość mocno, ale jeszcze bez przesadyzmów. Podstawą pszenica oczywiście, ale krok za nią mocne uderzenie cytrusów, w tym przypadku zestu pomarańczy. Kolendra taka jaką lubię, czyli gdzieś w tle aczkolwiek wyraźna na swój sposób. Ile to już mieliśmy w naszym światku piwnym pszenic dosłownie zasypanych tą przyprawą... Goryczka znikoma, ot takie uszczypnięcie lekkie. Finisz wytrawniejszy. Znika słodowa słodycz, a więcej jest cytrusa. Przyjemnie to wszystko się zgrało ze sobą. Oj będziem to pić litrami na lato.
----------
Styl: Pszeniczne z Cytrusową Nutą (no raczej witbier czy coś)
Alk: 4,5%
Ekstrakt: 11,5%
IBU: 2/10
Skład: słód (pilzneński, pszenica), chmiel odmian goryczkowych, skórka pomarańczy, kolendra, drożdże.
Do spożycia: 13.05.2023
Arcy IPA
Wiecie czym to pachnie? Pszenicą mandarynkową. Nie wiem gdzie ludziska wyczuwali w tym jakieś inne cytrusy. Coś jak wheat IPA na bazie samych mandarynek. Najwidoczniej chmiele poszły w aromacie na zaplecze. No chyba, że te eksperymentalne odmiany od Polish Hops wniosły jeszcze więcej mandarynki.
Szybkie dwa łyki i już wiem, że pierdolamento internetowe o wodnistości są wyssane (dosłownie) z palca. Jak dla mnie idealna dwunastka z dużym potencjałem orzeźwiającym. Wysycenie trochę za mocno szczypie, mogłoby być ciut niższe. Smakowo... niebywałe zdziwienie mnie dopadło, bo spodziewałem się głównie słodyczy. Dostałem pszeniczną podbudowę okraszoną starkowanym, cytrusowym albedo i polaną mandarynkowym sokiem. W tle da się wyczuć inne owoce, najbardziej pomelo i pomarańczę. No jest to IPA, co do tego nie mam wątpliwości. Szczególnie, że grapefruitowa goryczka jest bardzo ładnie zaznaczona. Finisz delikatnie ziołowy. Całość znowu wchodzi jak złoto i do tłustej kiełby z grilla będzie idealną kontrą. Po jakimkolwiek wysiłku też wejdzie idealnie, i to ze smakiem!
----------
Styl: Session IPA
Alk: 4.2%
Ekstrakt: 12.2%
IBU: 5/10
Skład: słód (pilzneński, pszenica), płatki owsiane, chmiel (Hallertau Blanc, Elixir, Mandarina Bavaria), sok z mandarynek z Dalmacji, drożdże.
Do spożycia: 26.03.2023
Leżakowanie piw w lodówce, i to jeszcze takich bez potrzebnych procentów? Ależ owszem, czemu nie. I wcale to nie jest tak, że wrzuciłem butelki na najniższą półkę lodówki piwnicznej... Jeżeli dobrze pamiętam, to nawet Marcin z Fortuny pisał mi coś o leżakowaniu tego. Tylko za cholerę nie pamiętam o którego Fortunatusa chodziło...
No nic. Ważne, że miałem go wtedy, kiedy go najbardziej potrzebowałem. A było to wczoraj, po zrobionej setce na rowerze szosowym. Dawno tego nie robiłem, głównie przez moje lenistwo. Postanowiłem się jednak wziąć ponownie za, he he, regularne jeżdżenie. Skoro się udało to trzeba było wypić coś szczególnego, a seria Fortunatusów na pewno się do tego zalicza.
Etykieta jest na swój sposób bardzo minimalistyczna. Trochę przypomina te z butelek wina, oczywiście tych lokalnych, a nie sklepowych. Piwo piękne, rubinowe, delikatne zamglone. Już dawno nie widziałem tak dobrze prezentującego się trunku (szczególnie w tym szkle). Możecie się przyczepić do praktycznie zerowej piany, ale... ludzie, nie dość, że jest beczkowane to jeszcze dzikie. Czego się spodziewaliście?
Niebiańsko to pachnie, naprawdę. Mówi to osoba, która ogólnie gardzi winem wszelakim. Mieszanka wiśni z czereśniami, jakby świeżo zerwanych i zgniecionych na sok. Wtóruje im wyraźny aromat winny, na szczęście nie przygniatający. Dzikie nuty też wyraźne. Lekko końską derkę przypominają. No i ta beczka, dębina czy coś. Piję je bardzo powoli, a zapach intensywny do samego końca.
