Śledź mnie na:


Dziwna sprawa... po tej całej Rapha500 zachciało mi się znowu zabierać piwo na rower. Ba, nawet aparat rzucam na plecy wtedy. Mam taką małą torbę na plecy do tego (szkoda aparat na rower pakować), ale muszę chyba to jakoś inaczej ogarnąć.

 

Wiecie co? Miewam czasami poronione pomysły, ale takiego (przynajmniej w spektrum rowerowym) chyba jeszcze nie miałem. Szybkie wyjaśnienie: Rapha Festive 500 to wyzwanie, które ciągnie się bodajże już od 2010 roku. Chodzi o to, żeby przejechać na rowerze 500km w okresie od Wigilii do Sylwestra.

 


Też tak macie, że w grudniu wasze palce wyglądają jakbyście je pomalowali na pomarańczowo? Nie? To dziwne... Ja uwielbiam mandarynki i jak żony nie ma obok muszę sobie sam obierać je ze skórki, a że mam cholernie suchą skórę, to potem ciężko jest domyć te przebarwienia.


Dzięki Bogu piwa tak chłopaki z AleBrowaru nie potraktowali i żadnego laka nie uświadczysz na butelce, a z tego co słyszałem pomarańczy jest w tym piwie trochę. Dodatkowo Bartek pisał, że jest mocno palone, co mnie ucieszyło niezmiernie. Sprawdźmy sobie zatem czy to prawda. Tak na marginesie: w końcu piwo świąteczne, które nie jest po prostu nachmieloną IPA...




Etykieta jak zwykle ta sama, tylko z innym kolorem tła. Z jednej strony cieszy, ale po tylu latach mogliby już ją lekko odświeżyć (pozostawiając postacie oczywiście). Tego mini updateu nie liczę, który miał miejsce bodajże 2 lata temu. Piwo ma czarny kolor i jest nieprzejrzyste. Piana wysoka, dość dobrze zbita (parę większych bąbli się pojawia) i utrzymuje się całkiem dobrze w szkle.



Na początku mała konsternacja, bo oczywiście zapomniałem czym ten stout jest. Po usunięciu kapsla uderzyła mnie bowiem woń... pomarańczy, a bardziej ich skórki. Szybki recap składu i wszedł lekki facepalm, no przecież. Dalej trochę popiołu, co zapowiada raczej palonego stouta (dzięki Bogu!). O dziwo wychodzą też w tym wszystkim nuty chmielowe: tutaj limonka + odrobina żywicy. 


Z ciałem panowie trafili w punkt, to im trzeba przyznać. Taka idealna, ciemna szesnastka (nie Panie Google, proszę nie wysyłać do mnie policji). Wysycenie średnie, momentami wyższe. Spokojnie nada się na wigilijny stół jak i na chłodny wieczór (np. hyhy po rowerze). Na przedzie paloność, ktoś tu musiał dość mocno przypalić słody. Mi to pasuje, nawet bardzo przyznam szczerze (trochę przypał z etykietą jednak, która ma zaznaczoną wyższą niż średnia słodycz). Dalej zest z pomarańczy i taka delikutaśna słodycz soku pomarańczowego. Ale to tak na serio na granicy autosugestii. Potem czekolada, bardziej po tej gorzkiej stronie. Goryczka w miarę długa, ale niezalegająca. Profil ma oczywiście palony. Finisz to już popiół ze skórką pomarańczy i nutą żywicy. Fajne to i zadziwiająco gładkie jak na te smaczki. Jak się ogrzeje (szczególnie pod koniec picia) skórka pomarańczy wchodzi tak mocno, że aż mam przed oczami pomarańczowe palce po maratonie obierania tegoż że owocu.


----------


Styl: Christmas Stout

Alk: 6,2% Obj.

Ekstrakt: 16% Wag.

IBU: 2/4

Skład: słód jęczmienny, chmiel (Mosaic, Sabro, HBC 472), drożdże USWC Chico, skórka pomarańczy, sok z pomarańczy.

Do spożycia: 18.11.2022


Facebook Browaru


 

W polskim crafcie eventów, czy też "super sztosowych akcji" nie brakuje. Problem w tym, że w dużej mierze kończy się zazwyczaj na hajpie. Podobnie było i w tym przypadku, choć większość była pewna, że Pincie się uda. W końcu nie każdy browar otwiera swój "podbrowar" tylko i wyłącznie dla barrel ageów.


