Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piwoteka narodowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piwoteka narodowa. Pokaż wszystkie posty
B-Day to inicjatywa obywatelsko-alkoholowa dążąca do celebracji święta urodzin, jakże ważnego w życiu każdego polskiego szwagra tudzież wujka. Browary rzemieślnicze rządzą się własnymi prawami więc tak jak dorzucają do wszystkiego 3x więcej chmielu niż jest w recepturze tak urodziny też potrafią zrobić potrójne. W tym roku mamy także trzecią, okrągłą rocznice tego obywatelskiego zrywu Pinty, AleBrowaru i Piwoteki Narodowej.
W poprzednich latach były to piwa, które w pewnym sensie zaznajamiały rynek z danym stylem. W tym roku miało być podobnie, miał być to kwas ale… nie wyszło. Piwo zasiliło ścieki a panowie musieli szybko wymyślić coś nowego. Polecieli więc do… Maroko i kupili pieprz. Nagrali krótką relację z podróży, możemy się z niej dowiedzieć, między innymi, dlaczego AleBrowar jest taki drogi.
Etykieta na znanym nam z piw Pinty papierze. Niby gładki ale gdy go dotkniesz wydaje się lekko chropowaty, dość gruby w dodatku. Grafika nie kojarzy mi się jednak z żadnym z browarów, co nie oznacza, że mi się nie podoba. Wręcz przeciwnie, jest lekko prześmiewcza i pięknie pokolorowana. Piwo za to wygląda dość dziwnie. Po pierwsze nie spodziewałem się, że będzie aż tak blade, do złota mu trochę brakuje trzeba przyznać. Zmętnienie średnie, jakby się uprzeć można by stwierdzić, że jest po prostu zamglone. Piana wydawała się idealna z początku. Gdy zaczęła jednak opadać robiła to z wielkim zaangażowaniem i w końcu pozostał po niej tylko cieniutki kożuch z bardzo słabą koronką.
Podczas degustacji działka okazała się siedliskiem wszelakich wiatrów, w tym prawdopodobnie halnego więc starałem się wciągać nosem jak prawdziwy wielbiciel białego proszku ale i tak miałem spore problemy. Aromat nie grzeszy intensywnością i nic z tym nie zrobisz niestety. Zapaszki głównie słodowe z delikatnym zacięciem kwiatowym gdzieś z tyłu. Pieprz owszem jest ale w znikomych ilościach, powoli zaczynam się zastanawiać nad sensem wycieczki do Maroko. Kardamonu w ogóle nie czuć. Po ogrzaniu wychodzi lekka ziemistość, która trochę ratuje sytuacje.
I jak ja mam się teraz czuć? Poprzednie B-Daye całkiem dobrze mi podeszły a ten zapowiada wręcz odmienne uczucia… Focha od 3 browarów na raz nie zdzierżę. Wziąłem pierwszy łyk i… bana na Brodacza raczej nie będzie. Po pierwsze piwo okazało się iść bardziej w tę wytrawną stronę. Owszem jest słodowe ale nie brakuje też nut cytrusowych czy nawet ziemisto-ziołowych. Utlenienia, z którym wielu miało problem nie wyczuwam. Pieprz i kardamon pokazują się w pełni ale nie są to napakowane syntholem do granic możliwości karki z osiedlowej siłowni piwnicznej. Bardzo dobrze komponują się z resztą nie dominując prawie że w ogóle. Goryczka dość niska, mało wyraźna i to nad nią można by było popracować. Finisz ziołowy, z pieprzem w roli głównej. Bardzo przyjemnie się pije trzeba przyznać, treściwość idealna, wysycenie też (średnie). Wychwalać w niebogłosy raczej nikt Spoko Marocco nie będzie ale nie dajmy się zwariować… w końcu to najnormalniejsze pale ale z dodatkiem pieprzu. Z drugiej jednak strony, czy właśnie tego polski craftopijca spodziewał się po takiej kolaboracji? Ja będę chłopaków bronił, w końcu główne plany uwarzenia kwasa nie wyszły.
