Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wrocław. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wrocław. Pokaż wszystkie posty
Moje wyjazdy na Wrocławski Festiwal Dobrego Piwa łączyły się zawsze z innymi... aktywnościami. W tym roku było troszeczkę inaczej. Nie wziąłem urlopu, co by np pojechać z kumplami na rowery do Świeradowa. Skróciło to mój pobyt w mieście diametralnie. Istniało nawet małe zagrożenie, że w ogóle się nie pojawię na stadionie.
Byłem ostatnio we Wrocławiu przy okazji corocznego upijania się, potocznie zwanego Sylwestrem. Miałem wielkie plany związane z paroma multitapami wrocławskimi (i nie tylko), ale niestety, jak to bywa w życiu, zwyczajnie nie wyszło. Przez lenistwo niektórych ludzi liczba miejsc, które odwiedziliśmy okazała się być mało zadowalająca... tylko dwa przybytki z lanym piwem? Serio?
Wrocław jest specyficznym miastem. Zawsze uważałem je za to lepsze jeżeli porównać by je miał człowiek do Warszawy czy na przykład takiego Poznania. Mnogość lokali, multitapów, burgerowni (które mi się nigdy nie znudzą mimo przemijającego trendu) czy nawet browarów jest po prostu zadowalająca jak na takiego wieśniaka z zadupca piwnego zwanego Rio de Świebodzineiro. No bo co ja mogę z jednym, małym (ale bardzo dobrym) minibrowarem Haust, do którego mam około 50km rowerem? No i jeszcze trzeba być światowym i w ogóle prowadząc bloga piwnego...
Tak jakoś od początku roku, a na pewno już od lutego (gdy wypisywałem druczek urlopowy) oczekiwałem wrocławskiego festiwalu z utęsknieniem. Hamulce w aucie wymienione na nowiutkie, świecące. Trochę kilometrów mam do Wrocka więc jakoś mi się nie chciało specjalnie wylądować na przydrożnym drzewie. Zapytacie się czemu autem i to w dodatku sam. Po prostu nie widzi mi się ściskanie w PKP z tobołami i dwiema torbami butelek, które miałem zamiar zakupić na festiwalu. Wszystko miało wyjść świetnie, w końcu dojechałem spokojnie i chyba nawet rekordzik strzeliłem w oszczędzaniu na paliwie. Rundka po pubach w czwartek też się nam udała. Przyszła jednak sobota... ale to wyprzedzam fakty, zacznijmy może od tych przyjemnych rzeczy.
O festiwalu napiszę dopiero po weekendzie. Dzisiaj mam dla was małą przechadzkę po wrocławskich pubach/multitapach. Co prawda pogoda nie sprzyjała ale wieczorem zrobiło się całkiem przyjemnie. W pewnym momencie zawiało nas do Kontynuacji ale nie było nawet gdzie palca wcisnąć. No i jakoś wystrój mi się nie spodobał. Takie trochę PRL style, pełno takich lokali jest we Wrocku z tego co zauważyłem (ale wybór piw z nalewaka mieli spory, to trzeba im przyznać).
Może jednak zacznijmy od początku: Browar Restauracyjny Spiż. Mam bardzo miłe wspomnienia z tego miejsca, bardzo klimatyczne pomieszczenie (w piwnicach ratuszowych) z tankami za ladą i przepyszne piwo pszeniczne, według mnie najlepsze w kraju. Muszę jednak przyznać, że to wypite teraz było gorsze jakościowo niż np rok temu. Bardziej wodniste, z mniejszą ilością bananów w aromacie. Dalej jednak miało ten mocno orzeźwiający kwasek, przyjemny i delikatny. Sam lokal, zazwyczaj pełny, o godzinie mniej więcej 14:01 świecił pustkami. No i ta pajda chleba ze smalcem do piwa, mniam. Tak na marginesie, czemu uchwyty na kuflach robią takie niewymiarowe? Prawie zawsze nie mieści mi się mały palec...
Po małej przerwie w domu wybraliśmy się na prawdziwy podbój pubów. First up: popularna ZUPa czyli Zakład Usług Piwnych.
Lokal w ogóle nie zaskakuje wyglądem. Jak większość mi znanych pubów ma ściany i sufit z cegły i panuje w nim ogólna ciasnota. Mimo tego siedzi się przyjemnie, no może nie licząc hałasu, który wydają co chwilę przejeżdżające tramwaje. Znajomy był trochę mniej łaskawy i stwierdził, że zajeżdża tam informatykami (i chyba tylko on wie co to dokładnie znaczy). Wypiłem tam Extra Special Bitter z Artezana i Kejtera z browaru SzałPiw. Artezan dał ciała i piwo mimo przyjemnego smaku mocno zajeżdżało kalafiorem, który skutecznie odpychał przy każdym łyku. Kejter jednak był cholernie dobry i z uśmiechem wyszedłem szukać kolejnego miejsca do alkoholizowania się. W Kontynuacji nam nie wyszło więc udaliśmy się do Szynkarni.
