Śledź mnie na:

Drugie picie: 14.12.2013:

Bardzo dużo osób pisało, że wersja butelkowa bardzo mocno różniła się od tej beczkowej. Nie miałem jak tego sprawdzić niestety. Były też jednak głosy, że same butelki się od siebie różnią i to sporo. Zakupiłem więc 2 w Tesco, no bo gdzie indziej.

Zaciekawiony wpisem Tomka (żeby to pierwszy raz) postanowiłem zakupić to świąteczne piwo wprost z Okocimia. Znalezienie go trudne nie było, gorzej z czasem. Wpadło w moje ręce w Żabce, gdy zajechałem po jakiś jogurcik do pracy. Była 7:45 więc lekkie zdziwienie pani na kasie było bardzo na czasie. Aaanyway.


Dojechało do mnie w końcu piwo uwarzone w browarze Ciechan przez Czesława Dziełaka. Wygrał on I Warszawski Konkurs Piw Domowych. Kurier bohatersko dostarczył mi paczkę o 19:07. Nie mogłem się powstrzymać więc otworzyłem szybko i moim oczom ukazała się bardzo estetyczna etykieta. Trochę mi kapsel nie pasował ale to możemy im wybaczyć.

Zacznijmy od tego, że Czesław wygrał też konkurs Birofilia stylem Imperial IPA, którego degustacje zobaczycie w piątek. Od razu mogę wam napisać, że Grand Prix z Ciechana bije tamto na głowę. Dlaczego? 

Po otwarciu butelki dostajemy nie pstryczka, nie pięścią, ale całym betonowym klocem wielkości malucha w nos. Tak pięknego aromatu chyba w życiu nie czułem. Chmielowość cytrusowa, głównie owoców tropikalnych po prostu eksploduje w nozdrzach, i nie jest to zalegająca/męcząca słodycz lecz taka... no, owocowa! Ananas, grapefruit, mango, papaja, tylko wybierać! Kolor to bursztyn, piana też niczego sobie. Biała, zbita i utrzymuje się dość długo. Ładnie też oblepia szkło. 

Jezus, raj.

Szczerze, boję się wziąć łyk. Wiem, że tak jak z wódką na polskich imprezach, zawsze będzie za mało. Zaczynam pić jednak, poowoolii. Oh tak, idealna koegzystencja słodów z chmielami. Tropiki aż kipią ale nie przeszkadzają. Nagazowane akurat według mnie czyli poniżej średniej. Wszystko skleja ze sobą leciutka żywica. Gorycz idealna wręcz, nie jest jakaś uber mocna ale to przeca nie imperial. Nic nie zalega, nic się nie wyrywa z szeregu. Aż mi jest wstyd ale zostałem czystym fanboyem tego piwa. Nie da się ukryć, że jest to najlepszy przedstawiciel stylu AIPA jaki piłem w życiu.


Siedzę sobie dzisiaj i wciskam namiętnie F5 na stronie Ciechana. Czemu? Ma się tam pojawić formularz do zamówienia Portera Grudniowego 2013. W tym roku będzie ich tylko 880 więc jest się o co bić. Co prawda rok temu wyszedł im średnio ale ja liczę na poprawę. No ale nie można tak siedzieć bezczynnie nie?

Chwytam więc pierwsze z brzegu piwo, traf chciał, że jest to jedna z tegorocznych nowości od Pinty. Żytorillo smakowało mi bardzo lecz był to pewnego rodzaju eksperyment. Apetyt na Życie to niby typowy roggenbier. Nie powiem leje się ładnie. Gęste jak cholera, z zachowaną fakturą piaskową jak w innych żytnich które piłem. Piana też bardzo proper, mocna, gęsta i oblepia szkło. Jest jednak trochę mniej urzekająca niż ta w Żytorillo. 

A formularza dalej nie ma...

Wącham, mocno zalatuje pszenicznym. Jest drożdżowo, lekko chlebowo. Za bardzo nie wyczuwam jednak kwasku. 

F5, F5, F5, F5, F5...

Trzeba zacząć je pić, może smak mnie odwiedzie od tego klikania. Ohh, jest gęste, fajnie. Tak kremowe, tak... kleiste. I to tak przyjemnie bardzo! Wszechobecne drożdże mieszają się z... nie wiem czym. Niby przypraw nie ma wyszczególnionych na etykiecie ale coś tak jakby lekko drapie, podobne do goździków. Kwaskowatość też jest ale bardzo słaba (w porównaniu do Żytniego z Konstancina) ale wraz z nią pojawia się też lekka goryczka, która o dziwo bardzo ładnie wpisuje się w smak i wygładza całość. Idealne na ten zimny i mokry wieczór, na chwilę zapominam o Porterze Grudniowym.