Wszyscy bawią się w Żywcu na tegorocznych Birofiliach a ja dojadam w domu końcówkę antybiotyków ze smakiem. Piękna sprawa, mówię wam. Do teraz mi się w głowie kręci jak popatrzę na monitor dłużej niż 15 minut (na szczęście wykręcanie żołądka przeszło). Na blogu zrobiło się pusto i wewnętrzne moi zmusiło się do przewertowania notesu z zaległych degustacji. Pacze i pacze a tam B-Day 2.0, czyli kolejna rewelacja panów z Pinty, AleBrowaru i Piwoteki Narodowej.
Zacznijmy może od pytania, czy jakikolwiek przewrót może mieć spokojny przebieg? Nie bardzo, przynajmniej według mnie. Kojarzy mi się on głównie z puczem, zamachem stanu, la revolution! Czy to piwo takie jest? No właśnie w tym tkwi problem, że nie bardzo. Ale w sumie krówki to spokojne stworzonka. Nie ważne, że nie udało mi się wypić B-Day'a przy nich, a szukałem, dwa razy. Bezkrowie panuje w naszym kraju, a przynajmniej w mojej okolicy.
E t y k i e t a panowie, znowu. Nie wiem co z nimi jest ale dałbym sobie głowę uciąć, że wydruk był po stronie AleBrowaru. To jak się odkleja i marszczy to kwintesencja ich najnowszej ale za to niechlubnej tradycji. Praktycznie każde nowe piwo od nich ma ten problem ale B-Day przebił wszystkie. Patrze na zeszłoroczną butelkę i nie mogę wprost uwierzyć. Zabrzmię dziwnie ale wygląd butelki też się liczy. Miałem dwie sztuki, dzięki czemu zauważyłem jak (chyba) laktoza się zachowuje bliżej daty przydatności. Gdy piłem pierwszy raz nie miałem za dużo białych farfocli. Przy drugim piciu nonic wyglądał jak ciemny kosmos pełen gwiazd. Mnie takie rzeczy nie przeszkadzają, w sumie to bardzo ładnie to wyglądało. Piana jeszcze ładniej, zbita, wysoka, długo się utrzymywała.
Pierwszy niuch i już jest wiadome, że nie jest to rewolucja. Nic nowego ani nawet mocno intensywnego nie atakuje mojego nosa jak jakiś szalony myszoskoczek ze wścieklizną (a tego oczekiwałem). Mamy poloność, czekoladę (a w sumie to bardziej kakao) no i laktozę. Wszystko idealnie ze sobą współgra, oczekiwałem walki, np mocniejszej czekolady, aż drapiącej w nosie. Nic takiego nie ma, dostałem pięknie grającą ale dla większości nudną orkiestrę zapachów. Gdzie ten chaos i koktajle Mołotowa? Po lekkim ogrzaniu pojawia się swojski zapach krówki (cukierka) do ciumkania, który niestety jeszcze bardziej uspokaja atmosferę. W smaku słodkie ale nie odpycha, w końcu to milk stout, wszystko trzyma się w normie. Laktoza z mocniej wyczuwalną krówką niżeli w aromacie. Powoli przechodzi w paloność, która jest najmocniejszym akcentem smakowym, i kończy się na delikatnej goryczce. Czekolada pałęta się gdzieś ale paloność ją mocno trzyma i nie chce dać wyjść spod swoich ramion. Mocno pijalne, treściwe i nisko nagazowane, aksamitne wręcz. Trochę zapycha ale spokojnie można wypić ze dwie butelki. W smaku pokazuje większy pazur. Też jest ułożone ale spalenizna wchodzi w najmniej oczekiwanym momencie i robi lekki popłoch. Nadal jednak nie jest to żaden przewrót, tym bardziej nie jest to przewrót mleczny, w smaku i aromacie jakoś wybitnie się nie da wyczuć mleka (normalnie, jak w każdym milk stoucie). Może chodziło im o te farfocle? Mimo tego piwo bardzo dobre i poleciłbym każdemu... gdyby dało się je jeszcze kupić (i wypić, bo data była do 10.06).