Lokal w miarę duży i... czysty. Trochę szpital albo chata prosto z kraju młynów i wiatraków. Tutaj znajomy znowu lekko zhejtował mówiąc, że mu mocno hipsterami śmierdzi ale mi się podobało. Głównie przez loga znanych browarów, które zdobiły ściany. Piw mieli dużo, zdecydowałem się na Dwa Smoki z Pracowni Piwa, głównie dlatego, że nie udało mi się go kupić w butelcę. Bardzo mi smakowało i stwierdziłem, że tak właśnie powinna smakować (i pachnieć!) wit IPA.
Po tym całym wynalazku zwanym chodzeniem lekko zgłodnieliśmy. Kumpel zasugerował Bernarda czyli piwialnio-restauracje, w której można się napić właśnie piw z browaru Bernard. Ciemne z nalewaka? Count me in!
W środku duże zaskoczenie, lokal bardzo fajnie urządzony. Tak swojsko, słowiańsko można nawet powiedzieć ale z nutą nowoczesności. Chłopcy zamówili sobie po jednym litrze jasnego, ja ciemne, bo kocham. Do tego po burgerze, który jak się później okazało, był najlepszym burgerem w moim życiu. Frytki też były mega, zrobione na łódeczki z wyśmienitymi sosami. W życiu się tak dobrze nie najadłem. No i ten ciemny Bernard z nalewaka. Piękne zakończenie wieczoru i myśl, że lokal z piwem z jednego browaru najbardziej przypadł mi do gustu tego dnia.
PS: sorry jeśli zdjęcia odbiegają trochę jakością. Ciężko mi je jakoś przerobić na nie swoim laptopie.
Może jednak zacznijmy od początku: Browar Restauracyjny Spiż. Mam bardzo miłe wspomnienia z tego miejsca, bardzo klimatyczne pomieszczenie (w piwnicach ratuszowych) z tankami za ladą i przepyszne piwo pszeniczne, według mnie najlepsze w kraju. Muszę jednak przyznać, że to wypite teraz było gorsze jakościowo niż np rok temu. Bardziej wodniste, z mniejszą ilością bananów w aromacie. Dalej jednak miało ten mocno orzeźwiający kwasek, przyjemny i delikatny. Sam lokal, zazwyczaj pełny, o godzinie mniej więcej 14:01 świecił pustkami. No i ta pajda chleba ze smalcem do piwa, mniam. Tak na marginesie, czemu uchwyty na kuflach robią takie niewymiarowe? Prawie zawsze nie mieści mi się mały palec...
Po małej przerwie w domu wybraliśmy się na prawdziwy podbój pubów. First up: popularna ZUPa czyli Zakład Usług Piwnych.
Lokal w ogóle nie zaskakuje wyglądem. Jak większość mi znanych pubów ma ściany i sufit z cegły i panuje w nim ogólna ciasnota. Mimo tego siedzi się przyjemnie, no może nie licząc hałasu, który wydają co chwilę przejeżdżające tramwaje. Znajomy był trochę mniej łaskawy i stwierdził, że zajeżdża tam informatykami (i chyba tylko on wie co to dokładnie znaczy). Wypiłem tam Extra Special Bitter z Artezana i Kejtera z browaru SzałPiw. Artezan dał ciała i piwo mimo przyjemnego smaku mocno zajeżdżało kalafiorem, który skutecznie odpychał przy każdym łyku. Kejter jednak był cholernie dobry i z uśmiechem wyszedłem szukać kolejnego miejsca do alkoholizowania się. W Kontynuacji nam nie wyszło więc udaliśmy się do Szynkarni.
Lokal w miarę duży i... czysty. Trochę szpital albo chata prosto z kraju młynów i wiatraków. Tutaj znajomy znowu lekko zhejtował mówiąc, że mu mocno hipsterami śmierdzi ale mi się podobało. Głównie przez loga znanych browarów, które zdobiły ściany. Piw mieli dużo, zdecydowałem się na Dwa Smoki z Pracowni Piwa, głównie dlatego, że nie udało mi się go kupić w butelcę. Bardzo mi smakowało i stwierdziłem, że tak właśnie powinna smakować (i pachnieć!) wit IPA.
Po tym całym wynalazku zwanym chodzeniem lekko zgłodnieliśmy. Kumpel zasugerował Bernarda czyli piwialnio-restauracje, w której można się napić właśnie piw z browaru Bernard. Ciemne z nalewaka? Count me in!
W środku duże zaskoczenie, lokal bardzo fajnie urządzony. Tak swojsko, słowiańsko można nawet powiedzieć ale z nutą nowoczesności. Chłopcy zamówili sobie po jednym litrze jasnego, ja ciemne, bo kocham. Do tego po burgerze, który jak się później okazało, był najlepszym burgerem w moim życiu. Frytki też były mega, zrobione na łódeczki z wyśmienitymi sosami. W życiu się tak dobrze nie najadłem. No i ten ciemny Bernard z nalewaka. Piękne zakończenie wieczoru i myśl, że lokal z piwem z jednego browaru najbardziej przypadł mi do gustu tego dnia.
PS: sorry jeśli zdjęcia odbiegają trochę jakością. Ciężko mi je jakoś przerobić na nie swoim laptopie.