Akcja informacyjna była zrobiona z rozmachem. O tajemniczej beczce, którą od nich dostałem możecie przeczytać TUTAJ. Trochę minęło czasu zanim otworzyłem pierwszą butelkę z zestawu, ale takich rzeczy nie pija się tak o. Akurat miałem kryzys craftowy, a więc co innego jak nie pintowe sztosiwo mogło mnie spowrotem wciągnąć do świata piwa?




Etykieta na szorstkim papierze wręcz krzyczy "jestem specjalna!". Grafiki też, wyjątkowe i bardzo ładnie zaprojektowane. Niestety jedna rzecz mi się nie podoba: proporcja tekstu to tejże grafiki. Napisy są za duże jak na mój gust. Piwo okazało się być czarne, nieprzejrzyste. Przy tym ekstrakcie to nie powinno dziwić. Tak samo jak to, że piany praktycznie nie było.



Normalnie to bym użył potocznie obraźliwego zwrotu, ale wiadomo... blog o piwie musi być family friendly. Soczyste "o ku..." samo wychodzi z ust przy otwarciu butelki. Dlaczego? Bo tak mocno człowiek dostaje aromatem, bez nachylania się nad butelką. CZE KO LA DA, gorzka, wrzucona do pieca i spalona na wiór. Boże jak to pięknie pachnie. Do tego beczkowe nuty i odrobina wanilii. Jak to mawia moja żona: masakra.


Spodziewałem się gęstości, bo przecież oczy nie kłamią przy nalewaniu, ale... cholera nie aż takiej. Jeżeli mam być z Wami szczery to chyba nie piłem jeszcze bardziej gęstego piwa, a przecież wliczyć można w to grono wymrażanki z Browaru Spółdzielczego. Smoła? Jak najbardziej. Oblepia przełyk jak melasa przy czym jest wyczuwalnie nasycone (lekko, ale zawsze). Dziwne uczucie muszę przyznać. Gorzka czekolada nadal wiedzie prym, wraz z kakao, palonością na granicy przesadyzmu (czyli tą najlepszą) i nieprzesadzoną kontrą w postaci lukrecji i wanilii. Beczka mocno w tle tym razem. Goryczka... zadziwiająco wyraźna. Pasuje jednak do ekstremum, jakim jest to piwo. Profil oczywiście palony. Finisz to już wióry kakaowe z dopełniającym espresso. Alkohol średnio schowany, ale przy tym woltażu ciężko byłoby go ukryć. Nie jest jednak jakiś zły... ot taki bourbonowo-rudawy. Czy warto je leżakować? Może tylko przez ten alkohol. Miejcie jednak na uwadze, że on sam wnosi ciekawe doznania przez swoją obecność. Masakryczne piwo. Jak tak dalej będzie to beczkowy odłam Pinty będzie jak ta "truskawka na torcie" polskiego craftu.


----------


Styl: Imperial Stout Bourbon BA

Alk: 15%

Ekstrakt: 35° BLG

IBU: b/d

Skład: słód (Pale Ale, Monachijski, Crystal, Caraamber, Chocolate, Black Malt, Pale Chocolate), palony jęczmień, maltodekstryna, chmiel Columbus, drożdże US-05.

Do spożycia: 17.06.2023


www.pintabarrelbrewing.pl

 


Jakiż to piękny dzień mieliśmy. Nie dość, że Międzynarodowy Dzień Stoutu to jeszcze w moje ręce trafiła książka Jurka z bloga Jerry Brewery. Męczył się nad nią od dłuższego czasu. Zamknął się w domu i zapomniał o blogowaniu w dodatku. Efekt? Po przekartkowaniu mogę ze spokojem stwierdzić, że będzie to mocna pozycja na polskim rynku piwnych publikacji.


Polazłem do piwnicy po coś specjalnego na te okazje (w sumie to dwie) - szukałem stoutu. Byłem wcześniej w sklepie osiedlowym (jedynym, prawdziwie craftowym w mieście) i nie mieli ani jednego... same pastry sour i IPA. Masakra, listopad mamy ludzie. Dlatego musiałem sięgnąć po drastyczne środki - leżakowanego RiSa z Pinty, jakiś rok po terminie już.




Kurde... jakoś za bardzo przypadła mi do gustu ta etykieta. Kontrast niebieskiej nazwy do reszty szczególnie. W dodatku jest to jeszcze "stara szkoła" graficzna Pinty. Piwo jest czarne, nieprzejrzyste. Już przy nalewaniu widać, że będzie gęsto. Piana niska z dużymi bąblami (nie mylić z bąbelkami). Dość szybko zanika, ale po terminie to nie dziwi.



