Pokazywanie postów oznaczonych etykietą peated. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą peated. Pokaż wszystkie posty
Jest takie miejsce w internecie gdzie nawet boska ręka Tomka z wiadomo jakiego bloga nic nie wskóra. Gdzie żaden browar nie ma taryfy ulgowej i gdzie nawet pokale, dosłownie, uginając się pod przytłaczającą ilością różnorakich opinii... o piwie oczywiście. Mowa tutaj o tajemniczej grupie na fejsie zwanej potocznie Jepiwką.
"Jak będzie w piwie?", bo tak w pełni nazywa się ta grupa postanowiła uwarzyć sobie trunek ją reprezentujący. Było głosowanie, wybrano styl i recepturę piwowara domowego (Jana Waloszczyka). Samo piwo wyprodukowała Piwowarownia w szczyrzyckim Gryfie. Jak im wyszło? Czy dostanę bana za tę degustacje? Czy w końcu będziemy mieli białą zimę? Na przynajmniej jedno z tych pytań postaram się dzisiaj odpowiedzieć.
Taa... etykieta potwierdza łatę przyklejoną grupie przez wiele mi znanych osób. "Takie tam zbiegowisko szmieszków i trolli, którzy akurat lubią dobre piwo". Sam tak do końca nie uważam, jest tam naprawdę dużo kumatych ludzi, ale taką grafiką potwierdzają trochę te stereotypy. Firmowym kapslem dają jednak pstryczka w nos wielu rzemieślnikom. Samo piwo ma czarny, no może bardziej mocno ciemnobrązowy kolor i jest wyraźnie zmętnione. Piany nie ma to niestety żadnej.
Zapowiada się obiecująco. W zapaszku dominuje torf, spalone kable i nuta wanilii. Nie spodziewajcie się jednak fajerwerków, bo całość intensywnością nie grzeszy. Jest poprawnie i tyle w temacie.
W smaku... już jest gorzej. Odczucie w ustach kompletnie mi do RiSa nie pasuje. Ciała brakuje, chociaż czuć czasami, że płatki owsiane próbują nadrobić jego brak. Wszystkie starania idą jednak w cholerę, bo nagazowanie skutecznie psuje odbiór. Jest o wiele za wysokie jak na ten styl. Momentami mam skojarzenia z... wodą gazowaną niestety. Szkoda, bo smakowo jepiwkowe "iksde" obroniłoby się. Jest gorzka czekolada, spalone kable, popiół i całkiem wyraźna wanilia. Goryczka krótka, ale uszczypliwa trzeba jej przyznać. Finisz kwaskowaty, kawowy z nutą słodkiego alkoholu. Może to rum? Po dość mocnym ogrzaniu dochodzą jeszcze czekoladki z nadzieniem alkoholowym, które lekko zalegają. Ogólnie tragedii nie ma, chociaż to ciało będzie dla wielu dramatem i barierą nie do przejścia. Ot taka ciekawostka, bode nie manuj pls.
----------
Styl: Peated Imperial Stout
Alk: 8,4% Obj.
Ekstrakt: 21 Blg.
IBU: b/d
Skład: słód (jęczmienne, żytni, pszeniczny, wędzone torfem), płatki owsiane, wanilia macerowana w rumie, chmiel Magnum, drożdże S-04.
Do spożycia: 31.12.2019
Browar Szpunt wyrósł nam na cichego, ale zacnego kontraktowca. Chłopaki nie wywyższają się zbytnio, nie robią też nie wiadomo jakiego marketingu. Trochę szkoda, bo warzą dobre piwa, czasami dziwne i niezrozumiałe przez wielu, ale nadal dobre. Tutaj najlepszym przykładem może być ich Venom.
Moim ulubionym trunkiem z ich stajni jest jednak Night Wolf, degustację wersji podstawowej możecie przeczytać tutaj. Dziś sprawdzimy sobie wersję extreme, gdzie 83% zasypu stanowił słód wędzony torfem. Czy przebił on swojego starszego brata? Zobaczmy.
Etykieta odnowiona, i nie mam na myśli tylko wersji extreme. Podstawowa też została odświeżona. Jeżeli mam być szczery to nie jestem do końca przekonany do tych zmian. Jakoś wcześniejsze wydawały mi się bardziej czytelne. Samo piwo jest czarne, nieprzejrzyste. Wysoka piana szybko pęka redukując się do całkiem sporego kożucha.
Aha, w tej wersji nie ma miejsca na poboczne aromaty. To piwo nie bierze jeńców, zapomnijcie o karmelu czy też innych łagodnych zapaszkach. Spalone kable w sali operacyjnej szpitala to jedyny miks jaki poczujecie wąchając Night Wolfa. I to w dodatku narastający z czasem. Jeżeli by się człowiek uparł to wyczułby też delikatną gorzką czekoladę, ale to bardziej na zasadzie pielęgniarki o imieniu Zofia, która podając skalpel zrobiła to ręką ubabraną właśnie czekoladą. Yyy, o czym ja piszę?
Ok, gładki jak pupa niemowlęcia jest ten stout. Wysycenie też dobrze dopasowanie. Jest niskie więc nie przeszkadza w powolnym sączeniu. To tyle z podobieństw jeżeli chodzi o wersję normalną, bo paradoksalnie wydaje mi się jakby miał on mniej ciała. Czy to źle? Może trochę. Zapomniałem jednak o tym szybko, bo smakowo to tu się dzieją rzeczy magiczne. Torf rządzi, trzyma pijącego za gardło i nie odpuszcza praktycznie do ostatniej kropli. Znowu pojawiają się spalone kable, stare bandaże, asfalt gorący jak ten pierwszy pocałunek i pani Zofia. Tym razem cała w gorzkiej czekoladzie, która robi za całkiem fajną podstawę dla całości. Czekolada, nie pani Zofia... Goryczka wyraźna, ale dość krótka. Taka lekko popiołowa. Na finiszu bandaże w czekoladzie z domieszką kawy zbożowej. Czy jest extreme? W porównaniu z wersją normalną na pewno. Czy jest dobrze? Jak najbardziej. Piłbym litrami najlepiej do jakichś żeberek w sosie BBQ... albo steka.
----------
Styl: Whisky Stout
Alk: 6,3%
Ekstrakt: 16°
IBU: "średnie"
Skład: słód (jęczmienny, whisky, carafa III special, pszeniczny czekoladowy), chmiel Iunga, płatki owsiane, drożdże.
Do spożycia: 09.07.2017
![]() |
| Trzeba szybko robić zdjęcia, bo szkło zaczyna zamarzać. |







