Śledź mnie na:
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zacieranie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zacieranie. Pokaż wszystkie posty

Ehh, czasami się człowiek potrafi załamać. Nie żebym płakał nad czyjąś biedą lub Afryką, jestem w końcu okolicznym chamem i prostakiem. Martwi mnie to, że głównie przez moją głupotę warzenie Sweet IPA poszło w cholerę. Co prawda miałem nadzieję, do wczoraj. Otworzyłem (po 20 dniach leżakowania w butelkach) bączka na spróbowanie...


Ktoś może powiedzieć, że za wcześnie. Ja jednak otworzyłem specjalnie, bo coś mnie męczyło cały czas i w tym etapie już powinno być wiadome czy piwo się udało. Nagazowało się troszku za dużo, przesadziłem z glukozą. Wygląd bardzo fajny, gdybym nie wymieszał to byłoby klarowne (jak w butelce). Piana wyszła spora i dość długo trzymała się w pokalu. Największym jednak problemem był brak... IPA, a nawet śmiem twierdzić że brak w tym jakiegokolwiek piwa. Wącham i jedynie co czuje to zapach granulatu chmielowego. Nic więcej, żadnych tropików, cytrusów, trawy, kwiatów (dla upartych: tak wiem, że to nie jest AIPA), w sumie to nic co by przypominało piwo. Jedynie goryczkowy zapach (jak zaraz po otwarciu opakowania z granulatem), prawdopodobnie Chinook'a, którego dodałem z 35g (oprócz tych z zestawu, czyli Marynka 40g, Challenger 20g i Fuggles 30g). Biorę łyka i to samo, a nawet bardziej intensywnie a co za tym idzie, nieprzyjemnie. Jeszcze pod koniec zostaje taki nieprzyjemny posmak granulatu. Co prawda jest to moje drugie warzenie w życiu ale niesmak pozostaje... Leo why?


Pierwszy i największy błąd to chyba przetrzymywanie składników zbyt długo. Zakupiłem wszystko w Browamatorze i w rozmowie z panią dostałem informacje, że zalecają trzymać je nie dłużej niż miesiąc. U mnie leżały w piwnicy około 2 miesięcy. Brak garnka i czasu, to chyba najwięksi wrogowie browarnictwa domowego.



Na drugim miejscu jest totalny brak organizacji podczas warzenia, a głównie zacierania. Co prawda robiłem to pierwszy raz ale mogłem się jakoś lepiej przygotować. Zapisać sobie poszczególne kroki, przygotować wszystko w kuchni. Nie jest fajnie gdy człowiek przy filtrowaniu nagle uświadamia sobie, że potrzebuje dwa razy tyle wody co było w garnku, bo w końcu trzeba jej dodatkowo trochę przelać przez te słody. I co? Szybko nastawiamy drugi garnek a w międzyczasie dolewamy wody z czajnika elektrycznego. A już lepiej nie wspominać o totalnej głupocie podgrzewania garnka, żeby utrzymać temperaturę. Naczytałem się na internetach, że ludzie co chwilę palnik włączają bo im temperatura ucieka. W praktyce mój garnek spokojnie utrzymuje stałą temperaturę przez większość czasu, mi jednak musiało coś odbić w łepetynie i włączyłem gaz niepotrzebnie na minutę. Jebs temperatura o 10 stopni za duża. 

Potem przyszło warzenie i próba zagotowania wszystkiego. Nie wiem czy to jest normalne ale minęła godzina zanim zaczęło bulgotać. Chłodzenie na szczęście przebiegło szybko, według mnie wysoki brodzik idealnie działa i nie trzeba kupować specjalnej chłodnicy.


Sama fermentacja, a raczej moje działania z nią związane, przeszły gładko. Już mam wyuczone co i jak robić. Problem jednak pojawił się przy drożdżach (znowu wracamy do trzymania składników). Gdy przelewałem na zimną samego syfu na powierzchni było mało (w porównaniu z pierwszym warzeniem). Wtedy też dosypałem chmielu, tak jak zalecali w instrukcji do IPA (to normalne, tak się robi). Co prawda nie podobała mi się konsystencja bo była dość... zmętniona.


Przy przelewaniu do butelek było już jednak okej. Wtedy to lęki minęły... by powrócić z podwójną siłą wczoraj. Nie wyleję narazie piwa, poczekam. Liczę na to, że może się jeszcze ułoży tak aby było zdatne do picia. Nadzieja umiera ostatnia, nie? Trzeba jednak patrzeć w przyszłość, może jakieś pszeniczne?


PS: Teraz dopiero sobie poczytałem dogłębnie o warzeniu IPA i dużo ludzi robi leżakowanie najpierw przez około 2 tygodnie w temperaturze około 19'C i potem znowu 2 tygodnie w temperaturze około 12'C. U mnie leżakowały od początku w tych 12'C, hmm.

Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com