Pięknie to pachnie. Praliny w miodzie, posypka z gorzkiej czekolady, wanilia. W tle lekka beczka, przyjemny, słodki, bourbonowy alkohol i, jak się człowiek wysili, nuta ciemnych owoców (raczej głównie wiśni). Mógłbym to wąchać codziennie, w sumie ktoś mógłby zrobić olejek do brody o takim zapachu, o!


W ustach fajnie oblepiające, gęste jak cholera. Nie pozwala wziąć za dużego łyku, wymusza wręcz powolne ciumkanie. Wysycenie niskie, pasuje idealnie. Jeżeli wierzyć opisom ludzi przy premierze, to musiało zelżeć przez leżakowanie. W smaku pyszna, stoutowa bomba. Z początku mocno wytrawne: czekolada, która przechodzi momentami w naprawdę gorzkie kakao, palone słody i kawę zbożową. W kontrze wanilia, słodki (bourbonowy) alkohol i naprawdę delikatne wiśnie. A co powiecie na biszkoptowe nuty w tym wszystkim? Bo są i leżą jak ulał w tej kompozycji. Goryczka niska, palona. Taka "truskawka na torcie". Finisz już wyłącznie gorzki. Czekolada 95% i delikatna nuta migdałów o dziwo. Cały czas wyczuwalny, bardzo przyjemny w odbiorze i rozgrzewający alkohol. Pięknie to się ułożyło, chociaż nie wiem jakie było świeże szczerze mówiąc.


----------


Styl: Rusian Imperial Stout BA

Alk: 12,5% Obj.

Ekstrakt: 30°

IBU: b/d

Skład: słód (Pale Ale, Monachijski typ II, Crystal 150, Dark Crystal, Black, Chocolate, Pale Chocolate), jęczmień palony, chmiel (Columbus, Fuggles), drożdżeFermentis SafAle US-05.

Do spożycia: 17.09.2020


www.browarpinta.pl


 


Z browarami restauracyjnymi/regionalnymi to jest różnie zazwyczaj. Starzy wyjadacze wiedzą jaka kiedyś była wojenka z niektórymi. Po trochu same sobie były winne te browary, bo warzyły bardzo słabe piwa, mające robić tylko za dodatek do kuchni. To się zmieniło i jednym z najlepszych przykładów jest Brofaktura.


Pomijam fakt, że boją się social mediów (na FB coś tam klepią), bo piwa w butelkach mają naprawdę dobre (łącznie z klasykami). Dzisiaj sprawdzimy sobie ich grubego milk stouta po beczce. Trochę już u mnie leżał w piwnicy muszę przyznać...




Klasyczna butelka, która w Polsce kojarzy się z tym lepszym segmentem piw i prosta etykieta. Zalakowany kapsel tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że nienawidzę tego rozwiązania... Piwo czarne, nieprzejrzyste. Piana niska i bardzo mizerna. Przy piwach leżakowanych (i z większą ilością alko) nie ma co się czepiać jednak.



Nie kłamali w opisie, to im muszę przyznać. Na pierwszym planie w aromacie tona wanilii, mlecznej słodyczy, czekolady i dopełniającej kawy zbożowej. Żona stwierdziła, że praktycznie sama kawa (no i piwsko, jak to ona zazwyczaj mówi).


Mmm, gładziutkie, oblepiające. Wręcz idealne po zmarznięciu leśno-rowerowym. Wysycenie niskie. Trochę się smaczki pozamieniały kolejnością, bo na przedzie mamy kawę z cukrem, potem dopiero laktoza i wanilia. Nawet się cieszę, że paloność wygrała to starcie, ale trochę za dużo tej ogólnej słodyczy jak dla mnie. Nie zrozumcie mnie źle, jak na styl jest całkiem przyzwoicie. Ulepek to to nie jest, a to najważniejsze. Po prostu lubię, jak nawet w mlecznym stoucie coś mocnego się w kontrze pojawi. Goryczka średnia, palona. Na finiszu mniej słodyczy, a więcej palonych ziaren kawy (i co za tym idzie kwaskowatości). Jak na tę pogodę jak znalazł, ale przy cieplejszym wieczorze byłoby ciężko.


----------


Styl: Imperial Vanilla Coffee Milk Stout BA

Alk: 8,2%

Ekstrakt: 26°

IBU: b/d 

Skład: słód jęczmienny, płatki owsiane, laktoza, kawa mexico shg ep ucipa el trunfo, wanilia, drożdże.

Do spożycia: 30.03.2021


Facebook Browaru


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com