Laaaaast Christmasssssssss... jakoś w tym roku jestem mocno zawiedziony polskim radiem i w ogóle. Za mało Wham'u leci. To tak jak Kevin na Polsacie, tylko że od chyba 2 lat Kevina puszczają wcześniej... apokalipsa się zbliża! Zacznijmy więc pić świąteczne piwa 2013. First up, Kormoran z ich piernikiem.

But first! Szybki news. AleBrowar napisał jak będzie w tym roku wyglądało ich świąteczne piwo czyli Saint No More. Mianowicie będzie to IPA Single Hop... ja pier####. Uwielbiam IPA, uwielbiam mocną gorycz. Jednak te wszystkie premiery w tym roku, opierające się głównie na IPA, już mnie zmęczyły i chciałbym wypić coś ogrzewającego z rodziną!

Whooosaa, dobra, spokój. A więc, Kormoran.

Nalewa się całkiem ładnie. Piana ma ładny kolor ale jest dość dziurawa, co dziwne utrzymuje się długo. Samo piwo to piękna ciemna wiśnia. Szybkie zanurzenie nosa i ooohhh. Typowy piernik z lukrem, taki sam jaki można kupić w każdej cukierni.


Aż się prosi o lanie. Lejem więc i od razu zalewa mnie piernikowo-lukrowa słodycz. Chwila chwila! To wcale nie jest takie złe, o czym za chwilę. Czuć w tym szaleństwie też przyprawy, głównie imbir, goździki i cynamon. Gdzieś pojawia się też nawet śliwka. Wszystko jest lekkie i przyjemne, żaden smak nie dominuje i dzięki temu pije się je świetnie. Idealne piwo rodzinne, do wypicia przy choince. Gdyby nie było takie słodkie nie przypominałoby tych pierników z lukrem. Każdy je zna, nawet chyba bardziej niż te bez lukru. Ja osobiście wolę mniej słodyczy, nawet w tych świątecznych piwach. Rozumiem jednak cel Kormorana, chcą by było ono dostępne dla każdego. Nie tylko dla piwoszy, którzy nawet w pierniku muszą czuć gorycz co najmniej 60 IBU .


Parę dni temu w końcu dorwałem Krakonosową jedenastkę. W sumie to nie wiem czemu miałem takie problemy z zakupem. Jutro będę jechał po świątecznego więc jest to idealna okazja na przypomnienie sobie piwa z tego czeskiego browaru.

Patrząc na moją "degustację" dwunastki stwierdzam, że muszę zrobić to ponownie. Jest mi nawet trochę wstyd, że tak lakonicznie ją opisałem. No nic, może jutro też ją znajdę. Wróćmy jednak do 11' która już jakiś czas czekała na wypicie. Akurat miałem ochotę na coś jasnego i boy oh boy jakie cudo mi się trafiło.

Zacznijmy może (jak zwykle z resztą, duh) od piany. Bieluteńka, ładna i pozostawia ochronny kożuch. Kolor trunku to czyste złociszcze! W aromacie nic szczególnego, słody all around z dodatkiem lekkiego miodu. No no no, spokojnie mi z tą słodyczą!

Lejemy do gardła, ileż można wąchać. Tutaj od razu muszę napisać, że o nawet najmniejszym hejcie nie może być mowa. Ogólny smak słodowy, lekkie toffi nawet ale nie aż tak beznadziejnie słodkie. Goryczka jest, ale gra drugoplanową rolę. Niby nie jest to opis po którym można się spodziewać jakiś super doznań. Nie ma nic bardziej mylnego. To w jaki sposób każdy smak jest przedstawiony... o jezu. Mianowicie: każdy łyk zaczyna się słodyczą miodową/toffi (trwa ona milisekundę, tylko zaznacza swoją obecność) - potem wchodzą słody (fajne, zbalansowane) - na końcu wpada goryczka, jakby miała ukoronować każdy łyk pod sam jego koniec. Wszystko spływa szybko i przyjemnie, aż się prosi o ponowne przechylenie kufla. Średnie wysycenie czyni to piwo jeszcze bardziej pijalnym.

WWW

Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com