Marcinie, dlaczego wlaliście to do małych butelek?! Odpowiedź jest dość oczywista (było ich tylko 6880), ale muszę się przez to cholernie pilnować, aby całości na raz nie wypić... tak dobre i zwiewne na swój sposób to jest. Wysycenie średnie, tak w pytkę można rzec. Smakowo wybuch z aromatu. Wytrawne, winne, beczkowe, wiśniowe i lekko dzikie. W tej dokładnie kolejności. Funky kwasowość przerzuca nas w finisz (no chyba nie spodziewaliście się typowej goryczki?) gdzie dodatkowo pojawiają się czereśnie. Boże jak to jest fajnie ułożone, sprawy sobie nie zdajecie. Aż mnie ciekawi jakie było przy okazji premiery.
----------
Styl: Sour Cherry Wild Ale BA
Alk: 6,5% Obj.
Ekstrakt: 12,6% Wag.
IBU: b/d
Skład: sok z wiśni (48%), słód (pilzneński, pszeniczny), pszenica, drożdże (Yeast Bay Lochristi Brettanomyces Blend, Safale WB-06).
Beczka: czerwone wino Chateau Kirwan, z przewagą szczepu Cabernet Sauvignon.
Do spożycia: 31.06.2022
Jednym z nich jest dzisiejsze piwo. Coś na co czekałem od bodajże ostatnich PTP. Dostałem wtedy spod lady namiastkę fortunowego barley wine i byłem nim wręcz zachwycony. "Jak tak młode piwo mnie onieśmieliło to co będzie po leżaku?" pomyślałem. Dzisiaj sprawdzimy sobie dziką wersję leżakowaną dodatkowo w beczkach po winie. Swoją drogą Pinta zbiera kasę na mini-browar tylko i wyłącznie pod beczki, a Fortuna już takie coś ma (w podobnej formie). Szczerze? Nie spodziewałem się po nich takiego czegoś, ale muszą ufać Marcinowi.
Nie lubię jak przez piwo muszę siedzieć w internetach i "zmniejszać swoją niewiedzę", bo mi coś się w nim cholernie nie podoba... Tak niestety jest w tym przypadku. Może jednak zacznijmy od początku. Po pierwszym łyku wydaje się być bardzo przyjemne, orzeźwiające, wręcz idealne na zbliżające się upały. Gorzka skórka pomarańczy na solidnej pszenicznej podstawie (może trochę za solidnej jak na witbiera jednak) z dodatkiem kolendry i bardzo delikatnych drożdży. Niestety przy każdym kolejnym łyku zaczyna zwyczajnie smakować... mydłem. Po szybkim przewertowaniu internetu okazało się, że może to być skutek przesadzenia z kolendrą. Męczy mnie to strasznie, w witbierze tak nie powinno być. Na szczęście cytrusowa goryczka wchodzi szybko i ustawia towarzystwo do pionu. Jest krótka, ale wystarczająco silna aby zaprowadzić porządek. Finisz okazał się być zadziwiająco lekki, znowu daje się we znaki skórka pomarańczy i lekka, już witbierowa zbożowość. Jest też delikatne zacięcie miodowe, ale akurat mi ono nie podpasowało. Jakoś tak sztucznością trąciło niestety. Całość mocno nagazowana. Dzięki bogu, bo mogłoby być ciężko momentami. Mimo wad mogę spokojnie napisać, że sięgnę po nie jak nie będzie nic lepszego pod ręką. Szczególnie w fortunowej cenie.
Czasami człowieka coś podkusi, czasami jest to znajomy który wymawia jakże sugestywne słowa "DO IT". Nie powiem, lubię Fortunę. Za Komesy, nawet za Miłosławy. Gorzej jest z piwami z najniższej półki...
www.browarfortuna.pl / Gdzie wypijesz?
Ciemne, mocne, wyraziste. To lubimy! Wyczuwalny smak śliwki... w czekoladzie? Wygląd piękny aczkolwiek piana ulotna. Jedne z 3 piw Fortuny, które dojrzewają w butelce.












































